Oto co można kupić Polsce za 20 miliardów złotych rocznie, które rząd chce wydać jako 500 Plus na każde dziecko

Gorące tematy Na wesoło Państwo dołącz do dyskusji (113) 24.02.2019
Oto co można kupić Polsce za 20 miliardów złotych rocznie, które rząd chce wydać jako 500 Plus na każde dziecko

Udostępnij

Rafał Chabasiński

Plany przyznania 500 Plus na każde dziecko ożywiły stare dyskusje odnośnie celowości tak ogromnych pieniędzy. Wypłynęła także internetowa wyliczanka sprzed trzech lat. Za 20 miliardów złotych państwo może kupić wiele rzeczy. Tylko czy aby na pewno te, które proponują internauci? 

Internauci podpowiadają, co Polska mogłaby mieć za 20 miliardów złotych wydane na rozszerzenie programu 500 Plus

Pisaliśmy już na Bezprawniku o bezpośrednich skutkach zjednoczenia większości opozycji i dobrych wyników sondażowych Wiosny Roberta Biedronia. Rządzące Prawo i Sprawiedliwość po raz pierwszy od dawna stanęło przed realnym ryzykiem przegrania jakichś wyborów. To z kolei skłoniło partię rządzącą do wyciągnięcia z rękawa paru potencjalnie niezłych kart. Jedną z nich jest przyznanie pieniędzy z 500 Plus na każde dziecko.

Na reakcję ze strony internautów nie trzeba było długo czekać. Na portalu Wykop.pl szybko pojawiła się lista rzeczy, na które państwo mogłoby zrealizować za 20 miliardów złotych. Jest to tak zwana „pasta internetowa”, od angielskiego „paste” – wklejać. Pasta to gotowy, z góry przygotowany tekst do przeklejania, gdy tylko kontekst danej dyskusji będzie do niego pasować. Siłą rzeczy, takie utwory rzadko są przesadnie poważne. Najczęściej mają charakter, dyplomatycznie rzecz ujmując, satyryczny. Dosyć często wykorzystywane są przez tzw. „trolle internetowe”, czy grasujących po sieci wesołków.

Dalszy rozwój sieci dróg ekspresowych i autostrad, albo rozbudowa sił zbrojnych

Trzeba pamiętać, że ta konkretna „pasta” ma już swoje lata. Zadebiutowała w internecie, gdy uruchamiano program „Rodzina 500 Plus”. Co proponuje jej autor w zastępstwie przekazywania pieniędzy rodzicom wszystkich dzieci w Polsce?

W pierwszej kolejności na liście znalazły się drogi szybkiego ruchu, konkretnie 500 kilometrów dróg ekspresowych. Praktycznie rzecz biorąc, możliwe że nieco więcej. Koszt wybudowania jednego kilometra takiej drogi w latach 2017-2018 spadł z ok. 40-46 milionów złotych do 38,7 milionów. Warto zauważyć, że zamiast dróg ekspresowych, hipotetycznie można by pobudować więcej autostrad. Tutaj cena powinna kształtować się w granicach do ok. 55 milionów złotych za kilometr.

Następna propozycja to zbrojenia. Za 20 miliardów złotych moglibyśmy, według autora, kupić ok. 60-70 myśliwców F-16 porównywalnych względem tych, jakie już są na wyposażeniu naszych sił powietrznych. Alternatywą byłby zakup dodatkowych ośmiuset czołgów Leopard 2A5. Obecnie Wojsko Polskie ma na stanie 105 takich czołgów, do tego 124 starszych 2A4. Warto pamiętać, że technologia wojskowa w tym czasie poszła do przodu. Najnowsza seryjnie produkowana wersja Leopardów to 2A7. Amerykanie bardzo ochoczo sprzedają myśliwce F-35. Prawdopodobnie ilość zakupionych nowszych maszyn byłaby nieco niższa, jednak niewiele.

Skok cywilizacyjny: energetyka jądrowa i dekarbonizacja, sieć kolei dużej szybkości – albo 10 Orlików w każdej gminie

Następne dwa pomysły są inwestycjami wymagającymi dużo więcej czasu. Na szczęście rozszerzenie 500 Plus na każde dziecko nam na to pozwala – koszt ponoszony w końcu będzie corocznie. Za 20 miliardów złotych można by w ciągu 6-7 lat zbudować sieć pociągów dużej prędkości pomiędzy największymi miastami w kraju. Z drugiej strony, pieniądze można przeznaczyć na budowę w Polsce nie jednej a kilku nowoczesnych elektrowni atomowych. W ciągu dekady nie tylko mielibyśmy uzyskać niezależność energetyczną, ale również przeprowadzić bolesną dekarbonizację polskiej energetyki.

Jeśli rządzący mieliby więcej fantazji, mogliby za 20 miliardów złotych ufundować projekty, które raczej realizowałyby żadnego strategicznego interesu Polski. 20 tysięcy Orlików w całym kraju? Zostałoby jeszcze na remont istniejących obiektów. Pieniądze można by przeznaczyć na budowę dziesięciu nowych stadionów takich, jak Stadion Narodowy w Warszawie. W grę wchodziłoby też stworzenie własnego systemu satelitarnego, w rodzaju GPS, czy budowa polskiego Wielkiego Zderzacza Hadronów.

Do zestawienia rzeczy, które Polska mogłaby mieć za 20 miliardów złotych należy podchodzić z dużą dozą dystansu, jak to w internecie

Oczywiście, takiego zestawienia nie należy traktować śmiertelnie poważnie. Nie została opracowana przez żadne poważne grono ekspertów, nie stanowi pracy naukowej czy jakiejś deklaracji politycznej ze strony, na przykład, opozycji. Kwoty, prawda, mniej-więcej się zgadzają. Problem może być na poziomie realiów. I tak na przykład zakup nowoczesnego uzbrojenia wcale nie jest taki prosty. Nie chodzi bynajmniej o ostatnie problemy naszego rządu z przetargami, chociażby na śmigłowce wielozadaniowe dla wojska. Istnieją na przykład traktaty o ograniczeniu konwencjonalnych sił zbrojnych w Europie.

Tak samo budowa elektrowni atomowych oznaczałaby nie tylko konieczność pozyskania stosownej technologii, ale także poradzenia sobie z nieuchronnymi protestami niektórych sąsiadów. Zwłaszcza tych, którzy odchodzą od energetyki jądrowej. Realizacja niektórych z propozycji byłyby po prostu szaleństwem. Jak się łatwo domyślić, chodzi o inwestycje piłkarskie, zarówno w stadiony, jak i w tysiące dodatkowych orlików.

Internetowa pasta wcale nie jest do końca bzdurą: pokazuje potencjalne utracone korzyści dla Polski

Nie oznacza to jednak, że całą listę alternatyw dla rozszerzenia 500 Plus na każde dziecko należy wyśmiać, bądź zignorować. Z całą pewnością pobudza ona wyobraźnię. Pokazuje potencjalnie utracone przez Polskę korzyści, w zamian za które rodzice dostaną do ręki po 500 złotych na potomka. Oczywiście, część tych pieniędzy wróci do budżetu – chociażby we wpływach z VAT za zakupione towary i usługi. Niemniej, perspektywa skoku cywilizacyjnego, dokonanego nawet za państwowe pieniądze, wydaje się być bardziej pożyteczna, niż przekupywanie wyborców dalszymi obietnicami socjalnymi.

Do wyobraźni przemówić może również porównanie szacunkowego kosztu pomysłu z całością budżetu państwa. Zgodnie z przyjętą na 2019 r. ustawą budżetową, deficyt ma wynieść 28,5 miliarda złotych. Zmiany w programie miałyby wejść od 1 lipca. Źródła finansowania? Dalsze uszczelnianie wpływów podatkowych. Pytanie brzmi: co się stanie, kiedy dziura podatkowa zostanie załatana? Jeśli wierzyć rządowym zapowiedziom, stanie się to szybciej, niż później.

Warto w tym momencie zauważyć, że budżet przewiduje, póki co, 387,6 miliardów złotych łącznych wpływów i 416,1 miliardów wydatków. Czyli plany partii rządzącej to ok. 7% rocznych wpływów i nieco poniżej 5% wydatków. To bardzo dużo, jak na jeden program, który do tego prawdopodobnie nie działa jak powinien.