Strajk ZUS coraz bliżej. Z wypłacaniem emerytur będzie problem, bo urzędników terytorialsi nie zastąpią

Finanse Państwo Społeczeństwo dołącz do dyskusji (42) 08.09.2021
Strajk ZUS coraz bliżej. Z wypłacaniem emerytur będzie problem, bo urzędników terytorialsi nie zastąpią

Jerzy Wilczek

Pracownicy ZUS mają coraz więcej obowiązków, ale ich wynagrodzenia stoją w miejscu. Podobnie więc jak inne liczne grupy, zapowiadają oni wielki strajk ZUS. W najgorszym scenariuszu wstrzymane zostaną wypłaty rent, emerytur czy zasiłków. Trudno będzie bowiem pracowników zakładu zastąpić żołnierzami WOT czy strażakami.

Na ile realny jest wielki strajk ZUS? W spór zbiorowy działający w ZUS angażuje się Związek Zawodowy Związkowa Alternatywa. Jak mówił Radiu Zet Piotr Szumlewicz z tego związku, pod koniec tego miesiąca planowany jest strajk ostrzegawczy, który może skończyć się wielkim strajkiem powszechnym. Wtedy wielu pracowników zakładu zwyczajnie przestanie pracować.

Jest więc groźba, że miliony Polaków po prostu przestaną otrzymywać swoje świadczenia.

Oczywiście pozostaje wiele pytań – Związkowa Alternatywa, jak sama nazwa wskazuje, nie należy do związkowego mainstreamu. Pytanie więc, czy większe związki działające w zakładzie również wybiorą drastyczny protest.

Tymczasem na szczytach ZUS panuje urzędowy optymizm. „Do strajku jeszcze daleka droga. Zapewniam, że świadczenia nadal są i będą wypłacane w terminie. ZUS bierze pod uwagę wszystkie scenariusze i jest na nie przygotowany” – mówi rzecznik ZUS Paweł Żebrowski.

Strajk ZUS. Pracownicy chcą takich podwyżek, jakie dostali politycy

Postulat związkowców z ZUS jest prosty – chcą wzrostu pensji o 60 proc. Właśnie takie podwyżki przyznali sobie niedawno najważniejsi politycy.

Czy pracownikom ZUS można się dziwić? Protestuje wiele grup zawodowych, ostatnio jest głośno o strajku ratowników medycznych. Władze próbują „załatać dziury” w karetkach, wysyłając do nich żołnierzy (w tym „terytorialsów”) czy strażaków po przeszkoleniach medycznych. Budzi to wiele kontrowersji, no ale chociażby w teorii ma to jakiś sens. Urzędników z ZUS natomiast już „terytorialsami” się raczej nie zastąpi, więc władza może być zmuszona, by jednak pieniądze na podwyżki znaleźć. To natomiast zachęci do protestów kolejne grupy zawodowe…

Widać więc, że koło się nakręca. Z jednej strony mamy gigantyczną inflację i podwyżki dla władz. To rzecz jasna motywuje pracowników do walki o pieniądze. Z drugiej strony, budżet jest w coraz gorszej sytuacji, a wisi nad nim coraz bardziej realna groźba kar z Unii…