Przechodzenie na czerwonym świetle wciąż będzie karane. Ministerstwo przyznaje, że brak nam kultury do ewentualnych zmian

Moto dołącz do dyskusji (94) 06.11.2018
Przechodzenie na czerwonym świetle wciąż będzie karane. Ministerstwo przyznaje, że brak nam kultury do ewentualnych zmian

Udostępnij

Tomasz Laba

Przechodzenie na czerwonym świetle jest jednym z tych wykroczeń, które popełnił absolutnie każdy. Nie każdy jednak miał pecha, że został przy tym przyłapany przez czujnych policjantów. Niemniej jednak nawet przechodząc przez jezdnię w środku nocy w opuszczonym mieście, możemy zostać ukarani mandatem. Niestety ministerstwo nie widzi sensu w zmianie przepisów.

Nikt chyba nie ma żadnych wątpliwości, że ustawianie sygnalizatorów świetlnych dla pieszych ma na celu podniesienie poziomu ich bezpieczeństwa. Właśnie dlatego w naszym prawie kwestia przechodzenia przez jezdnię w miejscu, w którym ustawiono sygnalizator, została uregulowana wręcz zero-jedynkowo. Przejście przez jezdnię jest możliwe wyłącznie wtedy, gdy zapalone jest zielone światło. Przejście na migającym zielonym świetle jest co prawda dopuszczalne, ale może prowadzić do niebezpiecznych sytuacji. Włączone czerwone światło kategorycznie zabrania wejścia na przejście.

Przechodzenie na czerwonym świetle jest wykroczeniem drogowym, a za jego popełnienie można otrzymać mandat w wysokości 100 zł. Kategoryczność tej zasady jest z jednej strony ułatwieniem. Z drugiej strony może to prowadzić do wielu absurdalnych sytuacji. Nikt mnie nie przekona do tego, że przechodzenie na czerwonym świetle na drodze w środku nocy, gdzie w promieniu wielu kilometrów nie ma żadnego samochodu, jest takim samym wykroczeniem, jak wtargnięcie na czerwonym w samym środku komunikacyjnego szczytu.

Przechodzenie na czerwonym świetle do poprawki?

Zresztą w wielu państwach czerwone światło dla pieszych nie jest traktowane jako kategoryczny zakaz, a jedynie ostrzeżenie dla pieszych. Coś w rodzaju informacji „jeżeli teraz wejdziesz na przejście, jest spora szansa, że potrąci cię samochód. Wchodzisz na własną odpowiedzialność”. Poseł Kukiz’15 Paweł Szramka wystąpił z interpelacją m.in. do Ministra Infrastruktury, pytając, czy rząd planuje zmianę prawa o ruchu drogowym, aby zmienić zasady przechodzenia na czerwonym świetle.

Tymczasem w wielu krajach Europy przechodzenie na czerwonym świetle nie jest zabronione. Przechodzący we własnym zakresie ma upewnić się, iż przechodząc, nie spowoduje niebezpieczeństwa dla siebie ani innych uczestników ruchu drogowego. Sygnał czerwony jest jedynie ostrzeżeniem dla pieszego, wskazówką, że trzeba uważać na nadjeżdżające samochody, a nie nakazem bezwzględnego zatrzymania się i czekania na zielone. Obywatel ma prawo decydować o wkroczeniu na jezdnię. Nasze prawo należy do jednego z nastawionych najbardziej restrykcyjnie do zachowań pieszych w całej Europie. W skrajnych przypadkach doprowadza to do karania pieszych za przejście przez jedną jezdnię ulicy jednokierunkowej lub przez pustą ulicę w godzinach wieczornych lub nocnych.

Odpowiedź Ministerstwa jest bardzo smutna, aczkolwiek szczera. Można ją podsumować jednym zdaniem – nasi uczestnicy ruchu drogowego nie mają wystarczającej kultury niezbędnej do wprowadzenia takiego rozwiązania.

Zjawisko, o którym mowa w interpelacji posła Pawła Szramki, polegające na przechodzeniu przez przejście podczas wyświetlania sygnału czerwonego jest jednym z niepożądanych zachowań uczestników ruchu drogowego, niestety w wielu przypadkach zarówno kierowcy, jak i piesi mają skłonność do wjeżdżania lub wchodzenia na przejście podczas wyświetlania sygnału czerwonego, gdy nie ma żadnego użytkownika w czasie wyświetlania sygnału zielonego dla relacji kolizyjnej.

Przechodzenie na czerwonym świetle jest wykroczeniem i lepiej niech tak zostanie

Wprowadzenie zasady, że czerwone światło jest ostrzeżeniem, a nie zakazem spowodowałoby jedynie zminimalizowanie straty czasu przez pieszego kosztem jego bezpieczeństwa. Niewielkie korzyści biorąc pod uwagę prawdopodobne zwiększenie ilości wypadków z udziałem pieszych. Ministerstwo zauważa, że wprowadzenie takiego rozwiązania wymaga wysokiej kultury w relacjach pieszych z kierowcami. Każdy czytelnik przyzna, że sytuacja na naszych drogach nie ma zbyt wiele wspólnego z kulturą.

Biorąc pod uwagę ilość zdarzeń drogowych, w tym ze skutkiem śmiertelnym, z udziałem pieszych do których dochodzi corocznie na polskich drogach, wydaje się, że proponowane w interpelacji rozwiązanie prawne nie wpłynie w żaden sposób na poprawę stanu bezpieczeństwa użytkowników ruchu drogowego, wręcz przeciwnie – mając na uwadze, że zastosowanie takiego rozwiązania wymaga bardzo wysokiej kultury w relacjach kierowca-pieszy – może skutkować zwiększeniem liczby wypadków i kolizji z udziałem pieszych.

W sytuacji, kiedy powszechnie większość pieszych jest błędnie przekonana, że pieszy zawsze ma pierwszeństwo na przejściu dla pieszych, rezygnowanie z tego zakazu jawi się jako mocno nieodpowiedzialne. W pierwszej kolejności wolałbym, aby przeprowadzić ogólnokrajową kampanię informacyjną o obowiązkach pieszych na drogach.