Stypendium tylko dla katolików, czyli burza w szklance wody

Państwo dołącz do dyskusji (27) 19.02.2018
Stypendium tylko dla katolików, czyli burza w szklance wody

Udostępnij

Emilia Wyciślak

„Stypendium tylko dla katolików”. Takim hasłem żyją od jakiegoś czasu media, ludzie w komentarzach drą szaty, gdzieniegdzie zaczyna się dyskusja o tym, czy wciąż jesteśmy państwem świeckim, oraz co też UAM, który to stypendium wprowadził, sobie wyobraża. 

Internet zelektryzowała wieść, że oto Uniwersytet Adama Mickiewicza uruchomił nowy program stypendialny. W grę wchodzi odpowiedni wiek (mniej niż 26 lat), wyniki w nauce, oraz… bycie praktykującym katolikiem. Rozpętała się niemała burza – niektórymi komentarzami można byłoby wytapetować ścianę. Rzecz w tym, że fundatorami stypendium jest Fundacja św. Benedykta. Oburzenie jest więc może nie tyle niezrozumiałe, co zwyczajnie niezbyt trafione.

O zaistniałej sytuacji możemy przeczytać na stronie Wprost.

Stypendium dla katolików

Zanim zaczniemy odsądzać UAM od czci i godności, cofnijmy się kilka lat wstecz – do roku 2011. Wtedy też w sieci pojawiła się informacja o tym, że Lansing Community College, uczelnia z Michigan, uruchomiła stypendia dla gejów oraz lesbijek. Tak w ramach wspierania ruchów LBGTQ+. Stypendium ufundowane było przez rodzinę zmarłej Betsy Lou Robson, gejowskiej aktywistki. Zaraz pojawiło się oburzenie na forach Frondy, że co ze studentami heteroseksualnymi, rewolucja obyczajowa, jak tak można.

W celu wyrównywania szans pojawiły się też w Polsce stypendia tylko dla kobiet, zorganizowane przez Intel. Wtedy też naTemat podniosło straszliwy lament, że to oznacza pchanie na siłę kobiet na Politechniki, gdzie zapewne sobie (według autora tamtejszych wypocin) nie poradzą, a poza tym, pewnie nawet nie chcą.

Teraz na UAM pojawia się stypendium dla katolików ufundowane przez katolicką fundację i czuję, że pojawiają się te same argumenty, tylko z innej strony. To bezsensowna przepychanka, która ma dać po prostu nieco amunicji tym, którzy akurat nie lubią Kościoła – tak, jak przytoczone powyżej przypadki stały się wodą na młyn dla konserwatystów.

Ale równość…

Sama uczelnia – postawiona pod ścianę przez media – utrzymuje, że podstawowym warunkiem zdobycia stypendium są przede wszystkim wyniki w nauce. Takie zapewnienie powinno wystarczyć wszystkim, a jednak ludzie i tak się oburzają.

Ale nawet gdyby tak nie było, gdyby okazało się, że oprócz piątek w USOS-ie trzeba pokazać również zaświadczenie od proboszcza, to warto sobie przypomnieć, że kto wykłada pieniądz, ten dyktuje zasady. Na tym między innymi polega owa równość, o którą wszyscy tak teraz kruszą kopie. Każda fundacja, która chce (i może) wspierać naukę, może sfinansować stypendium dla studentów danej uczelni. Może jako warunek podać dobre wyniki, publikacje naukowe, wyznaczyć konkretną grupę docelową i jeszcze poprosić o frytki do tego. Jak komuś nie pasuje, może albo zacząć starać się o inne stypendium, albo nawet pobiec do proboszcza po podpis do zeszytu z religii. Bo jak inaczej Fundacja św. Benedykta ma zamiar sprawdzić, czy ktoś jest gorliwym katolikiem? Policzy mu krzyże w domu?