Kobiety wytoczyły pozew zbiorowy przeciwko Uberowi, bo kierowcy aplikacji regularnie kogoś molestują

Technologie Zagranica dołącz do dyskusji (118) 16.11.2017
Kobiety wytoczyły pozew zbiorowy przeciwko Uberowi, bo kierowcy aplikacji regularnie kogoś molestują

Udostępnij

Tomasz Laba

Nad Uberem od dłuższego czasu zbierają się czarne chmury. Początkowy ogólnoświatowy zachwyt nad usługą szybko przerodził się w coraz większą krytykę. Polityka firmy oraz jej model biznesowy to jedno, a zarzuty wobec kierowców to drugie. Uber został pozwany za słaby dobór kierowców, co doprowadziło do setek przypadków molestowania seksualnego, a nawet gwałtów. 

Złośliwi powiedzą, że cała sprawa to pokłosie głośnej w ostatnich miesiącach akcji #metoo. Do sądu w San Francisco wpłynął pozew od dwóch kobiet, które teraz szukają innych poszkodowanych przez kierowców Ubera kobiet. W tym celu pozew będzie mógł być traktowany jako zbiorowy. W akcji #metoo mocno oberwało się także właśnie Uberowi, więc powódki liczą na mocne wsparcie.

Luźne podejście do rekrutacji kierowców przyczyną molestowania w Uberze

Kobiety zarzucają amerykańskiemu start-upowi zdecydowanie zbyt luźne podejście do rekrutowania swoich kierowców oraz późniejszy brak nadzoru. W ich ocenie Uber nie powinien żałować pieniędzy na szczegółowe sprawdzenie kandydata przed przyjęciem go do pracy, a tymczasem firma nikogo nie sprawdza, ani nawet nie pobiera od kierowców odcisków palców. Twórcy aplikacji oszczędzali na metodach weryfikacji kierowców, a po ich zatrudnieniu nie monitorowali ich późniejszego prowadzenia się.  W efekcie kobiety złożyły pozew w imieniu wszystkich kobiet, które doświadczyły gwałtów, napaści na tle seksualnym, przemocy fizycznej i molestowania seksualnego przez kierowców Ubera.

Trudno wymagać od firmy, która miesięcznie traci 800 milionów złotych, aby inwestowała w coś tak trywialnego, jak sprawdzanie kandydatów na kierowców. Kierowców ma być zwyczajnie dużo, aby obsłużyli jak najwięcej kursów. Powódki wskazują, że od momentu swojego debiutu Uber nie zrobił niczego, co podniosłoby bezpieczeństwo pasażerów. Jeden z przykładów napaści przywołany w pozwie jest dość kuriozalny. Kierowca poszedł za pasażerką do jej mieszkania, gdzie ją zgwałcił. Mężczyzna został aresztowany, a Uber jedynie zwrócił zgwałconej kobiecie 9,51$ za kurs. Jednak w żaden sposób nie potrafili kobiecie odpowiedzieć, czy konto mężczyzny zostało usunięte z aplikacji.

Przedstawiciele start-upu na razie nie odnieśli się do zarzutów, ograniczając się do stwierdzenia, że dopiero analizują pozew. Zapewnił, że Uber bardzo poważnie podchodzi do kwestii poruszonych przez kobiety.

Czy Uber tonie na naszych oczach? Zarzuty o molestowanie przez kierowców mogą okazać się gwoździem do trumny tego cudownego start-upu. Jak na ironię, kobiety w pozwie wskazują również że do wszystkiego przyczynił się model biznesowy aplikacji, który polega na omijaniu prawa państw. Te w dużej mierze przewidują bardzo rygorystyczne kryteria dla taksówkarzy, a Uber przecież, teoretycznie, nie jest taksówką.