Zamach w Berlinie to kolejny w tym roku dramat, który – dzięki niesamowitym możliwościom technicznym – rozgrywał się niemal dosłownie na naszych oczach. Oprócz ogromu cierpienia i dramatu krewnych ofiar zamachu terrorystycznego, mogliśmy również zaobserwować to samo, co zwykle: państwo polskie nie zdało egzaminu.

Nie chodzi oczywiście o to, że polskie władze przyczyniły się do berlińskiego zamachu. Do zdarzenia doszło na niemieckiej ziemi, a na skutek – najprawdopodobniej – zbiegu okoliczności to akurat ciężarówka polskiego przedsiębiorcy posłużyła jako narzędzie zbrodni.

Zamach w Berlinie, niemoc w ambasadzie

Ocena sprawności polskich władz dotyczyć może wyłącznie tego, co działo się po tym, jak napastnik rozpędzonym ciągnikiem siodłowym odebranym przemocą polskiemu kierowcy zabił kilkanaście osób i ranił kilkadziesiąt innych. W takiej sytuacji można by oczekiwać, że polska placówka dyplomatyczna zrobi wszystko, by pomóc poszkodowanym.

A tymczasem, w Berlinie w taki oto sposób starano się wesprzeć właściciela firmy transportowej (a zarazem kuzyna zastrzelonego kierowcy):

Wpis ten zresztą – na szczęście – okazał się na tyle skuteczny, że po kilku godzinach udało się nawiązać kontakt (a przy okazji – pokazać siłę mediów społecznościowych):zamach w Berlinie

A można było oczekiwać, że niedawno powołany na stanowisko ambasador RP w Berlinie prof. Andrzej Przyłębski (prywatnie mąż świeżo upieczonej p.o. prezesa Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej) będzie starał się pokazać, że państwo polskie nie istnieje tylko teoretycznie.

Pewnego rodzaju pokaz indolencji państwa polskiego dała również telewizja publiczna. Finansowanie z budżetu państwa, obsada władz TVP przez polityków i wyraźnie „propaństwowa” narracja narodowego nadawcy pozwalają na taką klasyfikację. No więc, jak wyglądała relacja z Berlina, prowadzona przez korespondenta Cezarego Gmyza? Ano tak:

Nie wspominając o dziwnym zacięciu w innym momencie relacji:

Zła organizacja i zwyczajny brak profesjonalizmu po raz kolejny pokazują, że nie potrafimy uczyć się na błędach. Tragedia smoleńska nie dała do myślenia i niedawno po raz kolejny w jednym samolocie znalazło się wielu oficjeli, w tym kilku najważniejszych ministrów.

Z drugiej strony trudno oczekiwać dobrej organizacji w kraju, w którym prawo tworzy się na kolaniepodpisuje w nocy, a oceniać to prawo będzie Trybunał kierowany przez:

  • sędzię, która została oceniona jako niezdolna do awansu do sądu okręgowego z uwagi na fatalną jakość pracy, albo
  • sędziego, który, zanim skasował swoje konto na Twitterze, próbował nie raz zabłysnąć w sposób niekoniecznie licujący z godnością urzędu

Dobra zmiano, gdzieś jest, jeśliś jest?