Tablice rejestracyjne dla rowerów to niezrozumienie ich roli

Moto dołącz do dyskusji (797) 08.06.2021
Tablice rejestracyjne dla rowerów to niezrozumienie ich roli

Paweł Mering

Ostatnimi czasy coraz częściej pojawiają się postulaty wyposażenia rowerów w tablice rejestracyjne. Czy to ma sens? Wydaje się, że nie do końca odpowiednio rozumiana jest rola tablic rejestracyjnych.

Tablice rejestracyjne na rower

Na facebookowej grupie „LDZ Zmotoryzowani Łodzianie” pojawiło się nagranie wideo, na którym widać rowerzystę niezbyt przejmującego się obowiązującym prawem. Jedzie on bowiem lawirując pomiędzy chodnikiem a jezdnią, a w kulminacyjnym punkcie nagrania przejeżdża przez skrzyżowanie, niewiele robiąc sobie z faktu, że minął dwa czerwone światła.

Nagranie okraszone jest komentarzem (pisownia lekko poprawiona)

Od kiedy zaczęliśmy walkę o to, aby rowerzysta nie był anonimowy, czyli żeby rower posiadał tablice rejestracyjne, codziennie wrzucacie nam filmy, zdjęcia, opisy sytuacji. Jest tego tak dużo, że musielibyśmy tylko to umieszczać na stronie.

Wybraliśmy film, po którym kierowca straciłby prawo jazdy. Dwa skrzyżowania na czerwonym świetle! Taki rowerzysta to anonimowy bandyta drogowy. Teraz pytanie do grup rowerowych oraz rowerzystów, którzy śmieją się z naszego pomysłu – jak rozpoznać tego anonimowego rowerzystę?

Zgodzę się, że powyższe, to oczywiście jeden z wielu przykładów, a na temat zachowań rowerzystów (tych złych) faktycznie można pisać wiele.

Tablice rejestracyjne na rowerze – czy to ma sens?

Po co w ogóle potrzebne są nam tablice rejestracyjne. Wydaje się, na co wskazuje ich historia i pierwotne przeznaczenie, że służą one identyfikacji. To oczywiście zbyt banalne stwierdzenie, więc dodam, że chodzi tutaj przede wszystkim o identyfikację pojazdu, a identyfikacja osoby prowadzącej pojazd w konkretnym miejscu czasie jest już kwestią wtórną – nie jest to sensem istnienia tablic rejestracyjnych, a także nie wynika ani z ich treści, ani z informacji o właścicielu.

Jeżeli chodzi o identyfikację roweru, to są już przecież specjalne oznaczenia (najczęściej unikalny numer ramy), które pozwalają na identyfikację – poprzez indywidualizację – konkretnego jednośladu. Jest to oczywiście informacja niemożliwa do odczytania przez świadka, który najczęściej jedyne co widzi, to – w przedmiotowym przypadku – szybko i bezmyślnie gnającego przez skrzyżowania cyklistę.

Postulaty wprowadzenia tablic rejestracyjnych dla rowerów odnoszą się bardziej do tego wtórnego ich zastosowania, czyli do identyfikacji osoby. Czy takie rozwiązanie byłoby sensowne? Wątpię. Tutaj warto posłużyć się analogią związaną z samochodami. Pamiętamy przecież wszyscy, jak łatwo było uniknąć mandatu przed wprowadzeniem w życie wprost wyrażonego obowiązku wskazania kierującego.

Skuteczne odstraszanie rowerzystów od popełniania wykroczeń musiałoby więc opierać się nie tyle na wprowadzeniu tablic dla rowerów, ile jednocześnie na wprowadzeniu przymusu wskazania kierującego rowerem przez przypisanego do numeru rejestracyjnego właściciela. A to – wydaje się – jest już zdecydowanie za dużo. Zresztą, może każdy obywatel poza miejscem zamieszkania powinien mieć przyczepioną tabliczkę? Wszak wykroczenia popełnić można nie tylko na drodze.

Wydaje mi się, że metoda na walkę z wykroczeniami popełnianymi przez rowerzystów jest jedna. Należy zwiększyć wykrywalność czynów zabronionych, przy jednoczesnym wprowadzeniu bardziej dotkliwego systemu karania za wykroczenia popełnione przez cyklistów. Na przykład można by powrócić do stosowania punktów karnych.

Jako ciekawostkę dodam, tablice rejestracyjne dla rowerów, to nie tylko pomysł kierowców. Sami rowerzyści postulowali taką zmianę.