Spotify właśnie powiedziało wydawcom (tym co zgarniają 88% zysków z muzyki), że w zasadzie są już zbędni i ta ich „ACTA 2” też

Gorące tematy Technologie dołącz do dyskusji (196) 20.09.2018
Spotify właśnie powiedziało wydawcom (tym co zgarniają 88% zysków z muzyki), że w zasadzie są już zbędni i ta ich „ACTA 2” też

Udostępnij

Jakub Kralka

To musiało się prędzej czy później stać. Technologie wypychają z rynku pośredników. ZAiKS czy ZPAV forsują tzw. „ACTA 2” nie dostrzegając, że stają się powoli po prostu zbędni. Podobnie zresztą z wydawcami muzyki.

Od dziś na Spotify – modelowo – każdy artysta może sobie wgrać swoją muzykę. Za darmo. Nie musi mieć nad sobą żadnego podmiotu reprezentującego w postaci wydawcy. Póki co wprawdzie trwają jeszcze beta-testy tego rozwiązania (na zaproszenie), ale już kilkuset artystów ze Stanów Zjednoczonych testuje, podoba się, mówią o przyszłości i game-changerze dla rynku muzycznego.

Spotify miał pogrzebać rynek muzyczny, a go oczyści

Jak przypomina Music Business, Spotify już w czerwcu zapowiadało, że chce rynek muzyczny uczynić jak najbardziej „dwustronnym”, jako jedyne podmioty łącząc muzyków ze słuchaczami.

Znam kilku muzyków obecnych na Spotify. Znajomy, niszowy DJ, tworzący deephouse przyznał, że oddał komuś prawa do dysponowania jego twórczością i nawet nie potrafi powiedzieć czy są z tego pieniądze. Znajomy zespół twierdzi, że dostaje ze streamingu „jakieś grosze”. Nie dziwi, że muzycy nie zarabiają w internecie, a potem wypłakują na korytarzach Parlamentu Europejskiego ładując całą europejską sieć w niezłe kłopoty.

Spotify For Artists niby jest adresowane do niezależnych twórców, ale wszystko wskazuje na to, że docelowo stanie się narzędziem dla wszystkich muzyków. Czemu Rihanna ma dzielić się przychodami z wytwórnią, skoro wszystko może trafić na konta Rihanna LLC?

Oczywiście ten proces wymaga czasu

Decyzja, którą ogłosiło dziś Spotify to dopiero początek pewnego procesu. Przede wszystkim „dwustronny” charakter serwisu adresowany jest do osób, które posiadają pełnię praw do swojej twórczości.

W tym wypadku trzeba oddać wytwórcom, że to zwykle na ich barkach spoczywa organizacyjno-prawny galimatias, którego topowym muzykom (ale już na przykład takiemu Kazikowi Staszewskiemu z niewielkiej Polski?) nie będzie się chciało porządkować. Niezależnie od tego, cyfrowa rewolucja może jednak przynieść urealnienie cen pomiędzy wytwórniami a wykonawcami.

W raporcie Citigroup możemy wyczytać, że w ubiegłym roku amerykański przemysł muzyczny zarobił 43 miliardy dolarów. Muzycy otrzymali jedynie 12 procent, czyli nieco ponad 5 miliardów dolarów. Tu są Pana pieniądze, panie Hołdys.