- Bezprawnik -
- Państwo -
- Rząd szykuje się na wojnę. Nowa ustawa dołoży obowiązków przedsiębiorcom i pozwoli strzelać do wrogich sabotażystów
Rząd szykuje się na wojnę. Nowa ustawa dołoży obowiązków przedsiębiorcom i pozwoli strzelać do wrogich sabotażystów
Rząd przygotowuje projekt tzw. ustawy przedwojennej. Chodzi o stworzenie ram prawnych pozwalających państwu funkcjonować i reagować w sytuacji zagrożenia działaniami wojennymi. Nie oznacza to, że wojna zaraz wybuchnie. Lepiej jednak dmuchać na zimne.
Ustawa przedwojenna: przepisy na wypadek zagrożenia wojną są potrzebne „na wczoraj”
Sama nazwa „ustawa przedwojenna” może mrozić krew w żyłach. Czy to oznacza, że lada dzień Rosjanie na nas napadną? Wszystko zależy od tego, co rozumiemy jako „napaść”. Gdy obejmiemy tym pojęciem rosyjskie prowokacje wobec Polski – ataki hybrydowe, akty sabotażu i morderstwa polityczne na terytorium naszego kraju – to śmiało możemy dojść do wniosku, że doszło do niej już dawno.
Niestety obowiązujące przepisy są niedoskonałe – nie bez powodu adwokat alarmuje, że polskie prawo nie nadąża za Putinem. Nie pozwalają w porę i adekwatnie reagować na niektóre rodzaje zagrożeń. Najlepszym przykładem może być tutaj incydent na łotewsko-białoruskiej granicy. Uzbrojeni osobnicy próbowali siłą przepchnąć na terytorium naszego sojusznika migrantów. Do tego grozili łotewskim pogranicznikom.
Nie da się ukryć, że Białoruś to obecnie jedynie rosyjska satrapia – państwo w jakimś tam stopniu uprawiające własną politykę, ale równocześnie zależne od Kremla i poddane jego woli. Jeżeli taka sytuacja zdarzyłaby się na polskiej granicy, nasi żołnierze powinni mieć pełne prawo do zastrzelenia agresorów.
Żołnierze muszą mieć prawo strzelać do wrogich sabotażystów
Moim zdaniem jest to kluczowe założenie ustawy przedwojennej, o którym wiemy dzięki wiceministrowi obrony narodowej Pawłowi Zalewskiemu. Uchylił on rąbka tajemnicy w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną”:
Chodzi o możliwość wykorzystania wojska do działań kinetycznych, a nie policyjnych, jak ma to miejsce na granicy z Białorusią.
Działania kinetyczne bez ogłaszania stanu wojennego
„Działania kinetyczne” należy rozumieć właśnie jako możliwość zgodnego z prawem otwarcia ognia do wrogich sabotażystów bez formalnego ogłoszenia na przykład stanu wojennego. Wiceminister Zalewski wyjaśnia przy tym, że chodzi nie tylko o prowadzenie takich działań na terytorium Polski, ale także o wywiązywanie się ze zobowiązań wobec sojuszników, zanim w grę wejdzie artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego. Przykład łotewski ponownie przemawia za słusznością takich zmian. Jak się jednak łatwo domyślić, ustawa przedwojenna wprowadzi także bardziej przyziemne i mniej drastyczne przepisy.
Dygnitarzy czekają obowiązkowe szkolenia obronne
DGP informuje także, że projekt ma zawierać regulacje ułatwiające wojsku współpracę z innymi służbami mundurowymi. Chodzi przede wszystkim o wskazanie, kiedy takie mechanizmy w ogóle można zastosować. Mamy więc do czynienia z kolejnym przepisem, który na dobrą sprawę jest potrzebny „na wczoraj”, a nie z myślą o bliżej nieokreślonej przyszłości.
Podobnie należy traktować zapowiedź wprowadzenia obowiązku odbywania szkoleń obronnych przez niektórych urzędników. Siłą rzeczy organy państwa powinny z góry wiedzieć, jak reagować na sytuacje kryzysowe, w tym zagrożenie konfliktem zbrojnym, zamiast improwizować albo czekać na instrukcje z góry.
W praktyce osoby zajmujące kierownicze stanowiska w administracji przechodziłyby przygotowane dla nich szkolenia oraz ćwiczenia. Ministrowie i wojewodowie obowiązkowo przechodziliby Wyższy Kurs Obronny prowadzony przez Akademię Sztuki Wojennej.
Wojenne obowiązki przedsiębiorców będzie można uruchomić także w warunkach zagrożenia hybrydowego
Przedsiębiorców z pewnością interesuje przede wszystkim wątek nałożenia na nich kolejnych obowiązków. O cóż chodzi tym razem? Paweł Zalewski uspokaja:
Przedsiębiorcy wiedzą, że mają pewne zadania do wykonania na rzecz systemu obrony państwa. To nie musi być system sił zbrojnych, może być też system obrony cywilnej. […] W praktyce chodzi o wcześniejsze selektywne uruchamianie zadań, które przedsiębiorcy wykonują na rzecz systemu obronnego, także w warunkach zagrożenia hybrydowego w stanie pełnej gotowości obronnej państwa.
Innymi słowy, ustawa przedwojenna ma zawierać przepisy pozwalające szybciej uruchomić już istniejące obowiązki firm wobec państwa. W razie potrzeby wojsko może zapukać po twój samochód i mieszkanie – i dotyczy to nie tylko osób prywatnych. Warto przypomnieć, że już teraz przedsiębiorców może objąć konieczność udostępnienia wojsku firmowego mienia w razie wojny, konieczność wykonywania krótkich doraźnych prac na rzecz wysiłku wojennego albo nawet militaryzacja produkcji.
Realizacja tych obowiązków w realiach wojennych to oczywistość. Po prostu dotychczasowe przepisy słabo radzą sobie z konfliktami hybrydowymi, w których jeszcze nie mamy do czynienia z wojną totalną na pełną skalę.
Szybkie przyjęcie ustawy przedwojennej wcale nie jest pewne
W doniesieniach medialnych na temat założeń ustawy przedwojennej brakuje mi przepisów umożliwiających rozprawę z wrogą agenturą działającą na tyłach, w tym także z polityczną piątą kolumną oraz botami-harcownikami w polskojęzycznym internecie. Projekt mamy jednak poznać w ciągu dwóch tygodni. Być może rząd pozytywnie mnie pod tym względem zaskoczy.
Niestety samo przyjęcie projektu przez rząd nie oznacza jeszcze prostej i szybkiej drogi legislacyjnej. Na końcu jest jeszcze prezydent Karol Nawrocki. MON co prawda przekonuje, że „prezydent powiedział, że będzie wspierał tę ustawę”. Pałac Prezydencki wykazuje jednak zaskakującą powściągliwość. Źródła portalu Wprost.pl sugerują: „Prezydent ma świadomość rozpoczęcia prac nad tą ustawą. Kiedy otrzyma projekt Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, włączy się w prace nad tymi przepisami”.
Istnieje więc niezerowa szansa, że ustawa przedwojenna stanie się ofiarą polsko-polskiej wojenki o przysłowiową pietruszkę. Nie byłby to pierwszy raz, gdy politycy przedkładają własne ego i interes partyjny ponad bezpieczeństwo Polski.










