Półtora roku temu ówczesny minister finansów Paweł Szałamacha założył się z posłem Sławomirem Neumannem o to, że rządowi uda się zrealizować budżet wg przyjętych założeń. Sławomir Neumann przegrał zakład, ale czy wywiązał się z jego warunków?

Ostatnie dni grudnia 2015 r. były okresem burzliwych dyskusji w Sejmie o projekcie ustawy budżetowej na 2016  rok. Miał to być rok pełen nowych, drogich wydatków (choćby program 500+), a zarazem zwiększania wpływów do budżetu, choćby dzięki planowanej walce z luką w podatku od towarów i usług. Zapowiedzi rządu – a mówimy tu nie o drobnych korektach po stronie wpływów i dochodów, lecz o kilkudziesięciomiliardowych zmianach – wywołały duże wątpliwości co do tego, czy są one możliwe do zrealizowania.

Sławomir Neumann przegrał zakład?

I wtedy, podczas debaty w Sejmie, wywiązała się dyskusja między posłem PO Sławomirem Neumannem a ówczesnym ministrem finansów Pawłem Szałamachą. Minister zaproponował… zawarcie z posłem opozycji zakładu (cytat za money.pl):

Jestem w stanie zagwarantować, że deficyt na 2016 r. nie przekroczy 54 mld zł i postawić na to moje własne pieniądze. Posłowi Neumannowi proponuję: jeżeli ten deficyt to przekroczy, wpłacam 10 tys. zł do budżetu państwa. Jeżeli będzie, jak zapowiadamy, to taką kwotę wpłaci poseł Neumann.

Sławomir Neumann zgodził się, pod warunkiem, że nie tylko wysokość deficytu będzie się na koniec roku zgadzać z zapowiedziami. Również wpływy do budżetu miały być nie niższe niż zaplanowane. W ustawie zapisano, że mają one wynieść 313,8 mld zł.

Rok 2016 się skończył. Nie wszystkie zapowiedzi rządu się sprawdziły – choćby walka z wyłudzeniami podatku VAT nie dała takich efektów, jakich oczekiwano. Dość powiedzieć, że początek 2017 roku upłynął w ministerstwie finansów – kierowanym przez wicepremiera Mateusza Morawieckiego – pod znakiem miotły zmiatającej dyrektorów departamentów podatkowych. Nie zmienia to jednak faktu, że budżet udało się zrealizować w sposób bardzo zbliżony do pierwotnych założeń:

Zakład – zakładem, ale co z tego?

Nie da się zatem ukryć, że – jeśli poważnie potraktować warunki określone przez obu polityków – Sławomir Neumann po prostu przegrał zakład, i powinien zapłacić 10 000 zł (mowa była o wpłacie tej kwoty do budżetu państwa). Okazuje się jednak, że tak jak politycy po zwycięskich wyborach (przegranych w sumie też) często „zapominają” o wcześniejszych deklaracjach, tak podobnie jest w tej sytuacji.

Otóż, poseł Neumann uznał jednostronnie, że… nie chodziło mu o „dochody budżetu”, lecz „dochody podatkowe”:

Ze stenogramu posiedzenia Sejmu w żaden sposób to jednak nie wynika – chodziło tylko o dochody, bez wskazania ich pochodzenia. To, że bardzo dobrą wiadomością dla budżetu była ogromna wpłata od NBP (8 miliardów złotych) nie wpływa na treść zakładu. Poseł Sławomir Neumann powinien zatem spełnić świadczenie, do którego się publicznie zobowiązał.

Nie oznacza to jednak, że istnieje prawna możliwość wyegzekwowania tego obowiązku. Stosownie do przepisów kodeksu cywilnego, zobowiązania z tak zawartego zakładu jest tzw. zobowiązaniem naturalnym. Oznacza to, że jego spełnienie zależy od dobrej woli przegranego uczestnika zakładu. Nie da się takiej osoby przymusić (np. na drodze sądowej) do zapłacenia ustalonej kwoty.

A to, czy od polityków można wymagać dobrej woli czy chociażby odrobiny honoru i wywiązywania się z publicznych obietnic, to już zupełnie inna historia.