Przy każdych wyborach miasta zaśmiecają plakaty. Gdyni już to nie dotyczy. Przyglądamy się nowym ograniczeniom politycznych kampanii reklamowych.

Nieważne czy to wybory samorządowe, prezydenckie czy do Sejmu. Niemal za każdym razem gdy zbliża się czas głosowania, miasta są wręcz zasypane odklejonymi z przystanków plakatami, dyktami które zerwały się z słupów czy nawet afiszami zasłaniającymi znaki drogowe. Wiele ulic wygląda zwyczajnie nieestetycznie, a do tego po zakończonych wyborach pozostaje mnóstwo śmieci, których wiele odpowiedzialnych za to osób zwyczajnie nie sprząta.

Czy prawo pozwala na plakatowanie? Jest to temat, którym zajęliśmy się w osobnym artykule. W skrócie, naklejać ogłoszenia można, jeśli posiadamy zezwolenie jednostki, do której należy obklejany przystanek, słup energetyczny, latarnia czy budynek. O zgodę można więc prosić np. Zarząd Dróg i Zieleni, spółdzielnię mieszkaniową administrującą budynkiem czy też firmę Energa, posiadającą na naszych ulicach liczne słupy.

W wielu przypadkach pytaniem do właściciela przestrzeni reklamowej nie jest „czy” a „za ile”, w związku z czym uzyskujemy miasta będące wyborczymi śmietnikami. Od pewnego czasu z takim zjawiskiem walczy jednak Gdynia. W wyborach jesienią 2014 ustalono kilka głównych ulic „wolnymi od polityki”, w związku z czym nie można na nich było umieszczać plakatów.

Teraz, przed wyborami do Sejmu i Senatu, które odbędą się 25 października 2015 roku, Gdynia poszła o krok dalej. Nie będzie już tworzenia nowych miejsc ogłoszeniowych przez np. doczepianie afiszy do płotów czy słupów. Jak donosi portal trojmiasto.pl, na wszystkich terenach gminy będzie obowiązywał zakaz wieszania plakatów wyborczych. Możliwe to będzie jedynie na już istniejących nośnikach reklamowych. Obecnie w mieście jest to 81 tablic do publikacji obwieszczeń rządowych i 25 tablic przeznaczonych do dyspozycji komitetów wyborczych. Poza nimi, będzie można oczywiście wykupić miejsce na bilbordach należących do prywatnych właścicieli.

Potrzebujesz pomocy? Zadaj pytanie...

Pomoc prawna w najtrudniejszej sytuacji już od 49 złotych!

Osobiście uważam to za świetne rozwiązanie, czekam aż inne miasta podłapią ten pomysł. Można mieć obawy, że znajdą się sprytni przedsiębiorcy, którzy na swoich terenach zaczną stawiać nowe bilbordy i sprzedawać miejsce na nich komitetom wyborczym, w związku z czym ich liczba (więc i plakatów) wzrośnie. Mimo to, wciąż będzie ich jednak mniej, niż do tej pory, a szczerze wątpię żeby prywatnym inwestorom opłacało się wyposażać w systemy reklamowe licząc na zysk z wyborów, które przecież nie są aż tak często.

A jak to jest w Waszych miastach? Czy zamieniają się one w kolaż wyborczych afiszów? Może zgłaszaliście ich nieodpowiednie rozwieszenie Straży Miejskiej albo wiecie o innych działaniach, które utrudniają „zanieczyszczanie” miasta? I czy uważacie, że narzucanie kolejnych ograniczeń to przesada, czy też dobry krok w kierunku estetyki i uwolnienia od polityki?

Fot. tytułowa: Tomasz Przechlewski/Flickr, CC BY