W tle: 40 tysięcy podpisów pod referendum o jego odwołanie, protesty pod magistratem i rosnąca fala społecznego gniewu. Polityczna porażka czy pragmatyczna ustępliwość? Jedno jest pewne - SCT (Strefa Czystego Transportu) stała się dla Miszalskiego politycznym pogrzebem.
Strefa niezgody od pierwszego dnia
Strefa Czystego Transportu w Krakowie ruszyła 1 stycznia 2026 roku i od pierwszych godzin budziła kontrowersje. Mieszkańcy i osoby dojeżdżające do miasta atakowali przede wszystkim rozległy zasięg strefy oraz rosnące koszty, które w ich ocenie bardziej przypominają podatek od oddychania niż realną walkę o czyste powietrze.
System opłat zaprojektowano z myślą o stopniowym zaostrzaniu restrykcji. W 2026 roku wjazd do SCT kosztuje 2,50 zł za godzinę lub 5 zł za cały dzień, a abonament miesięczny - 100 zł. Wydawałoby się nieźle? Problem w tym, co dzieje się dalej. W 2027 roku opłata dzienna ma wzrosnąć do 15 zł (ale pozwala już tylko na sześć godzin pobytu w strefie), a abonament skacze do 250 zł miesięcznie. Rok później, w 2028, abonament sięgnie 500 zł, by ostatecznie zostać całkowicie zniesiony wraz z wprowadzeniem totalnego zakazu wjazdu dla starszych pojazdów.
Dla tysięcy osób dojeżdżających do Krakowa do pracy, do lekarza czy po usługi, to oznacza realne i rosnące obciążenie budżetu domowego. Nie wszyscy mogą sobie pozwolić na wymianę auta, a transport publiczny z okolicznych miejscowości często szwankuje. Frustracja narastała błyskawicznie.
Protesty, znaki w rowie i transparenty pod magistratem
Pierwsze dni funkcjonowania strefy przyniosły spektakularne przejawy sprzeciwu. Zniszczono lub skradziono niemal 20 znaków drogowych informujących o SCT. Pod magistratem i siedzibą Zarządu Dróg Miasta Krakowa demonstranci rozwinęli transparenty z hasłami oskarżającymi włodarzy miasta o czyszczeniu portfeli a nie po powietrza.
Krytycy strefy podkreślali, że uderza ona przede wszystkim w osoby o niższych dochodach, które nie mogą pozwolić sobie na nowe, ekologiczne samochody, ale muszą dojeżdżać do Krakowa zarobkowo. W ich ocenie SCT to nie narzędzie ekologii, lecz mechanizm wykluczenia społecznego i sposób na dodatkowe wpływy do miejskiej kasy.
Prezydent Miszalski początkowo trzymał linię obronną. Tłumaczył, że wprowadzenie strefy to nie kaprys, lecz prawny obowiązek. Jeśli średnioroczne normy dwutlenku azotu są przekroczone w mieście powyżej 100 tysięcy mieszkańców, samorząd musi podjąć działania ograniczające emisję. Kraków wybrał SCT jako główne narzędzie.
Odwołanie dyrektora i zapowiedź korekty
Po miesiącu napięć Miszalski zmienił kurs o 180 stopni. W mediach społecznościowych ogłosił dwie decyzje, odwołanie Łukasza Franka ze stanowiska dyrektora Zarządu Transportu Publicznego oraz przystąpienie do prac nad korektą zasad SCT.
Łukasz Franek to postać, która przez lata odpowiadała za kluczowe zmiany w krakowskiej polityce transportowej, w tym za wdrożenie Strefy Czystego Transportu. Jego odwołanie to wyraźny sygnał polityczny, że ktoś musi wziąć odpowiedzialność za społeczny opór wobec SCT i Miszalski tym cynicznym ruchem jasno zadeklarował, że on tą osobą nie będzie. Obowiązki dyrektora ZTP przejęła dotychczasowa zastępczyni, Magdalena Musiał.
Co ważniejsze Miszalski zapowiedział raport w ciągu dwóch tygodni oraz dopracowanie strefy w sposób bardziej akceptowalny społecznie. Nie podał szczegółów, ale ton komunikatu był jasny - miasto cofa się pod presją ulicy.
Prezydent Krakowa zakomunikował obie te decyzje na portalu Facebook:
Szanowni Państwo, podjąłem decyzję o odwołaniu Łukasza Franka ze stanowiska dyrektora Zarządu Transportu Publicznego. Obowiązki dyrektora ZTP przejmie dotychczasowa Zastępczyni – Pani Magdalena Musiał.
Ponadto, po zapoznaniu się z wszystkimi głosami i zastrzeżeniami dotyczącymi zakresu i zasad wjazdu do Strefy Czystego Transportu postanowiłem przystąpić do prac nad ich korektą. Poleciłem przygotowanie w ciągu dwóch tygodni szczegółowego raportu. Zaproponuję rozwiązanie, które pozwoli dalej dbać o zdrowie mieszkańców i powietrze w Krakowie, ale także będzie wyjściem naprzeciw zgłoszonym uwagom.
Referendum jak miecz Damoklesa
Decyzja o korekcie SCT zbiegła się w czasie z dynamicznie rosnącą liczbą podpisów pod referendum w sprawie odwołania prezydenta. Inicjatorzy w zaledwie 14 dni zebrali ponad 40 tysięcy podpisów. To imponujące tempo, zwłaszcza że do przeprowadzenia referendum potrzeba 58 355 podpisów (10 proc. uprawnionych do głosowania krakowian). A do końca zbiórki pozostało jeszcze 45 dni.
To właśnie widmo referendum zmusiło Miszalskiego do zmiany retoryki. Polityk Koalicji Obywatelskiej znalazł się w pułapce bo z jednej strony musi realizować unijne i krajowe wymogi dotyczące jakości powietrza, z drugiej nie może sobie pozwolić na całkowite zignorowanie głosu wyborców.
Opinie są podzielone
Reakcje w sieci były burzliwe i podzielone. Część komentujących doceniła gotowość do dialogu i korektę błędów. Ale nie wszyscy są tak wybaczający. Masowo pojawiły się oskarżenia o hipokryzję bo jeszcze niedawno władze miasta twierdziły, że obecna forma SCT jest ostateczna i nie podlega negocjacjom. Politycy opozycyjnych partii również nie pozostawili tematu bez komentarza.
Wielu krytyków słusznie wskazuje, że Miszalski ugina się nie pod argumentami ekologicznymi czy społecznymi, lecz wyłącznie pod polityczną presją. Gdyby nie referendum i masowe protesty, SCT pozostałaby w niezmienionej formie.
Co dalej? Dwa tygodnie na raport
Prezydent dał sobie i swoim urzędnikom dwa tygodnie na opracowanie raportu i propozycji zmian. Co może się zmienić? Zawężenie zasięgu strefy, wydłużenie okresu przejściowego, modyfikacja stawek opłat, szersze zwolnienia dla określonych grup mieszkańców.
Ale zasadnicze pytanie brzmi czy jakiekolwiek korekty uspokoją nastroje społeczne na tyle, by zatrzymać lawinę podpisów pod referendum? I czy prezydent zdoła przekonać wyborców, że zmiana kursu to nie polityczna desperacja, lecz autentyczna odpowiedź na ich głos?
Jedno jest pewne - Strefa Czystego Transportu w Krakowie stała się symbolem czegoś więcej niż sporu o ekologię. To starcie wizji miasta, dla kierowców czy dla pieszych, dla dojeżdżających czy dla mieszkańców centrum, dla portfeli czy dla płuc. I tego starcia żadna korekta nie zakończy.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj