Statystyczny „kierowca” hulajnogi elektrycznej zostawia ją byle gdzie, wjeżdżając uprzednio w kilka osób

Moto Społeczeństwo dołącz do dyskusji (44) 07.08.2019
Statystyczny „kierowca” hulajnogi elektrycznej zostawia ją byle gdzie, wjeżdżając uprzednio w kilka osób

Udostępnij

Paweł Mering

Dzięki pewnej ankiecie moje skromne odczucia znalazły potwierdzenie w twardych danych. Statystyczny „kierowca” hulajnogi elektrycznej zostawia ją byle gdzie, nie zawsze jeździ trzeźwy, rozjeżdża pieszych na potęgę i za nic ma obowiązujące prawo.

Statystyczny kierowca hulajnogi elektrycznej

Oczywiście ową statystykę nieco podkoloryzowałem, ale jestem pewny, że tak to właśnie wygląda w rzeczywistości. Co tak naprawdę wykazała ankieta, przeprowadzona przez Dziennik Gazetę Prawną?

Przedmiotem badań była liczba, rodzaj i okoliczności wypadków i innych urazów, ustalona na podstawie ankiety, przeprowadzonej wśród szpitali i ratowników medycznych. Wszyscy zapytani o wspomnianą kwestię jednogłośnie stwierdzają — takich przypadków jest bardzo dużo, a w zasadzie to nawet coraz więcej (w Gdańsku nawet co najmniej jeden tygodniowo).

Policja twierdzi, że wypadków z udziałem hulajnóg elektrycznych może być mnóstwo, ale niestety nikt tego nie liczy, bo wypadki komunikacyjne to szeroki zbiór, spośród którego nie wyodrębnia się tych, konkretnych.

Pacjenci po wypadkach na hulajnogach elektrycznych trafiają na urazówki, gdyż najczęściej dochodzi do urazów głowy — więcej pracy mają więc również neurolodzy.

Kultura prawna i osobista

Od momentu, gdy na Trójmiejskich drogach  (zarówno tych dla pojazdów mechanicznych, jak i rowerowych) i chodnikach zagościły na dobre hulajnogi elektryczne w formie wynajmu na minuty, obserwuję ogromny boom na popularność tego środka transportu. Niestety, hulajnogi elektryczne częściej wywołują ciarki u przeciętnego przechodnia, niż pozytywne zaskoczenie nową technologią.

Przepisy prawa nie nadążają za rozwojem środków transportu, przez co — mimo że trwają pracę nad załataniem dziury — poruszający się hulajnogą elektryczną jest… pieszym. Oznacza to również, że może on poruszać się jedynie po chodniku, a jego obecność na jezdni (i drodze rowerowej) jest analogiczna do obecności „tradycyjnego” pieszego, bo w obliczu takiej luki w prawie, trzeba chyba tak o nas mówić.

Poruszający się hulajnogą elektryczną, skoro jest pieszym, nie musi być ponadto nawet trzeźwy, aby legalnie poruszać się tymże pojazdem. Oczywiście nie oznacza to, że jest bezwzględnie bezkarny — spowodowanie szkody, czy stworzenie zagrożenia dla bezpieczeństwa ruchu będzie karane tak samo, jak w każdym innym wypadku.

Rozkwit popularności hulajnóg elektrycznych, oprócz ukazania kultury prawnej, pokazuje również tą, osobistą. Można by nawet rzec, że jeżeli typowy ojciec chciałby sprawdzić absztyfikanta córki, powinien posadzić go na hulajnogę elektryczną i kazać mu dojechać od punktu „a” do punktu „b”, obserwując jego poczynania i liczbę potrąconych pieszych.