1. Bezprawnik -
  2. Nieruchomości -
  3. „Przyszedłem tylko rzucić okiem". Właściciel może wejść do wynajętego mieszkania tylko w trzech sytuacjach

„Przyszedłem tylko rzucić okiem". Właściciel może wejść do wynajętego mieszkania tylko w trzech sytuacjach

Znowu to samo. Wracasz zmęczony po pracy lub zajęciach, marząc tylko o zdjęciu butów, wypiciu czegoś zimnego i rzuceniu się na kanapę. Nagle jednak słyszysz zgrzyt klucza w zamku. W drzwiach staje on – właściciel mieszkania. „O, przepraszam, nie wiedziałem, czy jesteś, przyszedłem tylko rzucić okiem na licznik i sprawdzić, czy czysto”. Brzmi jak koszmar? Niestety, dla wielu najemców w Polsce to wciąż smutna codzienność.

Czy właściciel może wejść do wynajętego mieszkania?

Czy on naprawdę ma prawo tak bezczelnie wchodzić? Krótka odpowiedź brzmi: absolutnie nie. Ale to nie wpis na X, tylko „coś” trochę dłuższego – sprawa ma swoje drugie, formalne dno, które warto znać, aby wiedzieć, co w takiej sytuacji zrobić.

Wielu wynajmującym błędnie wydaje się, że skoro ich nazwisko widnieje na akcie notarialnym czy umowie, to są panami i władcami każdego centymetra kwadratowego w dowolnym momencie dnia i nocy. Co mówią nam przepisy? To najemca staje się wyłącznym gospodarzem mieszkania na czas trwania umowy.

Co ciekawe, art. 690 Kodeksu cywilnego mówi nam, że „do ochrony praw najemcy do używania lokalu stosuje się odpowiednio przepisy o ochronie własności”. Zatem nikt – nawet właściciel – nie może bezkarnie zakłócać naszego spokojnego używania lokalu. Warto zresztą już na etapie wynajmu mieszkania dokładnie sprawdzić, jakie prawa i obowiązki wynikają z podpisywanej umowy.

Zakłócenie miru domowego

Jeśli właściciel wchodzi do mieszkania bez naszej zgody, nie tylko narusza dobre obyczaje – możliwe, że popełnia przestępstwo. Mowa tu o art. 193 Kodeksu karnego, czyli o przestępstwie naruszenia miru domowego. Brzmi absurdalnie? „Jak mogę się włamać do własnego mieszkania?” – zapyta zszokowany właściciel.

Wynajęte mieszkanie staje się w świetle prawa karnego miejscem „cudzym”. Wtargnięcie nie musi oznaczać jakiegoś wyważania drzwi. Wystarczy wejście do lokalu za pomocą zapasowego klucza pod naszą nieobecność.

Ale coś to wszystko brzmi zbyt prosto. Tak, to prawda – żeby wygrać batalię o mir domowy, musimy wykazać, że właściciel robi to złośliwie, nęka nas albo węszy w naszych osobistych rzeczach. Jeśli podpisaliśmy umowę, w której zgodziliśmy się na „wizyty kontrolne pod nieobecność”, sprawa w sądzie się komplikuje.

Kiedy właściciel jednak może wejść?

Właściciel nie jest całkowicie bezbronny i ma prawo dbać o swoją własność. Ustawa o ochronie praw lokatorów przewiduje wejście do mieszkania w trzech sytuacjach:

  • Nagła awaria, np. pęknięta rura, ulatniający się gaz – jeśli jest bezpośrednie zagrożenie zalaniem lub wybuchem, musimy jako lokatorzy udostępnić lokal. Jeśli nie ma nas w domu, to właściciel może wejść wyłącznie w obecności odpowiednich służb.
  • Przegląd techniczny – właściciel ma prawo skontrolować stan lokalu, ale wizyta musi być z nami wcześniej uzgodniona; nie ma mowy o żadnych niezapowiedzianych nalotach.
  • Wykonanie napraw.

Najem okazjonalny – tu bywa inaczej

Warto pamiętać, że część uprawnień właściciela zależy od rodzaju umowy. Inaczej wygląda to przy zwykłym najmie, a inaczej, gdy podpisaliśmy najem okazjonalny, który daje wynajmującemu szersze uprawnienia. To samo dotyczy zresztą kwestii finansowych – choćby zasad, na jakich możliwa jest podwyżka czynszu najmu, które również warto znać, zanim złożymy podpis.

Lifehack – wymień zamki

Jeśli obawiamy się, że właściciel i tak będzie testował swoje zapasowe klucze pod naszą nieobecność, polskie prawo daje nam narzędzie obronne. Możemy całkowicie legalnie wymienić wkładkę w zamku drzwi wejściowych. Nie musimy pytać nikogo o zgodę ani przekazywać właścicielowi nowego kompletu kluczy. Jest jeden haczyk: przy wyprowadzce trzeba zamontować stary zamek z powrotem, aby oddać lokal w stanie pierwotnym.

Jest jedno „ale” – jeśli podpisaliśmy umowę o najem okazjonalny, to radziłbym ją jeszcze raz dokładnie przestudiować. Całkiem możliwe, że znajduje się w niej zapis, który zabrania wymiany zamków bez zgody właściciela – nawet jeśli stary miałby być później przywrócony.

Prawo stoi po stronie najemcy

Własność nieruchomości nie oznacza własności nad życiem i prywatnością człowieka, który w niej mieszka. Podobnie jak przy dziedziczeniu umowy najmu czy innych sporach lokatorskich, decyduje litera przepisów, a nie samo poczucie „to moje mieszkanie”. Jeśli właściciel wchodzi bez zapowiedzi – reagujmy. Prawo stoi po naszej stronie.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Najnowsze
Warte Uwagi