W niedzielę nie głosuję na Trzaskowskiego. Głosuję, by Jarosław Kaczyński nie był już dłużej prezydentem

Państwo dołącz do dyskusji (1097) 10.07.2020
W niedzielę nie głosuję na Trzaskowskiego. Głosuję, by Jarosław Kaczyński nie był już dłużej prezydentem

Jakub Kralka

Kiedy w 2015 roku stworzyliśmy serwis Bezprawnik, jednym z jego sztandarowych założeń, odzwierciedlonym nawet w nazwie, była walka z różnymi rodzajami bezprawia. Nie może być tak, że opisujemy historie nieuczciwych sklepów czy operatorów, niekompetentnych urzędników, a będziemy przymykać oko na bezprawie na najwyższym szczeblu władzy państwowej. 

To nie będzie tekst o klęsce polityki międzynarodowej pod Jarosławem Kaczyńskim, którego prokurentem w pałacu prezydenckim jest Andrzej Duda. Ani o tym jak państwo przestało się rozwijać, bo woli przekupywać obywateli socjalem, o krótkiej przydatności spożycia.

To nie będzie tekst o nieślubnych córkach, szalonych kochankach i jeżdżeniu na nartach. Pomijając wątpliwą prawdziwość tego politycznego błota, dziś chciałem porozmawiać z wami o tym, co jest naprawdę ważne. Dla was, waszych dzieci, waszych rodziców. To nie jest tak, że Konstytucja to tylko dokument, którym wycierają sobie buzię ważne twarze w telewizji. To fundamenty dużego domu, a jeżeli są w złym stanie, to pewnego dnia może nas zabić przewracający się na łóżko regał. Tak jest, to wszystko się ze sobą łączy.

Sabotaż Polski prawa

Jako redaktor naczelny Bezprawnika mam obowiązek mówić jak jest. Obiecałem to zresztą prezydentowi Dudzie już latem 2017 roku, gdy od niego zależało czy Prawo i Sprawiedliwość dokona faktycznego demontażu polskiego sądownictwa, zacierając granicę pomiędzy zawsze zdegenerowaną klasą polityczną i nie zawsze doskonałymi sędziami.

Ta zmiana w ubiegłej kadencji została dokonana, co nawet prosty człowiek bez kompleksowej analizy przepisów, czy nowych sądów dyscyplinarnych przyjmujących postać de facto środowiskowych plutonów egzekucyjnych, może dostrzec w tak symbolicznych obrazkach, jak widząc najgorszych, najbardziej radykalnych polityków PiS, Stanisława Piotrowicza czy Krystynę Pawłowicz w szeregach Trybunału Konstytucyjnego, a Julię Przyłębską brylującą w środowiskach towarzyskich, na wspólnych mszach oraz imprezach wokół Prawa i Sprawiedliwości.

Dziś polski wymiar sprawiedliwości opiera się na sumieniach i kręgosłupach pojedynczych sędziów. Jednostki nie mają za sobą żadnego wsparcia aparatu państwowego, ba – ten nieposłuszeństwo, orzekanie nie po linii partyjnej próbuje dyscyplinować i gnębić. Sędziowie sprzymierzeni z władzą ustawodawczą i wykonawczą na komunikatorach internetowych zgadują się ze sobą i obiecują przywileje pisząc, że „za dobro nie karzemy”.

Pisałem w akcie patriotycznej desperacji do Andrzeja Dudy w 2017 roku, obiecując mu wsparcie swoje i narodu, jeżeli tylko przeciwstawi się temu aktowi pełzającego bezprawia. Zabrakło odwagi. Zabrakło kręgosłupa by być głową Państwa o ponad tysiącletniej historii. I dziś Andrzejowi Dudzie przychodzi odpowiedzieć jeśli jeszcze nie przed Bogiem i historią, to przed czytelnikami Bezprawnika. Nie wiem ilu spośród naszych 3,5 miliona czytelników przekonam. 5, 50, 500, przy dobrym wietrze może 5000.

Ale Jarosław Kaczyński nie może już być prezydentem Polski

W 2017 roku stało się już w zupełności jasne, że Andrzej Duda jest nim tylko formalnie. Zmiana na stanowisku prezydenta w 2020 roku to nie jest kwestia polityczna, a moralna i przede wszystkim prawna.

Przez ostatni rok byłem pewien, że w ostatnim tekście przed ciszą wyborczą będę opisywał delikty konstytucyjne Andrzeja Dudy. Tłumaczył rolę Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego, wskazując jak bardzo prezydent przyczynił się do zaburzenia niezawisłości władzy sądowniczej umożliwiając polityczne przejęcie Trybunału, a następnie podpisując ustawy ingerujące w trójpodział władzy – wielokrotnie krytykowane zarówno przez największe autorytety prawne w kraju, jak i za granicą. Nazwiska takie jak Łętowska, Zabłocki, Safjan oraz ferowane przez nich opinie są na gruncie polskiego prawa markami o doniosłości niemalże ustawy. Można z nimi polemizować, ale zarzucać im złe intencje? Ten kto to robi, niejako z urzędu robi przy okazji z siebie idiotę.

Kiedy jednak dziś po południu usiadłem do tego artykułu, przypomniałem sobie, że nie po to powstał Bezprawnik. Chcieliśmy być w kontrze do mediów, które o prawie piszą tak, że czytelnik po lekturze wie o nim jeszcze mniej, niż przed. Opowiem wam więc jaką rzeczywistość prawną podpisał nam przez 5 ostatnich lat Andrzej Duda w taki sposób, że mogłoby to dotyczyć każdego z nas.

Jeżeli Andrzej Duda nadal będzie prezydentem…

To istnieje ryzyko, że dalej będzie stosował prawo łaski tak, jak dotychczas, na przykład okazując je swoim partyjnym kolegom z Prawa i Sprawiedliwości, jeszcze w ogóle zanim zapadnie wyrok sądu. Nie wiemy kogo jeszcze prezydent będzie ułaskawiał, a opisywana w ostatnich dniach w media sprawa tzw. ułaskawienia pedofila pozwala się domyślać, że sam prezydent oraz jego kancelaria nie zawsze z należytą uwagą śledzi, kogo ułaskawia.

Ponadto istnieje ryzyko, że niezawisłych sędziów o mocnych kręgosłupach będzie coraz mniej – będą wyrzucani z zawodu, usuwani w pokazowych procesach, a ich następcy będą rekrutowani przez WhatsAppa spośród tych, którzy „za dobro nie są karani”. Czy chcemy być sądzeni przez sędziów z WhatsAppa?

To z kolei stwarza ryzyko, że jeśli tylko pokażemy na jakiś temat odmienne zdanie od Prawa i Sprawiedliwości, choć jest to ponoć istotą demokracji, władza będzie z wirtualnych powodów stawiać nas w pozycji konfliktu z prawem, zaś uzależnione od niej sądy nie będą szukały sprawiedliwości, tylko potwierdzenia partyjnej linii. Przerabialiśmy to przez kilkadziesiąt lat po II Wojnie Światowej. Teraz na podobną patologię godzimy się bez wystrzału ani jednego karabinu w naszym kierunku, wystarczą rzucane nasze własne zresztą banknoty.

To z kolei prowadzi do sytuacji, które znamy z doniesień medialnych od lat. Jeżeli rozpędzona limuzyna wioząca ważnego polityka (nie musi to być od razu Andrzej Duda, niech będzie wpływowy radny PiS) potrąci nas na przejściu dla pieszych, to sąd stwierdzi, że do wypadku doszło z naszej winy.

To z kolei skutkuje tym, że jeśli ze szwagrem lokalnego polityka PiS wejdziemy w konflikt prawny, na przykład co do granicy działki, to nasz spór będzie rozsądzany być może przez polityka pochodzącego z nadania partyjnego.

A przecież mówimy o prawie, które już istnieje. Co z prawem, które dopiero może powstać. Andrzej Duda w kampanii otwarcie mówił o zmianach w Konstytucji. Być może chce zmieniać Konstytucję uznaniowo, dekretami prezydenckimi. I choć polskie prawo nie zna takiej konstrukcji, to nie znało też konstrukcji niedrukowania wyroków Trybunału Konstytucyjnego. Władza już deklaruje, że po wyborach zniszczy zagraniczne media w Polsce. Przy czym dla Prawa i Sprawiedliwości zagraniczne media w Polsce to każde media, które przedstawiają społeczeństwu prawdziwe oblicze tej partii. Kapitał i narodowość ma tutaj zupełnie marginalne znaczenie.

Więzienia dla gejów, wywłaszczenia dla przedsiębiorców, gigantyczne biznesy państwowe, w których lojalni żołnierze z WhatsAppa dostają miliony? To patologie znane każdej klasie politycznej na całym świecie. Ale to PiS przy aprobacie Andrzeja Dudy świadomie i skutecznie od 5 lat wprowadza narzędzia służące realnemu pielęgnowaniu takich mechanizmów lub wprowadzaniu kolejnych furtek do ich wprowadzania, wreszcie – likwidowaniu bezpieczników w postaci niezawisłych sądów i trybunałów. To nie jest normalne, tak nie zachowuje się władza, która dba o Polskę.

Tak zachowuje się władza, która dba o władzę

To co opisuję, nie wymaga drugiej kadencji rządów Andrzeja Dudy. Tak naprawdę, poza skrajnymi scenariuszami, niemal wszystko udało mu się osiągnąć już teraz, bez mrugnięcia okiem przyklepał zmiany prawne cofające Polskę do niezwykle groźnych dla obywateli konstruktów PRL-u. Można się zatem tylko domyślać jakie ustawy i jaki model państwa Andrzej Duda chciałby podpisywać przez kolejne lata.

Szczerze mówiąc, oczywiście gdyby nie różnica wieku, dysproporcja stanowisk itd., chyba wolałbym prywatnie kolegować się z Andrzejem Dudą, niż Rafałem Trzaskowskim. Ten drugi nie wzbudza we mnie jakiejkolwiek sympatii, pierwszy budzi przynajmniej litość z sytuacji, w której sam się postawił. To naprawdę nie ma znaczenia kto jest kontrkandydatem Andrzeja Dudy, ponieważ nawet dwuletnie dziecko w pałacu, które będzie na oślep darło i podpisywało papiery byłoby moim zdaniem większą gwarancją państwa prawa.

Pamiętajmy też, że sympatyczny Andrzej Duda jest tylko maską Jarosława Kaczyńskiego, który jest politykiem stanowiącym wierne odbicie w Wiśle twarzy Łukaszenki czy Putina. To polityk starej daty. On chce dobrze, ale to jest przytulanie narodu w taki sposób, że nie można oddychać. A pod Jarosławem Kaczyńskim hasają tłumy miernot, które na tym procesie zbawiania narodu się uwłaszczają.

Trzaskowski jest więc tylko narzędziem. Nie najgorszym, ale i nie wymarzonym. Narzędziem, by wyrzucić z pałacu prezydenckiego Jarosława Kaczyńskiego. By stworzyć namiastkę bezpieczników w polskim systemie prawnym, który będzie w stanie hamować i przeciwważyć najgorsze decyzje gospodarcze, polityczne i przede wszystkim prawne.

Środowiska LGBT na zachodzie swoją roszczeniowością niszczą naszą kulturę zachodnią, nazywając homofobicznym wszystko, co nie oferuje im przynajmniej adoracji. Czarnoskórym odbija, w imię wydumanej walki z rasizmem podpalają całe miasta. Ale nawet pomijając te patologiczne incydenty nadal wolałbym żyć w Kanadzie, Francji czy Wielkiej Brytanii, niż w Rosji, Kazachstanie lub na Białorusi. Z wielu powodów, które w mojej ocenie stanowią merytoryczną esencję niedzielnych wyborów. Mam nadzieję, że ponad 50% Polaków podziela mój punkt widzenia.