Świadczenie wynosi średnio 1000 zł miesięcznie. Jest więc o co walczyć
Dawno minęły już czasy, gdy otrzymanie stypendium rektora uwarunkowane było średnią ocen. Obecnie poza nią najczęściej trzeba wykazać się licznymi dokonaniami.
Ogólne zasady przyznawania środków reguluje ustawa Prawo o szkolnictwie wyższym. Wykorzystując zawarte w niej przepisy, uczelnie opracowują własne, szczegółowe kryteria.
Ocena ma najczęściej formę punktową. Na jej bazie wyłania się maksymalnie 10% najlepszych studentów. Poza średnią ocen zaś brane pod uwagę są osiągnięcia w nauce, sporcie i sztuce.
Składając wnioski, wielu studentów popełnia poważne błędy
W ich rezultacie niejednokrotnie są one rozpatrywane negatywnie. Oczywiście pracownicy administracyjni na tyle, na ile się da, czuwają nad poprawnością formalną dokumentów. Jednak w dużych uczelniach, gdzie studiuje po parędziesiąt tysięcy osób, nie zawsze jest to możliwe.
W rezultacie jeśli dane dokonanie żaka okazuje się słabo potwierdzone, zdarza się, że nie otrzymuje on za nie punktów.
A gdy wniosek zostanie rozpatrzony negatywnie, trudno później to zmienić w procedurze odwoławczej. Dzieje się tak dlatego, że zwykle przy pierwszym rozdaniu uczelnia przeznacza na świadczenia wszystkie posiadane środki.
Klucz do sukcesu to zaświadczenia z konkretami
Wyzwanie podczas składania wniosku stanowi udokumentowanie wszystkiego poza średnią. W praktyce więc osiągnięcia w nauce, sztuce i sporcie muszą potwierdzać zaświadczenia.
Dla przykładu dowodem opublikowania artykułu w uniwersyteckim periodyku zwykle nie może być wydruk tekstu. Obok niego potrzebne bywa np. zaświadczenie, z którego jasno wynika, że ukazał się on w danym roku akademickim.
Inny przykład popularnego dokonania, jakie wymaga specyficznej dokumentacji, to aktywne członkostwo w organizacji studenckiej. Punktowana może być konkretna działalność, a nie samo zapisanie się.
Stąd zaświadczenie, które potwierdza to osiągnięcie, musi zawierać dokładne informacje dotyczące owej aktywności.
Podobnie sprawy mają się z uczestnictwem w projektach naukowych. Ewentualne punkty najczęściej można dostać za wykonanie w nich jasno określonych zadań, a nie za sam status badacza.
Wszystkie te szczegóły zawsze określa regulamin oceny wniosków. Niestety, niewielu studentów go czyta, co generuje liczne problemy.
Ktoś powie: po co ta biurokracja? Czy nie dałoby się tego jakoś uprościć?
Otóż gdyby odpuścić procedury, komisje stypendialne miałyby spory problem z wyłonieniem 10% najlepszych studentów. Liczne formalności i ścisłe kryteria służą temu, by w miarę obiektywnie stwierdzić, co jest osiągnięciem, a co nim nie jest.
Obecny system ma wiele niedoskonałości. Punktuje jednak konkretne dokonania i eliminuje nadużycia. Na przykład takie, w świetle których opublikowanie zdjęcia na Instagramie można by uznać za działalność artystyczną.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj