Spóźniony sanepid dzwoni po trzech tygodniach, by zapytać z kim ozdrowieniec widział się miesiąc temu. To bez sensu

Gorące tematy Państwo Zdrowie dołącz do dyskusji (155) 28.10.2020
Spóźniony sanepid dzwoni po trzech tygodniach, by zapytać z kim ozdrowieniec widział się miesiąc temu. To bez sensu

Rafał Chabasiński

Spóźniony sanepid dzwoniący po miesiącu. Chory informowany o pozytywnym wyniku testu na obecność SARS-CoV-2 dopiero po tygodniu. Przeciążone służby nie są w stanie zbierać informacji o potencjalnych następnych zakażonych. Rządowa aplikacja ProteGO okazuje się niewypałem. Czy system izolacji i kwarantanny w Polsce w ogóle jeszcze istnieje?

System izolacji i kwarantanny ledwo zipał przy kilkuset nowych zakażeniach dziennie, teraz się rozsypuje na naszych oczach

Nasz redakcyjny kolega Maciej Bąk na łamach portalu Radia Zet dzielił się z czytelnikami i słuchaczami historiami odnośnie funkcjonowania systemu izolacji i kwarantanny w Polsce. Powiedzieć że „nie jest dobrze” to jak nic nie powiedzieć. Służby sanitarne są tak przeciążone, że spóźniony sanepid może już nawet nie dopominać się od nas zbytnio listy osób, z którymi mogliśmy mieć kontakt. Nie ma już w końcu sensu.

Być może powyższe tezy brzmią wręcz dramatycznie. Warto jednak wspomnieć, że podobne historie można usłyszeć praktycznie wszędzie. Spóźniony sanepid dzwoniący do chorego po trzech tygodniach od stwierdzonego zakażenia to w gruncie rzeczy nic nadzwyczajnego. Nie będzie żadnym odkryciem stwierdzenie, że po takim czasie sporządzenie listy osób, z którymi miało się kontakt, zupełnie mija się z celem. Pamięć ludzka jest zawodna, zresztą i tak po tym czasie nasi znajomi będą już zakażeni – i będą roznosić koronawirusa dalej.

Spóźniony sanepid zadzwoni gdy zdążymy już tak naprawdę wyzdrowieć

Niewydolność służb sanitarnych nie jest zjawiskiem ani nowym, ani szczególnie odkrywczym. Doniesienia medialne na ten temat przewijają się od dobrych kilku miesięcy. Także wtedy zarówno chorzy jak i zdrowi narzekali na spóźniony sanepid i niedziałającą infolinię. Także w maju czy we wrześniu zdarzały się przypadki, gdy wyniki badań przychodziły w momencie, w którym chory zdążyłby już wyzdrowieć.

Przyczyna takiego stanu rzeczy jest dość prozaiczna. Służby sanitarne mają stanowczo zbyt mało personelu, nie wspominając nawet o pieniądzach. W momencie gdy sygnalizowano pierwsze poważne problemy mieliśmy po kilkaset zachorowań dziennie. Warto pamiętać, że cała administracja w Polsce od dawna opiera się o przepracowanych urzędników pracujących za jak najniższe stawki. Taki system ledwo działa w normalnych warunkach, w trakcie epidemii po prostu musiał stanowić słabe ogniwo.

Tymczasem w środę odnotowano w Polsce aż 18 820 nowych i potwierdzonych przypadków zakażenia koronawirusem. Liczba zachorowań rośnie niemal z dnia na dzień. Spóźniony sanepid może być w tym momencie naszym najmniejszym problemem. Biorąc pod uwagę jak długo rządzący ignorowali problem – cud, że w ogóle jeszcze dzwoni.

W tym świetle należałoby przypomnieć niedawne pomysły Lewicy na walkę z epidemią. Jednym z nich było pozyskanie pracowników call-center właśnie do odciążenia sanepidu przy czynnościach niewymagających władzy specjalistycznej. Nawet jeśli brzmiał osobliwie, to przynajmniej jakoś próbował rozwiązać problem. Rząd mógł do pracy posłać żołnierzy WOT, harcerzy, bojówki narodowców, bezrobotnych, siebie samych, w gruncie rzeczy – kogokolwiek. Nie zrobił z problemem nic.

Niedofinansowany i wiecznie spóźniony sanepid, któremu brakuje rąk do pracy, to nie jedyny słaby punkt systemu

Powolne działanie służb sanitarnych przekłada się bezpośrednio także na inny filar systemu izolacji i kwarantanny – aplikację ProteGO Safe. Spóźniony sanepid informujący chorego długo po czasie o wyniku testu oznacza, że ten dużo później może się zalogować do rządowej aplikacji. Optymistycznie zakładając, że w ogóle wie o ciążącym na nim obowiązku i go egzekwuje. Czy że w ogóle posiada smartfona.

Tymczasem posłowie Dariusz Joński i Michał Szczerba otrzymali odpowiedź na swoje zapytanie odnośnie ProteGO Safe. Dobra wiadomość jest taka, że aplikację pobrał przeszło milion użytkowników. Zła jest taka, że w okresie od 31 lipca do 14 października uruchomiło 72 użytkowników. Słownie: siedemdziesięciu dwóch, na ponad milion. Nie jest to jakaś wielka poprawa odkąd we wrześniu informowaliśmy, że ProteGo Safe nie działa tak jak powinno.

Nie chodzi nawet o to, że rząd wydał na stworzenie ProteGO Safe 5 milionów złotych. Nawet z punktu widzenia kiepskiej sytuacji budżetowej naszego państwa to nie są jakieś dramatyczne wydatki. Cały problem tkwi w tym, że w tym momencie jest już najprawdopodobniej za późno na budowę praktycznie od zera systemu izolacji i kwarantanny.

Cóż bowiem z tego, że personel medyczny i urzędnicy sanepidu będą pracować nawet ponad siły a obywatele poświęcą swój dobrobyt? Bez działającego systemu izolowania chorych od reszty społeczeństwa, dalszy wykładniczy wzrost zachorowań wydaje się pewny. Nawet w warunkach pełzającego lockdownu, który mamy teraz.

To przecież nie tak, że nikt nie wiedział i nikt się nie spodziewał. Były jednak ważniejsze sprawy niż spóźniony sanepid i niedziałająca aplikacja – wybory, geje, rekonstrukcje Roman Giertych, Sławomir Nowak. Epidemię koronawirusa w Polsce porównuje się do Czech. Tamtejszy premier Andriej Babisz przynajmniej miał odwagę przeprosić społeczeństwo. Nasz pan życia i śmierci jest bardzo z siebie zadowolony i uważa, że wszystko to wina opozycji, spisek i zamach jakichś obcych sił.