Internauci dobrze wiedzieli co grozi za torrenty. Skąd zatem agresja wobec dystrybutora Wkręconych, gdy walczy z piratami?

Gorące tematy Technologie 24.10.2016
Internauci dobrze wiedzieli co grozi za torrenty. Skąd zatem agresja wobec dystrybutora Wkręconych, gdy walczy z piratami?

Udostępnij

Maja Werner

Nielegalny charakter torrentów wydaje się wiedzą dość powszechną we współczesnym świecie. Nawet jeśli ktoś nie rozumie technicznych meandrów P2P czy przepisów prawa autorskiego, zdroworozsądkowo musi zdawać sobie sprawę, że z możliwością pozyskania za darmo filmu, który znajduje się w tradycyjnej sprzedaży, jest „coś nie tak”. 

Internauci mają świadomość nielegalnego charakteru torrentów. Jednakże w większości wypadków godzą się z tym ryzykiem przedkładając możliwość obejrzenia nowego filmu lub odcinka serialu nad ewentualne, odległe i nierealne konsekwencje prawne. A jednak, dystrybutor filmu „Wkręceni” powiedział „sprawdzam” i obecnie jest obiektem kpin ze strony internatów. Ci szydzą między innymi z jakości filmu i jego średniej ocen na Filmwebie, chociaż wielu z szydzących nie przeszkodziło to, by przed kilkoma miesiącami pobrać go na swój dysk.

Ochrony własności intelektualnej nie można zawsze zbyć copyright trollingiem

Bóg i archiwum tekstów nam świadkiem, że jesteśmy zagorzałymi przeciwnikami copyright trollingu. Wraz z Dziennikiem Internautów udało nam się medialnie rozmontować firmę Lex Superior, która wysyłała wezwania do zapłaty metodą na chybił trafił. Pomogliśmy też ludziom, którzy otrzymywali wezwania w sprawie rzekomego naruszenia praw autorskich wydawnictwa Media Rodzina. Ba, nawet w sprawie nieszczęsnych Wkręconych doradzaliśmy naszym klientom już przed rokiem sygnalizując, że jeśli producent jest pewny swego stanowiska, a otrzymane wezwania niekoniecznie muszą być pomyłką, to może się zdarzyć tak, że za jakiś czas do naszych drzwi zapuka policjant żądając wydania komputera.

Należy jednak rozróżnić walkę Bezprawnika z copyright trollingiem, czyli wysyłaniem rozmaitych wezwań do zapłaty bardzo często w ogóle bez bezpośredniego powiązania z naruszeniem praw autorskich, a prawem przedsiębiorców do ochrony ich własności intelektualnej. Niestety, wielu czytelników, a nawet renomowane media, czasem jest zdania, że zwalczanie „copyright trollingu” i zwalczanie „copyright” w ogóle, jest w zasadzie tożsame.

Wkręceni na policji – czy to copyright trolling?

Fakt, iż policja zajmuje się sprawą filmu Wkręceni, dodaje tej historii pewnej wiarygodności. Otóż copyrightowe trolle przeważnie nie odważają się na skorzystanie z pomocy policji, często dysponując bezprawnie pozyskanymi bazami danych osobowych, a na dodatek opierają swoje oskarżenia na bardzo mizernych podstawach faktycznych. Jeżeli jednak dystrybutor Wkręconych zdecydował się na skorzystanie z autorytetu i możliwości organów ścigania, to niewykluczone, że jest przekonany o swoich racjach i do naruszenia praw autorskich za pośrednictwem wskazanych adresów IP w istocie doszło.

Z punktu widzenia podatnika nie jest to niestety wymarzona sytuacja, ponieważ prawdopodobnie cała operacja będzie kosztowała Skarb Państwa – szczególnie jeśli informacja o skali 40 000 osób jest prawdziwa – zdecydowanie więcej, niż jest to warte. Policja wykona w tym aspekcie lwią część pracy za dystrybutora, by następnie umożliwić uzyskanie odszkodowań o symbolicznym wymiarze.

Don’t hate the player, hate the game

Należy natomiast pamiętać, że w świetle ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, dystrybutor ma prawo do dochodzenia swoich roszczeń, a przepisy karne ustawy (o których usunięcie postulowaliśmy zresztą na Bezprawniku kilkukrotnie) w istocie umożliwiają daleko idące zaangażowanie policji w tym zakresie.

Potrzebujesz pomocy? Zadaj pytanie...

Pomoc prawna w najtrudniejszej sytuacji już od 49 złotych!

Wielu użytkowników torrentów jest świadomych możliwej odpowiedzialności za naruszenie praw autorskich, jednak traktuje ją jako rzecz tak nieprawdopodobną, że aż zupełnie ją bagatelizują. Jednakże jeden z dystrybutorów zdecydował się skorzystać ze swoich uprawnień. Złapani na gorącym uczynku kpią z twórców filmu i jego poziomu, choć jeszcze chwilę byli gotowi naruszyć prawo, żeby go obejrzeć. Idą nawet dalej, przygotowując wyliczenia, że cała akcja była od początku zaplanowana, a dystrybutor zarobi w ten sposób znacznie więcej, niż w kinie. Jeśli przegrywać, to z klasą. Don’t hate the player, hate the game.

Afera filmu „Wkręceni”, czytaj więcej: