Nieco ponad 35 tys. testów i prawie 21 tys. nowych zakażeń. Odsetek pozytywnych testów przeczy narracji o stabilizacji

Zdrowie dołącz do dyskusji (121) 16.11.2020
Nieco ponad 35 tys. testów i prawie 21 tys. nowych zakażeń. Odsetek pozytywnych testów przeczy narracji o stabilizacji

Edyta Wara-Wąsowska

Z obozu rządowego coraz częściej padają głosy o względnej stabilizacji, jeśli chodzi o liczbę nowych zakażeń koronawirusem. Problem polega jednak na tym, że liczba testów systematycznie spada, a odsetek pozytywnych testów gwałtownie rośnie. Jak podaje MZ, jeśli chodzi o zakażenia koronawirusem, 16 listopada odnotowano prawie 21 tys. nowych przypadków zakażeń. Jednocześnie liczba wykonanych testów nieznacznie przekracza 35 tys. Ze stabilizacją ma to zatem niewiele wspólnego.

Zakażenia koronawirusem 16 listopada. Gwałtownie zmalała liczba raportowanych testów

Narodowa kwarantanna miała zostać wprowadzona, gdy osiągniemy wskaźnik 70-75 zakażeń na 100 tys. mieszkańców. Ta wizja coraz mocniej się oddala. W ostatnich dniach odnotowuje się między 20 a maksymalnie 25 tys. nowych zakażeń dziennie. Rządzący mówią o stopniowej stabilizacji. W większości jednak nie poruszają tematu liczby wykonywanych testów. Ta systematycznie spada. Na przykład ostatniej doby wykonano jedynie 35,1 tys. testów. Dla przypomnienia – w pewnym momencie wykonywano dziennie nawet ok. 80 tys. testów. Trudno zatem ponownie zasłaniać się tym, że laboratoria nie są w stanie badać więcej próbek.

Jak tłumaczy się rząd? Minister Niedzielski w wywiadzie dla „DGP” podkreślał, że obwinianie rządu to „absurdalny zarzut”. Stwierdził jednocześnie, że mniejsza liczba wykonywanych testów to najwyraźniej skutek tego, że do lekarzy zgłasza się mniej pacjentów z objawami, co z kolei doprowadza do sytuacji, że zlecają oni mniej testów.

Oczywiście takie tłumaczenie jest jak najbardziej zasadne, jednak nie zmienia to wcale faktu, że taki nagły przeskok w liczbie wykonywanych testów w Polsce po części dziwi, a po części oburza – zwłaszcza że faktycznie wygląda to tak, jakby rząd robił wszystko, by nie wprowadzić narodowej kwarantanny. Z drugiej strony wypowiedzi o stabilizacji brzmią jednak absurdalnie – i trudno je czymkolwiek wytłumaczyć. Zwłaszcza, jeśli obliczy się odsetek pozytywnych testów (dziś wynosi ok. 60 proc.). Należy też pamiętać o zaleceniach WHO – według Światowej Organizacji Zdrowia duży odsetek pozytywnych testów świadczy o tym, że powinno badać się znacznie więcej próbek, ponieważ ogólna liczba zakażeń jest w takiej sytuacji mocno niedoszacowana.

Zmiana metody raportowania liczby zakażeń i przebadanych próbek

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt. Od 5 listopada zmieniono metodę raportowania testów. MZ podaje liczbę pozytywnych testów będącą sumą pozytywnych testów na NFZ i testów prywatnych. Liczbę przebadanych próbek podaje się jednak tylko w odniesieniu do testów na NFZ. Teoretycznie zatem może być tak, że laboratoria badają znacznie więcej próbek. Jeśli jednak tak jest, to dlaczego rządzący przyjęli taki system, skoro mogli w łatwy sposób uniknąć zarzutów o wpłynięcie na gwałtowny spadek liczby wykonywanych testów?

Tym samym łatwo teraz rządzącym przychodzą twierdzenia, że wprowadzone wcześniej obostrzenia zaczęły przynosić skutek i udało się uniknąć najgorszego scenariusza. Jeśli jednak spojrzymy na coś więcej niż liczba nowych przypadków, to powodów do optymizmu mamy znacznie mniej – i rządzący będą musieli się z tym niedługo zmierzyć.

121 odpowiedzi na “Nieco ponad 35 tys. testów i prawie 21 tys. nowych zakażeń. Odsetek pozytywnych testów przeczy narracji o stabilizacji”

  1. Ale przynajmniej rząd z ręką na sercu będzie mógł powiedzieć, że w odróżnieniu od początków pandemii, teraz bardzo efektywnie wykorzystujemy ograniczoną ilość testów – dzięki naszej wspaniałej strategii teraz marnujemy jedynie 40% testów wobec 95-99% w marcu.
    A że pomijamy inne fakty – no przecież nie kłamiemy, a mówimy szczerą prawdę. Dawkowaną, po 2 tabletki dziennie, rozpuszczone w dwusetce dystylowanych niedopowiedzeń.

  2. Wcale mnie to nie dziwi, ludzie nie mają ochoty stać w wielogodzinnych kolejkach ani siedzieć tygodniami w areszcie. W 99% przypadków pokaszlą, pokichają, gripex wezmą i jakoś przejdzie, a że pójdą w tym czasie do pracy – no cóż, szef nie byłby zadowolony gdyby dostali z automatu L4.

  3. Aktualnie 38.4 na liczniku, 7 dzień. W górę i w dół, karuzela. Razem ze mną 6 osób, nie w bezpośrednim gospodarstwie domowym.
    Nie jestem płaczkiem i lalusiem, nigdy nie miałem wysokiego mniemania o ważności własnej osoby. Po prostu powiem rządzącym szczerze – sankcjonujecie totalna fikcję. Przeżyję to dobrze, nie to pal licho, ale to co robicie jest naprawdę nie fair. I bynajnniej nie chodzi o to, że działacie w myśl zasady, nie chcesz mieć pan gorączki to stlucz pan termometr. Nie liczy się czyn tylko intencja. Nic od was nie chcę, żadnej łaski, ochrony.

  4. Jak to możliwe, że działania na rympał i idiotyczne rytuały nie mają żadnego wpływu na liczbę zarażonych? Może czas zacząć słuchać ludzi, którzy mają minimum pojęcia, a nie spanikowanych kretynów?

    • Nie wiem, kto chce udawać mnie, ale wychodzi Ci to słabo (pan @Aleksander Stellar, mam rozumieć?)
      Na pierwsze pytanie odpowiem tak po odesku (odpowiadając pytaniem na pytanie): skąd masz pewność tego, że przy braku owych „idiotycznych rytuałów” i „działań na rympał” nie byłoby gorzej? Masz wybitny przykład, porównaj USA i Indie. Czy USA i Chiny. Bo ja na przykład wiem, że przy prawidłowo wdrożonych ograniczeniach możesz nawet całkiem ładnie kazać wirusowi wypier….. (Wietnam, Tajlandia, NZ, Australia, Urugwaj, a nawet Indie, sugerują). A że rząd wprowadza ograniczenia trochę na odwal się, trochę od niechcenia, trochę dla publiczki (walczymy z koronawirusem to musicie paść nam za to przed kolana w podziękowaniu!!111) to problem rządu, a nie ograniczeń.
      Tak samo przy składaniu mebli – śrubki są świetnym sposobem na łączenie drewnianych części w jedną całość, a że firma w celu skrzepienia części ze sobą śrubkami wali w nie młotkiem, to problem idioty, który to wymyślił, a nie śrubek.

      Na drugie pytanie odpowiem tak: ludzi, którzy mają minimum pojęcia, słuchać nie zamierzam. Ale tych, którzy mają maksimum na tyle, na ile pozwala aktualna wiedza medyczna, już tak. Z kolei inwektywy w stosunku lekarzy-specjalistów raz, że niczego nie przynoszą (w końcu to oni Cię będą leczyli, jak zachorujesz), dwa, że z racji pełnionego zawodu wiedzą najlepiej od nas wszystkich o tym, jak ono działa. A różne postawy tychże specjalistów są weryfikowane na bieżąco. I weryfikacja przemawia na korzyść wprowadzania ograniczeń.
      Tak, panie @Stellar, Niderlandy od 14 października są w częściowym lockdownie, który został zaostrzony 3 listopada. Nawet oni.

      Dlatego nie wiem, kto jest „spanikowanym kretynem”, ale pewnie nie specjaliści od chorób zakaźnych. A jeśli są sygnały, że jest źle i o tym mówią, to nie oznacza, że są w panice. Ot tyle.

      • Zacznijmy od tego, że lekarstwo nie może być gorsze od choroby. Pełne skupienie się na walce z koronawirusem wykosiło trzykrotnie więcej ludzi, niż zabójczy COVID. O skutkach zlikwidowania opieki onkologicznej nie wspomnę. Statystyki – zaskocz się. Z powodu paniki wywołanej przez media ludzie nie zgłaszają się do lekarzy, robią to dopiero wtedy, gdy są w ciężkim stanie, kiedy nawet respirator im nie pomoże. Na prawie 40 milionów ludzi przypada 2500 respiratorów. Działania należy opierać na liczbie ciężkich przypadków, a nie na liczbie pozytywnych testów. Jeżeli informacja o gratyfikacji lekarzy za wpisywanie wszędzie COVID jako przyczyny zgonu jest fałszywa, to rząd powinien to natychmiast zdementować. Jakoś tego nie robi – nie kupuję tekstu o tym, że winny się tłumaczy. No i waszej wiarygodności trochę szkodzi wymyślanie kolejnych powikłań, które nie mają żadnego uzasadnienia naukowego. O dziwnym stosunku do DDM nie wspominam, bo jednocześnie działa i nie działa. Działa, bo podobno ogranicza rozprzestrzenianie się wirusa, ale jakoś liczby tego nie potwierdzają. Nie działa, bo domagacie się zamknięcia gospodarki i twardego lockdownu. Zdecydujcie się wreszcie. Zdajesz sobie sprawę z tego, że szczepionka nie pomoże?

        • Czyli nie @Aleksandr Stellar. Zwracam honor.

          Pełne skupienie się na walce z koronawirusem wykosiło trzykrotnie więcej ludzi, niż zabójczy COVID.

          Co nie oznacza wcale, że gdybyśmy porzucili całą walkę, to ofiar nie byłoby więcej. Byłoby.

          O skutkach zlikwidowania opieki onkologicznej nie wspomnę.

          No, chorowanie na COVID z rakiem (przy okazji, gdy cały szpital jest również chory) jest lepsze. Logika żelazna.

          Z powodu paniki wywołanej przez media ludzie nie zgłaszają się do lekarzy, robią to dopiero wtedy, gdy są w ciężkim stanie, kiedy nawet respirator im nie pomoże.

          A to już wina z kolei mediów. Choć niejedne mówiły o tym, by się nie bać zgłaszać się:
          https://serwisy*.gazetaprawna*.pl/zdrowie/artykuly/1490071,koronawirus-w-polsce-zaniechanie-leczenia-innych-chorob*.html. Zabrakło komunikacji. Choć jest dosyć normalnym zjawiskiem to, że jeśli nie poprosisz o pomoc, to jej na pewno nie dostaniesz. I to działało tak od wieki wieków.

          Na prawie 40 milionów ludzi przypada 2500 respiratorów. Działania należy opierać na liczbie ciężkich przypadków, a nie na liczbie pozytywnych testów.

          Nie ma zgody. Po pierwsze, ciężkie przypadki to jeden ze wskaźników, o który opiera się jakąkolwiek strategię walki z zagrożeniem epidemiologicznym (w końcu tyle łóżek musisz przygotować). Natomiast nie może być wskaźnikiem głównym, gdyż:
          a) przypadek pozytywny może się pogorszyć i potrzeba będzie hospitalizacji – nie wiemy dokładnie, kiedy to się stanie.
          b) w przypadku (broń Boże) pomyślnej mutacji wirusa, opierając się wyłącznie na liczbie przypadków ciężkich, nie zauważysz szerszego rozprzestrzenienia się nowego typu patogenu.

          Jeżeli informacja o gratyfikacji lekarzy za wpisywanie wszędzie COVID jako przyczyny zgonu jest fałszywa, to rząd powinien to natychmiast zdementować.

          Od rządu też dużo oczekuję, ale najlepszy nie jest, już „trochę” spraw spieprzył. Ale wiadomości o tym są.
          https://fakenews*.pl/zdrowie/pieniadze-za-zgony-na-covid-19-sprawdzamy-oplaty-za-leczenie/
          https://www*.rynekzdrowia*.pl/Po-godzinach/Dyrektor-szpitala-o-powielanej-plotce-nie-ma-dodatku-za-COVID-19-w-akcie-zgonu,214796,10*.html

          Jakoś tego nie robi – nie kupuję tekstu o tym, że winny się tłumaczy.

          Czyli lekarze są automatycznie tego winni, jak tylko stawia się im zarzut czegokolwiek bądź? KK tak nie działa. I zarzut ≠ fakt, o czym też wypadałoby wielu pamiętać, jak dzielą się jakąkolwiek informacją.

          No i waszej wiarygodności trochę szkodzi wymyślanie kolejnych powikłań, które nie mają żadnego uzasadnienia naukowego.

          W którym momencie i co nie jest zgodne z aktualną wiedzą medyczną? A chorobę nadal jeszcze poznajemy. Myślisz, że po niecałym roku wie się wszystko? Oj nie.

          O dziwnym stosunku do DDM nie wspominam, bo jednocześnie działa i nie działa. Działa, bo podobno ogranicza rozprzestrzenianie się wirusa, ale jakoś liczby tego nie potwierdzają. Nie działa, bo domagacie się zamknięcia gospodarki i twardego lockdownu.

          Nie podobno, a na pewno działa, o czym niejednej osobie pisałem. Źródła tu:

          http://www*.esubulletin*.com/statehouse_news/university-of-kansas-research-county-mask-mandates-stall-major-rise-in-covid-19/article_c5040108-1887-11eb-84d2-372e559ccbbc*.html (wejść z IP spoza Unii albo przekształcić w pdf).
          https:*//voxeu*.org/article/unmasked-effect-face-masks-spread-covid-19
          https:*//www*.medrxiv*.org/content/10.1101/2020.09.24.20201178v1:
          https://www*.cdc*.gov/mmwr/volumes/69/wr/mm6940e3*.htm
          https://www*.bmj*.com/content/369/bmj*.m1435*.short
          https://academic*.oup*.com/cid/advance-article/doi/10.1093/cid/ciaa1584/5932276
          https://arxiv*.org/abs/2003*.10891
          https://iwaponline*.com/jwh/article/18/5/843/75589/Chemical-disinfectants-of-COVID-19-an-overview

          Z tym że jeśli oczekujesz, że DDM to panaceum na wszelkie biedy, to ktoś Cię grubo wprowadził w błąd. Profilaktyka choroby praktycznie nigdy nie daje 100% jej zwalczenia, ale znacząco obniża szanse jej nadejścia.
          Nie zapomnij, że na papierze jest napisano coś z założeniem, że ludzie będą słuchali tego prawa, ale 100% przestrzegania nie oczekuj – to nawet w społeczeństwie o bardzo wysokim stopniu zaufania do rządu nie następuje. Zwłaszcza gdy mamy buntowniczy naród, który nie chce nosić maseczki, bo uwłacza/niewłaściwy przepis prawny (co do tego się zgodzę)/politycy są idiotami i sami sugerują olewać wszelkie zabezpieczenia. CO NIE OZNACZA, ŻE SAMI Z SIEBIE NIE POWINNIŚMY SIĘ STOSOWAĆ. Niezależnie od tego, czy rząd popieramy, czy nie.
          Pamiętajmy też, że istnieje wiele innych czynników rozprzestrzeniania się choroby, i stosowanie DDM to jedynie jeden z nich. Dlatego wiązanie lockdownów wyłącznie z brakiem skuteczności DDM, jeśli nie kontrolujesz reszty zmiennych, jest nieuprawnione. Jeśli tankujesz samochód gorszą benzyną i wlewasz gorszy olej silnikowy równocześnie i coś jest z silnikiem, nie wiesz, czy to benzyna spowodowała zepsucie czy olej.
          A badania porównawcze masz podane w linkach powyżej.

          Zdajesz sobie sprawę z tego, że szczepionka nie pomoże?

          Po pierwsze, istnieje na razie sporo przesłanek co do tego, że nowe szczepionki będą działać, choć powstrzymam się od powiedzenia, że działają na pewno, ze względu na mały upływ czasu. Na razie tylko wiemy, że większość z nich jest bezpieczna (co do rosyjskiej póki co tak sobie, z resztą na razie bez większych zastrzeżeń, bo każdy lek/szczepionka ma swoje skutki uboczne). Nieraz mówiłem, że po roku powinny być poprowadzone badania na obecność przeciwciał, aby ustalić dokładnie, czy szczepionka działa, i na ile czasu.
          Po drugie, jeśli nie spróbujemy to nigdy się nie dowiemy.

  5. Strajk kobiet ucichł, więc nie trzeba wprowadzać „narodowej kwarantanny”, bo nie ma na kogo zwalić winy wzrostu zakażeń. A do tego był tydzień ze świętem niepodległości i nie opłacało się działać laboratoriom na 100%. W każdym razie myślę, że wzrost zakażeń wróci do „normy” z zeszłych 2 tygodni. Ewentualnie rząd wprowadzi „narodową kwarantannę” akurat na święta i to ogłaszając 23 grudnia, żeby jeszcze bardziej wkurwić społeczeństwo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *