1. Home -
  2. Państwo -
  3. Ukraińcy deportowani za swoje zachowanie na Stadionie Narodowym mają od razu trafić na front wojny

Ukraińcy deportowani za swoje zachowanie na Stadionie Narodowym mają od razu trafić na front wojny

Po głośnym koncercie Maxa Korża 63 cudzoziemców do deportacji. Wśród nich 57 Ukraińców, wielu trafi prosto na front.

Koncert białoruskiego rapera Maxa Korża na warszawskim Stadionie Narodowym zakończył się nie tylko muzycznym show, ale też interwencjami policji i konsekwencjami, które dla wielu uczestników mogą okazać się wyjątkowo dotkliwe. Premier Donald Tusk poinformował, że wobec 63 osób - 57 obywateli Ukrainy i 6 Białorusi - wszczęto postępowania o opuszczenie Polski. Powód? Udział w zamieszkach i aktach agresji podczas wydarzenia.

Jak donoszą ukraińskie media, spora część tych osób po powrocie do ojczyzny może od razu zostać wcielona do wojska i wysłana na front. Paradoksalnie, w Ukrainie wiadomość o deportacjach wzbudziła niemały entuzjazm – opinia publiczna traktuje to jako okazję, by “przypomnieć rodakom, gdzie ich miejsce” i uzupełnić szeregi armii.

Zamieszki, narkotyki i pirotechnika

Według relacji służb, w czasie koncertu doszło do serii incydentów: przeskakiwania przez barierki, ataków na ochronę, wnoszenia środków pirotechnicznych, a także posiadania narkotyków. Policja zatrzymała w sumie 109 osób - część odpowie przed sądem, inni zapłacili mandaty na łączną kwotę prawie kilkunastu tys. zł.

Premier Tusk podkreślił, że prawo w Polsce musi być przestrzegane bez względu na obywatelstwo sprawcy. Zastrzegł jednak, że nie wolno dopuścić do wzrostu nastrojów antyukraińskich, a incydent nie może być pretekstem do podsycania niechęci między narodami.

Z bezpiecznego azylu prosto w okopy

Patrząc jednak na całą sytuację, trudno oprzeć się wrażeniu, że niektórzy z deportowanych strzelili sobie w stopę - i to z bardzo bliskiej odległości. Przez ostatnie dwa lata Polska była dla nich azylem: bezpiecznym miejscem, gdzie nie trzeba było spać w piwnicy podczas alarmów przeciwlotniczych, gdzie można było legalnie pracować, studiować, bawić się na koncertach.

Zamiast docenić ten komfort, część postanowiła “zabłysnąć” przed znajomymi na stadionie - czy to rozrabiając, czy lekceważąc zasady bezpieczeństwa. Teraz, po odesłaniu do kraju, mogą w najlepszym wypadku trafić pod sąd wojskowy, a w najgorszym - na pierwszą linię frontu. I nagle skakanie przez barierki nie będzie już tak ekscytujące.

Rozwiń

Ukraińskie media: “dobrze, że wracają”

O ile w Polsce mówi się o konieczności zachowania spokoju i unikania generalizacji, o tyle w ukraińskim internecie dominują komentarze w rodzaju: “Niech się wykażą w Bachmucie”. Ten chłodny entuzjazm wynika z prostego faktu - Ukraina potrzebuje ludzi na froncie, a każdy powracający mężczyzna w wieku poborowym to potencjalne wzmocnienie armii.

Można było żyć w kraju, który nie jest celem rakiet, z dostępem do zachodnich standardów, opieki medycznej i stabilnej pracy. Zamiast tego, w imię stadionowej fantazji, ktoś wpakował się w kłopoty, które teraz rozwiąże nie prokurator w Warszawie, ale dowódca batalionu w Donbasie.

Niektórzy powiedzą, że to tylko koncert, młodzieńcza brawura, “nic się wielkiego nie stało”. Problem w tym, że w realiach wojny i kryzysu migracyjnego każdy taki incydent ma swoje konsekwencje. 57 osób z Ukrainy mogłoby pisać podręcznik, jak głupim i bandyckim zachowaniem w kilka minut zepsuć sobie życie.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi