Na starcie klienci na Cyprze dostają opcje waniliowe (czyli klasyczne, bez egzotyki) na akcje 100 najpopularniejszych spółek notowanych w USA. Dostępne są zarówno opcje kupna (call), jak i sprzedaży (put). XTB zapowiada, że w kolejnym kroku chce dorzucić podobne instrumenty na największe spółki europejskie, a dalej - rozwijać całą ofertę opcyjną.
Dla porządku: opcja to prawo, a nie obowiązek
XTB wprowadza opcje typu amerykańskiego i rozliczane pieniężnie. Amerykański typ oznacza, że opcję można wykonać w dowolnym momencie do wygaśnięcia, a rozliczenie pieniężne - że nie trzeba finalnie kupować lub sprzedawać akcji bazowej; rozrachunek odbywa się gotówkowo. To upraszcza logistykę po stronie klienta, ale nie „upraszcza” samego ryzyka.
Wybór Cypru jako pierwszego rynku XTB tłumaczy testowaniem produktu w praktyce i dopracowaniem go przed ekspansją na kolejne kraje - już po uzyskaniu niezbędnych zgód. Z wypowiedzi członka zarządu Filipa Kaczmarzyka wynika też, że firma nie zamierza oddawać bardziej zaawansowanych klientów konkurencji i chce domknąć „pełną ścieżkę” od prostych inwestycji do bardziej złożonych strategii.
To jest szczególnie istotne w momencie, gdy opcje stały się masowym produktem w USA
Dane branżowe za 2025 r. wskazywały rekordowe średnie dzienne wolumeny i kolejne rekordy roczne - rynek opcji żyje dziś nie tylko instytucjami, ale w dużej mierze klientem detalicznym. Jeśli do tego dodać statystyki z izby rozliczeniowej, widać skalę: sam styczeń 2025 r. to ponad 1,15 mld wyczyszczonych kontraktów opcyjnych (rok do roku wyraźny wzrost). Trend z USA - jak zauważa XTB - powoli przelewa się do Europy.
Ale jest też druga strona medalu, o której brokerzy zwykle mówią ciszej. Opcje to instrument, w którym czas działa przeciwko kupującemu (tzw. theta, czyli „zjadanie” wartości przez upływ czasu). Do tego dochodzi zmienność implikowana, spready, ryzyko gwałtownych ruchów oraz fakt, że część strategii opcyjnych potrafi generować straty większe niż początkowy wkład (głównie przy sprzedaży opcji „na goło”). Dlatego europejskie regulacje traktują wiele produktów pochodnych jako złożone i wymagające testu adekwatności po stronie klienta; nadzorcy od lat podkreślają, że dystrybucja takich produktów powinna być ostrożna i dobrze „opakowana” informacyjnie.
I tu wracamy do wątku Polski. XTB wprost mówi, że nie podaje harmonogramu dalszej ekspansji, ale podtrzymuje zainteresowanie uzyskaniem odpowiednich zezwoleń w Polsce „jeśli będzie to możliwe”. Jednocześnie firma podkreśla, że równolegle zdecydowała się pozyskać zgodę w uznanej europejskiej jurysdykcji - Cyprze - ze względu na potrzebę przejrzystych i stabilnych ram nadzorczych. Tłumacząc z korporacyjnego na ludzkie, chcą mieć produkt działający już teraz, a nie w bliżej nieokreślonej przyszłości po wielomiesięcznych konsultacjach.
Czy to oznacza, że polski inwestor za chwilę dostanie opcje w aplikacji XTB?
Niekoniecznie - i warto tu zachować sceptycyzm wobec automatycznych wniosków. Po pierwsze, harmonogramu nie ma. Po drugie, „możliwość” w Polsce będzie zależała od tego, jak dokładnie produkt zostanie ułożony regulacyjnie i operacyjnie (m.in. zasady kwalifikacji klientów, komunikacja ryzyka, mechanika zleceń, rozliczenia). Po trzecie, to segment, w którym łatwo o reputacyjne kłopoty, jeśli masowy klient zacznie traktować opcje jak zdrapkę, a nie narzędzie inwestycyjne.
Z biznesowego punktu widzenia ruch XTB jest jednak logiczny: opcje to produkt, który zwiększa aktywność użytkowników, podnosi przywiązanie do platformy i pozwala wejść na wyższy poziom monetyzacji niż „gołe” akcje i ETF-y. Pamiętajmy, że XTB to nie tylko bardzo popularna aplikacja do inwestowania i tradingu, ale też polski fintech, który płaci tutaj podatki. Trzeba więc na to patrzeć z przynajmniej dwóch perspektyw - gospodarczej i fintechowej.
Jeśli jednak firma dorzuci do tego sensowne ograniczenia ryzyka i edukację (a przecież edukacja jest dla niej ważnym filarem), może wyjść z tego kolejny ważny krok na drodze rozwoju.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj