Sprawa Mariusza Kamińskiego będzie kazusem elektryzującym opinię publiczną przez lata. Nie tylko dlatego, że człowiek z wyrokiem za nadużycia w sprawowaniu władzy dostał jeszcze szersze kompetencje w dowodzeniu służbami, ale i z powodu prezydenta, który ułaskawił człowieka… bez wyroku: w trakcie procedury apelacyjnej, czekającego na rozstrzygnięcie II instancji.

To właśnie nie aferę wokół Trybunału Konstytucyjnego, a poprzedzający ją moment ułaskawienia Mariusza Kamińskiego przez Andrzeja Dudę, uznałam za symboliczne wydarzenie, po którym zorientowałam się, że nie będzie cudów – politycy znów zapomnieli o przedwyborczych obietnicach zmiany na lepsze i zaczynają uprawiać swoją grę interesów.

Sprawa Mariusza Kamińskiego

Sprawa Mariusza Kamińskiego miała wymiar nie tylko polityczny, ale i prawny. Konstytucjonaliści głowili się czy prezydent ma prawo zastosować akt łaski w stosunku do osoby, która nie jest skazana prawomocnym wyrokiem sądu (wszak od tego w I instancji zainteresowany złożył apelację). Ja sama wskazywałam na to, że opinie prawników są w tym aspekcie podzielone, przestrzegając Pana Kamińskiego, że nawet jemu samemu takie rozwiązanie nie służy. Stał się wszak skazańcem. Ułaskawionym, ale skazańcem.

Przed poważnym problemem postawiono też sąd II instancji. Z jednej strony był bowiem w trakcie procedury apelacyjnej, a z drugiej… nieszczególnie miał kogo osądzać, ponieważ Mariusz Kamiński został już przecież ułaskawiony. Tym samym sprawa nabrała precedensowego charakteru, ponieważ po raz pierwszy sądom publicznym przyszło mierzyć się z tego typu sytuacją.

Kiedy pojawiła się informacja, że sąd II instancji ma zamiar kontynuować postępowanie, rozpoczęła się typowa dla konserwatywno-lewicowego środowiska PiS-u procedura szukania powiązań sędziów z PZPR. Nie było to może znowu takie szalone podejście, wszak ojcem destrukcji polskiego Trybunału Konstytucyjnego okazał się wywodzący z PZPR poseł PiS Stanisław Piotrowicz.

A jednak, prezydent ułaskawia kiedy ma ochotę

Tymczasem rozstrzygnięcie sądu II instancji okazało się dość zaskakujące. Pomimo obaw ekipy rządzącej, sąd nie zdecydował się na merytoryczne rozpatrywanie sprawy, uznając prymat Konstytucji RP nad przepisami kodeksu postępowania karnego. W rezultacie sprawa została umorzona, o co zresztą wnosili obrońcy Kamińskiego i prokuratura (sterowana obecnie przez Z. Ziobro). O merytoryczne rozstrzygnięcia wnioskował jedynie oskarżyciel posiłkowy reprezentujący rodzinę Andrzeja Leppera.

W odróżnieniu od większości społeczeństwa, dla mnie władza sądownicza cieszy się dużym autorytetem. Z wielu powodów, choćby dlatego, że zazwyczaj zna się na przedmiocie dyskusji. Wprawdzie jako jedyna nie jest wybierana przez naród, paradoksalnie jednak jako jedyna do swojego stanowiska dochodzi ciężką pracą i kompetencjami. Jak mawia Frank Underwood, demokracja jest tak bardzo przereklamowana.

Potrzebujesz pomocy? Zadaj pytanie...

Pomoc prawna w najtrudniejszej sytuacji już od 49 złotych!

Niestety Prezydent Andrzej Duda nie dał Mariuszowi Kamińskiemu okazji do oczyszczenia się ze stawianych zarzutów, choć sam polityk twierdził, że jest niewinny i stanowczo nie zgadzał się z sądem I instancji.