Upadająca Wenezuela potrzebuje ropy z Iranu, choć ma jedne z większych zapasów tego surowca na świecie

Zagranica dołącz do dyskusji (124) 20.05.2020
Upadająca Wenezuela potrzebuje ropy z Iranu, choć ma jedne z większych zapasów tego surowca na świecie

Rafał Chabasiński

Wenezuela potrzebuje pilnej pomocy od swoich sojuszników. Ropa z Iranu może jednak nie dopłynąć do Ameryki Południowej przez sankcje USA. Jak to możliwe, że zasobne w ropę państwo zdewastowało swoją gospodarkę tak, że teraz musi ten surowiec importować?

Do Wenezueli na ratunek płynie ropa z Iranu łamiąc przy tym amerykańskie sankcje gospodarcze

Jeżeli dane państwo musi importować surowiec będący praktycznie jedynym jego bogactwem, na którym opierała się cała jego gospodarka, to jest z nim nieciekawie. Sytuacja w Wenezueli doskonale odpowiada temu opisowi.  Kraj ten posiada jedne z większych zasobów ropy na świecie, z gospodarką opartą o przemysł petrochemiczny, w tej chwili jest zmuszona do importu tego surowca.

Ropa z Iranu ma zaspokoić bieżące potrzeby wenezuelskiej gospodarki. Rząd nieuznawanego na zachodzie prezydenta Nicolasa Maduro ma jednak kolejny problem. Żeby otrzymać dostawy od Irańczyków, tankowce muszą w ogóle dotrzeć do Wenezueli. Tutaj na przeszkodzie stoją amerykańskie sankcje wymierzone w Teheran.

Stany Zjednoczone wcale nie zamierzają ułatwiać Maduro życia. Z jednej strony są żywo zainteresowane, żeby jego reżim upadł. Zwłaszcza, że wenezuelskiego prezydenta aktywnie wspierają geopolityczni przeciwnicy Waszyngtonu. Z drugiej strony, równie „ciepłe” uczucia USA żywi względem Teheranu.

Wygaszenie napięć między Stanami Zjednoczonymi a Iranem trwało nadspodziewanie krótko

Ropa z Iranu płynie pięcioma tankowcami. Stany Zjednoczone tymczasem, jak podaje portal energetyka24.pl, rozlokowały na Morzu Karaibskim cztery okręty wojenne gotowe do konfrontacji z irańskimi tankowcami. Teheran stwierdził z kolei przechwycenie statków przez Amerykanów zostanie potraktowane jako akt piractwa.

Szef MSZ Iranu ostrzegł nawet w specjalnym liście sekretarza generalnego ONZ konsekwencjami takiego posunięcia. Jakby tego było mało, wezwano także tamtejszego ambasadora Szwajcarii, który pełni rolę swoistego pośrednika pomiędzy Teheranem a Waszyngtonem, jeśli dwa zwalczające się państwa koniecznie muszą przekazać sobie jakąś wiadomość. W tym wypadku było to „poważne ostrzeżenie” oraz irańska deklaracja gotowości obrony swoich tankowców.

Stany Zjednoczone tymczasem ostrzegają inne państwa regionu, by nie udzielały Irańczykom pomocy w omijaniu nałożonych na nich sankcji. Pewne ochłodzenie konfliktu pomiędzy USA a Iranem wymusiła epidemia koronawirusa. Jeszcze kilka miesięcy temu to właśnie Iran był jednym z głównych ognisk pandemii na świecie.

Wszystko jednak wskazuje na to, że obydwa państwa są najwyraźniej gotowe wrócić do konfrontacyjnej postawy jaką znamy chociażby z zeszłego roku. Kulminacyjnym punktem było oczywiście zabójstwo irańskiego generała Ghasema Suleimaniego. Wojna pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Iranem w pewnym momencie wisiała wręcz na włosku. Warto jednak pamiętać, że zdarzały się między innymi także incydenty z przejmowaniem tankowców, chociażby przez Wielką Brytanię.

Ropa z Iranu ratuje gospodarkę Wenezueli przede wszystkim na złość Stanom Zjednoczonym

Wenezuela jest w całej tej grze pomiędzy mocarstwami, prawdziwymi oraz aspirującymi, najmniej istotna. Nie sposób oprzeć się wrażenie, że reżim Nicolasa Maduro jest wspierany przez Rosję i Chiny głównie z uwagi na chęć zakwestionowania amerykańskiej globalnej hegemonii. Także ropa z Iranu na swój sposób wpisuje się w tą tendencję.

Tymczasem sama Wenezuela doprowadziła się do gospodarczej ruiny właściwie na własne życzenie. Tamtejszy przemysł naftowy i petrochemiczny opierał się o państwowy koncern PDVSA. Zasoby surowca zapewniały państwu dostatek. Problemy zaczęły się, gdy „rewolucja boliwariańska” Hugo Chaveza, poprzedniego prezydenta Wenezueli, skierowała kraj w stronę budowy socjalizmu.

PDVSA stała się właściwie dojną krową mającą finansować zarówno rozbudowane programy socjalne. Protesty przeciwko polityce Chaveza spowodowały czystki w firmie. Doświadczonych fachowców zastępowali ludzie z partyjnego klucza.

Skutków łatwo się domyślić: wydajność spółki drastycznie spadła, ropa z Wenezueli przestała płynąć dość szerokim strumieniem. Wraz z nią pogorszyła się sytuacja gospodarcza kraju.

Gospodarkę Wenezueli zniszczył nie tylko socjalizm, ale też potworna korupcja

Po śmierci Chaveza władzę przejął Nicolas Maduro. Nowemu prezydentowi zdecydowanie brakowało charyzmy poprzednika. Co gorsza, właściwie od początku urzędowania musiał się mierzyć z protestami przeciwko wszechobecnej przestępczości, korupcji i nieudolności władzy w zwalczaniu skutków hiperinflacji. Wenezuela od dłuższego czasu boryka się z brakiem podstawowych produktów a tamtejsza waluta jest praktycznie bezwartościowa.

Sytuację tylko pogorszyły spadki cen ropy na światowych rynkach, oraz amerykańskie sankcje gospodarcze nałożone na Maduro za fałszerstwa wyborcze. Obecnie w kraju panuje swoista dwuwładza. Zeszłoroczne wystąpienia uznawano wręcz za przewrót w Wenezueli. Świat zachodni za prawowitego prezydenta uznaje Juana Guaido. Nicolasa Maduro popierają przede wszystkim Rosja, Chiny, Iran, czy Turcja.

Ropa z Iranu ma podtrzymać istnienie reżimu wenezuelskiego prezydenta, na złość Stanom Zjednoczonym. Oczywiście, nie bezinteresownie. Wiele wskazuje na to, że Maduro płaci Teheranowi za warty ok. 45,5 mln dolarów transport ropy i benzyny rezerwami złota.