Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie wyborów prezydenckich, ale po trzech godzinach je umorzyła

Prawo Zbrodnia i kara dołącz do dyskusji (104) 24.04.2020
Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie wyborów prezydenckich, ale po trzech godzinach je umorzyła

Maciej Bąk

O tym, że Polska jest państwem na telefon wiemy od dobrych paru lat. Że służby są ręcznie sterowane przez polityków też wiemy doskonale. Ale i tak wciąż pojawiają się informacje, które potrafią zszokować nawet wytrawnych obserwatorów. Otóż wyobraźcie sobie, że prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie organizacji wyborów prezydenckich podczas pandemii i związanego z nim sprowadzenia niebezpieczeństwa na Polaków. Ale gdy tylko ujawniły to media to natychmiast je… umorzyła.

Śledztwo w sprawie wyborów prezydenckich

Pewnie zadajecie sobie pytanie: jak to możliwe, że prokuratura Zbigniewa Ziobro w ogóle ośmieliła się wszcząć śledztwo w sprawie w końcu tak bardzo nieskazitelnych wyborów w czasie pandemii? Jak ujawniła Gazeta Wyborcza, postępowanie wszczęła Ewa Wrzosek z Prokuratury Rejonowej Warszawa Mokotów. To członkini stowarzyszenia Lex Super Omnia, protestującego przeciw ręcznemu sterowaniu prokuraturą przez polityka. Nie jest to więc prokuratorka ślepo wykonująca polecenia Prokuratora Generalnego.

Śledztwo zostało wszczęte 23 kwietnia, co potwierdza dokument, do którego dotarła telewizja TVN24. Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa złożyła na początku kwietnia prywatna osoba. Domagała się ona ścigania przedstawiciela Prawa i Sprawiedliwości za jego wypowiedź (nie wiadomo jaką dokładnie, ale musiała ona dotyczyć przeprowadzenia wyborów prezydenckich w pierwotnym terminie 10 maja). Prokurator Wrzosek przyjęła to zawiadomienie, przeanalizowała je i zdecydowała się wszcząć śledztwo w sprawie sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób poprzez organizację wyborów prezydenckich w środku pandemii.

Oto jak działa ręczne sterowanie prokuraturą

23 kwietnia po południu fakt toczenia się takiego śledztwa ujawniła Ewa Ivanova z Gazety Wyborczej. Dziennikarka poinformowała, że prowadząca je prokurator może w nim przesłuchać między innymi… prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. To był news szokujący, bo nie przyzwyczailiśmy się do tego że całkowicie podległa Zbigniewowi Ziobrze prokuratura prowadzi czynności tak odmienne od linii partii rządzącej. Jednak szybko okazało się, że ten „błąd” został błyskawicznie naprawiony.

Dosłownie trzy godziny po ujawnieniu przez „GW” tej informacji pojawiła się kolejna informacja – tym razem w formie depeszy Polskiej Agencji Prasowej.

Śledztwo ws. sprowadzenia niebezpieczeństwa w związku organizacją wyborów prezydenckich zostało umorzone z uwagi na to, że ostateczny termin wyborów jest nieznany i jest jeszcze przedmiotem prac parlamentu.

…powiedziała PAP Mirosława Chyr ze stołecznej prokuratury. Podstawą prawną umorzenia jest według śledczych fakt, że czynu… nie popełniono, a decyzja o wszczęciu śledztwa nie miała ani faktycznego, ani prawnego uzasadnienia. Pani Chyr nie wyjaśniła ilu świadków udało się przez te trzy godziny przesłuchać.

Przyzwoitość prokuratury trwała trzy godziny

To były trzy godziny, przez którą mogliśmy poczuć się jak w starych czasach, kiedy prokuratura była instytucją politycznie niezależną. Prowadzącą postępowania dotyczące nie tylko polityków opozycji, ale też najważniejszych postaci w obozie rządzącym i badającą konsekwencje ich słów i czynów. Jak bardzo ten model jednak odbiega od wymarzonego modelu Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobry! Oni potrzebują prokuratury na telefon, całkowicie jednostronnej, nieobiektywnej i wykorzystywanej instrumentalnie na bieżące potrzeby. Informacja dla fanów PiSu: spokojnie, ta wymarzona prokuratura prezesa wróciła bardzo szybko. A prokurator Ewę Wrzosek za to, że zachowała się jak trzeba, spotkają pewnie teraz surowe konsekwencje.