1. Home -
  2. Nieruchomości -
  3. Rynek mieszkaniowy wraca do normalności. Po latach szaleństwa wreszcie nic się nie dzieje

Rynek mieszkaniowy wraca do normalności. Po latach szaleństwa wreszcie nic się nie dzieje

Zbyt rzadko doceniamy momenty, w których rynek nieruchomości przestaje przypominać sinusoidę i zaczyna zachowywać się jak... rynek.

Październikowe dane z Morizon.pl i Gratka.pl, które wygrzebał oraz opracował Marcin Drogomirecki, ekspert rynku nieruchomości Grupy Morizon-Gratka, pokazują coś, za czym kupujący tęsknili od lat:

Spokój.

Średnie ceny ofertowe mieszkań z rynku wtórnego w największych polskich miastach praktycznie stoją w miejscu. Między wrześniem a październikiem wahania były kosmetyczne, liczone w dziesiątych procenta. Wyjątek? Szczecin, gdzie... nie zmieniło się absolutnie nic.

W ujęciu rok do roku zmiany są bardziej zauważalne, jednak również trudno mówić o gwałtownych ruchach. Najmocniej podrożała Bydgoszcz – o prawie 5 proc. Dalej Katowice (4,1 proc.), Gdańsk (3,7 proc.) i Lublin (3,6 proc.). Z drugiej strony lekkie korekty w dół zanotowały Łódź (-0,3 proc.), Warszawa (-0,5 proc.) i Kraków (-1 proc.).

W normalnych warunkach takimi wzrostami napędzałby popyt, ale dziś to słaba teza. Owszem, poszukujących mieszkań jest nieco więcej niż rok temu, ale wybór ofert – zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym – jest na tyle szeroki, że trudno doszukać się inwestycyjnej gorączki.

Realnie dzieje się coś innego: to struktura ofert winduje średnie. Na sprzedaż trafia coraz więcej nowych i droższych mieszkań czy apartamentów, a one – siłą rzeczy – ciągną statystyczną średnią w górę.

Nie zmieniła się natomiast jedna fundamentalna rzecz: przewaga podaży nad popytem. I to ona dyktuje warunki. Mieszkania w dobrych lokalizacjach i sensownym standardzie bronią ceny, czasem nawet sprzedają się powyżej oczekiwań właścicieli.

Te słabsze – niefunkcjonalne, wymagające poważnych nakładów, położone w budynkach bez windy – powoli i konsekwentnie tanieją. Rynek przestał premiować cokolwiek z metryką w nazwie „mieszkanie”, a zaczął wyceniać realną wartość.

Można by uznać, że pięć kolejnych obniżek stóp procentowych powinno wywołać małe trzęsienie ziemi i kolejki po kredyty.

Ale nic takiego nie nastąpiło

Dostępność finansowania faktycznie wzrosła, bankowe kalkulatory są dla klientów znacznie bardziej łaskawe, lecz decyzje zakupowe są podejmowane ostrożnie. Zniknął strach, że „ktoś zaraz sprzątnie nam mieszkanie sprzed nosa”. Kupujący porównują, analizują, negocjują. I przede wszystkim – czekają na idealny moment oraz idealny lokal.

To zdrowy objaw. Rynek, na którym nie ma ani sztucznej presji, ani paniki, sprzyja rozsądniejszym transakcjom. Właśnie dlatego coraz więcej osób systematycznie przegląda oferty, monitoruje ceny i poluje na okazje, zamiast decydować się na zakup w trybie „na już”.

Po latach skrajności doczekaliśmy się wreszcie środka. To nie boom, nie krach, a po prostu równowaga. A ta na rynku nieruchomości bywa bardziej cenna niż jakikolwiek program dopłat.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi