1. Home -
  2. Inwestowanie -
  3. Na Grenlandii i w Wenezueli prawie wojna, a złoto stoi w miejscu. Spokojnie, to tylko księgowość

Na Grenlandii i w Wenezueli prawie wojna, a złoto stoi w miejscu. Spokojnie, to tylko księgowość

Grenlandia, Meksyk, Kolumbia, pojmanie Maduro, amerykańskie wojska przejmujące rosyjski statek – początek 2026 roku wygląda jak scenariusz filmu katastroficznego. W normalnych okolicznościach inwestorzy rzuciliby się na złoto jak na ostatnią deskę ratunku. Tymczasem cena kruszcu nawet nie drgnęła. Czy to koniec złota jako bezpiecznej przystani?

Spokojnie, to tylko księgowość

Brak reakcji na geopolityczny chaos może wydawać się paradoksalny, ale wyjaśnienie jest prozaiczne – i ma niewiele wspólnego z fundamentami rynku. Chodzi o rebalancing, czyli coroczne porządkowanie portfeli inwestycyjnych przez największe fundusze i instytucje finansowe.

Złoto i srebro miały świetny 2025 rok. Tak dobry, że ich udział w portfelach indeksowych znacząco przekroczył zakładane wagi. Kiedy nadszedł styczeń i czas na aktualizację strategii, fundusze musiały mechanicznie sprzedać nadwyżki – szacunkowo od 6 do 7 miliardów dolarów w metalach szlachetnych, głównie przez rynek kontraktów terminowych.

To nie jest sygnał, że inwestorzy przestali wierzyć w złoto. To czysta arytmetyka portfelowa.

Dwa przepływy, które się znoszą

Michał Tekliński z Goldenmark zwraca uwagę na ciekawy mechanizm: w tym samym czasie, gdy fundusze technicznie redukują pozycje, napływa też kapitał szukający bezpieczeństwa w obliczu globalnych napięć. Te dwa przepływy – jeden wymuszony procedurami, drugi napędzany strachem – w dużej mierze się neutralizują. Cena spot stoi w miejscu, jakby nic się nie działo.

Ale to cisza przed burzą, nie zmiana trendu.

Rebalancing powinien zakończyć się około połowy stycznia. Dopiero wtedy rynek będzie mógł w pełni zareagować na to, co dzieje się na świecie. Jeśli napięcia geopolityczne się utrzymają – a niestety nic nie wskazuje na ich złagodzenie – można spodziewać się powrotu złota do roli klasycznej bezpiecznej przystani.

Moim zdaniem złoto nie kłamie, tylko czeka

Historia uczy, że złoto zawsze ostatecznie reaguje na niepewność – czasem z opóźnieniem, ale nigdy nie ignoruje jej na dłuższą metę. Obecna stagnacja to nie słabość kruszcu, lecz techniczny szum, który zamazuje prawdziwy obraz.

Dla inwestorów indywidualnych to może być paradoksalnie dobry moment. Ceny nie są jeszcze napompowane paniką, a fundamenty – narastający chaos, inflacja, napięcia międzynarodowe – pozostają nienaruszone. Kto wierzy w długoterminową wartość złota, ten wie, że takie okna nie trwają wiecznie. Ale oczywiście to tylko moje gdybanie.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi