Rankingi wydziałów prawa nie mają sensu. To wyłącznie wyznacznik tego, jak dany absolwent potrafi wkuwać

Codzienne dołącz do dyskusji (54) 18.06.2018
Rankingi wydziałów prawa nie mają sensu. To wyłącznie wyznacznik tego, jak dany absolwent potrafi wkuwać

Tomasz Laba

Rzeczpospolita po raz kolejny opublikowała ranking wydziałów prawa, którego kryterium była zdawalność na aplikacje prawnicze. Po raz kolejny pierwsze miejsce na podium zajął Uniwersytet Jagielloński. Po raz kolejny uważam, że rankingi wydziałów prawa nie mają większego sensu.

Dziennik Rzeczpospolita każdego roku przygotowuje ranking wydziałów prawa, w którym nigdy nie ma większych niespodzianek. Pierwszym miejscem na podium wymieniają się regularnie Uniwersytet Jagielloński z Uniwersytetem Warszawskim. Największą niespodzianką zazwyczaj jest trzecie miejsce, na którym w jakimś czasie uplasowała się większość wydziałów prawa. W tym roku nie jest inaczej.

Warto wskazać, że przygotowano dwa różne rankingi, które różnią się kryteriami. Zastanawiające jest to, że w ogromnej części te dwa rankingi wzajemnie się wykluczają. Pierwszy z nich, który chyba można uznać za „ten właściwy”, opiera się na kryteriach takich jak jakość kształcenia, potencjał naukowy czy współpraca z zagranicą. Pierwsze trzy miejsce zajęły odpowiednio Uniwersytet Jagielloński (25,55 pkt), Uniwersytet Warszawski (25,36) i Uniwersytet Wrocławski (24,12). Różnica punktów, jakie uzyskały, jest minimalna i można zaryzykować stwierdzenie, że wszystkie zajęły ex aequo pierwsze miejsce.

Ranking wydziałów prawa nie ma większego sensu, bo to nie od wydziału zależą umiejętności absolwentów

Drugi ranking ma jedno kryterium, a jest nim zdawalność absolwentów danej uczelni egzaminów wstępnych na aplikacje prawnicze. Chodzi o aplikację adwokacką, radcowską, notarialną oraz komorniczą. W tym rankingu zwycięzcą okazał się również Uniwersytet Jagielloński, którego aż 85,97% absolwentów zdało ten egzamin. Kolejne miejsca przypadły Uniwersytetowi Łódzkiemu (77,55%) i Uniwersytetowi im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (74,55%). Jest to o tyle ciekawe, że poza pierwszym miejscem, rankingi te wzajemnie się wykluczają.

Za przykład niech posłuży Katolicki Uniwersytet Lubelski. W głównym rankingu uplasował się na 11 pozycji, a jeśli chodzi o ministerialny wskaźnik zdawalności na aplikację, uczelnia zajęła 4 miejsce. Wyprzedziła tym samym Uniwersytet Wrocławski (3 miejsce w rankingu głównym) Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu czy Uniwersytet Gdański. Uniwersytet Warszawski, a więc drugi najlepszy w kraju w ministerialnym rankingu zajął „dopiero” czwarte miejsce. Podobne przetasowania znajdziemy praktycznie na każdej pozycji. Dlaczego zatem teoretycznie lepsze wydziały prawa mają tak niskie wyniki w rankingu zdawalności?

Jakie wnioski z tych rankingów może wysnuć tegoroczny maturzysta, który zastanawia się nad wyborem uczelni? Ja uważam, że żadne. Zakładając, że podstawowym celem wydziałów prawa jest wykształcenie przyszłych adwokatów, notariuszy, komorników, sędziów czy prokuratorów, to trzeba uczciwie powiedzieć, że żadna uczelnia nie spełnia swojej funkcji. Model kształcenia prawników w naszym kraju jest powszechnie krytykowany, a jednym z pomysłów reformy jest aplikacja uniwersytecka. Opuszczając mury uczelni, młodzi prawnicy nie mają praktycznie żadnych umiejętności wymaganych w pracy prawnika. Głowy mają przepełnione teoretycznymi rozważaniami, sztucznymi podziałami czy sporami w doktrynie. To wszystko oczywiście jest ważne, jako tło całego wykształcenia prawniczego. Jednak w oderwaniu od praktyki prawniczej ta wiedza nie ma większego sensu.

Ranking wydziałów prawa 2018

Sam egzamin wstępny na aplikację również nie wymaga żadnych umiejętności praktycznych. To po prostu test jednokrotnego wyboru, w którym do zdania wymagane jest uzyskanie 100 punktów na 150 możliwych. Wydaje mi się zatem, że najlepsze uczelnie w rankingu zdawalności mogą chwalić się jedynie tym, że ich absolwenci są najlepsi we wkuwaniu. Zdecydowana większość absolwentów tak samo nie potrafi napisać prostej umowy, która dobrze zabezpieczy interesy jego klienta. Niezależnie od tego, czy ukończyło się Uniwersytet Jagielloński, czy Uniwersytet Zielonogórski (ostatnie miejsce w rankingu). Nie mówiąc już o umiejętnościach negocjacyjnych, odporności na stres czy komunikacji z klientem. Zasługi również ciężko przypisywać poszczególnym samorządom, które są odpowiedzialne za przeprowadzenie aplikacji. Ta, niestety w dużej części, jest powtórzeniem nudnych zajęć i wykładów ze studiów. Poszczególni aplikanci różnią się najczęściej poziomem wiedzy, a podstawowym podziałem jest to, czy ktoś podczas aplikacji pracuje i ma patrona, który dba o jego edukację.

Najlepsi absolwenci prawa to bez wątpienia tacy, którzy już podczas studiów pracowali bądź odbywali staże w kancelariach i tam zdobyli praktyczne umiejętności. Problem polega na tym, że zasługi na tym polu nie powinny być przypisywane wydziałom prawa. Na rynku pracy więcej jest wart absolwent prawa uczelni w Zielonej Górze, który ma 5 lat doświadczenia zawodowego od absolwenta Uniwersytetu Jagiellońskiego, który przez kilka tygodni praktyk w sądzie sklejał akta.

54 odpowiedzi na “Rankingi wydziałów prawa nie mają sensu. To wyłącznie wyznacznik tego, jak dany absolwent potrafi wkuwać”

  1. W sumie, ja na tej samej zasadzie mógłbym pozwać swoje technikum gdzie po 4 latach gastronomii nie umiałem gotować

  2. To WPiA na Uniwersytecie Zielonogórskim ma absolwentów ? Dobrze wiedzieć, zwłaszcza, że kształci się dopiero IV rok …

  3. Pełna zgoda – dlatego większość studiów (w tym prawnicze) powinny być krótkie, najlepiej 2-3 letnie, tak aby absolwent na wyjściu znał podstawowe dziedziny prawa. Piszę to jako prawnik od transakcji pracujący już parę lat dla dużego biznesu. Z naszej perspektywy najważniejsze, jest żeby osoby po studiach znały angielski, podstawy prawa gospodarczego i były po prostu „ogarnięte”. Podstawą są tzw. kompetencje miękkie, pracowitość, dokładność, odporność na stres i znajomość realiów biznesowych.
    Być może błędem uczelni jest to, że liczy się na niej głównie tytuł i liczba publikacji (w większości niestety bardzo wątpliwej jakości) oraz że pracują na niej głównie teoretycy albo przeciętni praktycy. Moi koledzy z zespołu mimo ogromnego doświadczenia, prowadzący bardzo skomplikowane sprawy dla dużego biznesu, z punktu widzenia uczelni są warci mniej niż doktorek, który nie przepracował ani jednego dnia poza uczelnią, ale za to napisał 10 przeteoretyzowanych artykułów, których nikt nigdy nie przeczyta.
    Kolega mi opowiadał, że jego promotor od prawa handlowego nie widział co to jest start up – no ale habilitacje ma.

    • Okej, ale praca naukowa różni się od praktyki prawników dlatego w ogóle nawet nie poruszałem tego wątku. Zresztą jedynie promil absolwentów prawa kontynuuje potem pracę jako pracownik naukowy. Zdecydowanie częściej decydują się na doktorat „z wolnej stopy”, ewentualnie już po tym, jak osiągną w miarę sensowny pułap w swojej praktyce. Dr przed nazwiskiem to wciąż lans i jakiś sposób na reklamę ;)

  4. Generalnie tak powinno być. Uczelnia jest miejscem, gdzie przyszły prawnik ma uzyskać możliwie obszerne przygotowanie teoretyczne (inna sprawa, że i tu czasem są problemy, ale to kwestia indywidualna), a nauka praktycznego wykonywania zawodu jest pozostawiona samorządom, które kształcą aplikantów ew. innym podmiotom (KSSiP itp.).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *