1. Home -
  2. Finanse -
  3. Zdolność kredytową można sobie "kupić". Wystarczą wyższe odsetki

Zdolność kredytową można sobie "kupić". Wystarczą wyższe odsetki

Negatywna decyzja kredytowa to nic przyjemnego, szczególnie gdy mamy dobrą historię w BIK i od lat korzystamy z usług banku. Michał Wachowski z serwisu Subiektywnie o Finansach postanowił przetestować usługę VeloBanku – VeloFotka – i zapożyczyć się na podstawie zdjęcia etykiety cenowej produktu. Okazało się, że chęć pobrania kilku tysięcy zł potrafi odsłonić przedziwne kulisy bankowych decyzji.

Miłosz Magrzyk29.10.2025 9:49
Finanse

Wygląda więc na to, że zdolność kredytową można „kupić”.

Wysoka punktacja w BIK? I tak nie dostaniesz pieniędzy

Procedura wyglądała banalnie – wystarczyło zrobić zdjęcie, podać dane i poczekać na decyzję. Jednak zamiast promocyjnego kredytu z RRSO 0 proc. przyszedł komunikat: brak zdolności kredytowej. Zaskoczenie było tym większe, że autor ma wysoką ocenę punktową w BIK i często otrzymuje od banków propozycje pożyczek. Zażądał więc wyjaśnienia – bank ma bowiem obowiązek uzasadnić dokonaną przez siebie ocenę zdolności kredytowej wnioskującego.

Odpowiedź przyszła szybko, ale niewiele wniosła. VeloBank stwierdził, że klient „nie ma zdolności kredytowej”, bez konkretów. Niby standardowa formułka, jednak w tym przypadku brzmiała podejrzanie. Czyżby osoba z dobrą historią kredytową nie mogła spłacić raty w wysokości 333 zł miesięcznie?

Brak zdolności kredytowej ma… swoją cenę

Aby sprawdzić, co kryje się za tą odmową, autor złożył drugi, identyczny wniosek kredytowy – tym razem w standardowej procedurze bankowej, a nie przez ofertę VeloFotka. Wynik? Decyzja pozytywna. Ten sam bank, ta sama kwota, ten sam klient, ale inne warunki.

Bank uznał, że klient nie jest w stanie spłacać 333 zł miesięcznie, ale 391 zł już jak najbardziej. Wyszło na to, że zdolność kredytową – przynajmniej w VeloBanku – da się kupić za odsetki bliskie 1400 zł.

Ocena budżetowa czy „specyfika oferty”?

Klient ponownie poprosił o uzasadnienie decyzji – bank rzeczywiście odpowiedział, ale nie w ciągu 30 dni. A właśnie tak powinien postąpić w standardowej procedurze i o takim terminie – jak twierdzi autor – poinformowano go jako potencjalnego kredytobiorcę. W końcu bank przysłał lakoniczne wyjaśnienie. Wskazał, że na ocenę zdolności składają się dwa elementy: ocena budżetowa i ocena jakościowa. W przypadku VeloFotki rzekomo zawiodła ta druga i to z powodu „specyfiki oferty” klient nie otrzymał pieniędzy.

Co to dokładnie oznacza? Tego bank już nie zdradził. Nietrudno się jednak domyślić, że ów produkt nie jest dla każdego – bank chce jak najlepiej zarobić, więc „specyfika” polega zapewne na selekcji klientów. Prawdopodobnie bank odsiewa z w sumie nie do końca korzystnej dla siebie VeloFotki ludzi, u których widzi jakikolwiek potencjał na zaciągnięcie kredytu w standardzie i wyciągnięcie wysokich odsetek.

W teorii więc ocena ma odzwierciedlać realne możliwości finansowe klienta. W praktyce – może zależeć od tego, czy oferta jest dla banku opłacalna. Morał jest prosty: warto pytać i żądać wyjaśnień, bo tylko wtedy można zrozumieć, jak naprawdę działają mechanizmy oceny zdolności kredytowej. A przede wszystkim – nie zawsze „negatywna decyzja” oznacza, że nie stać nas na kredyt.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi