1. Home -
  2. Prawo -
  3. Znany producent zup kpi z biednych ludzi, którzy kupują ich produkty. Afera zatacza coraz szersze kręgi

Znany producent zup kpi z biednych ludzi, którzy kupują ich produkty. Afera zatacza coraz szersze kręgi

Jak donosi newsweek.com, w ostatnim czasie przedstawiciele firmy Campbell's, jednego z najbardziej rozpoznawalnych producentów zup w puszkach w USA, mogą mieć nie lada kłopoty. Wszystko przez to, że zdecydowali się na wyrażenie szczerej opinii o klientach, kupujących ich produkty. Wiceprezes firmy rzekomo wyśmiewał nie tylko jej konsumentów, ale i indyjskich pracowników.

Mateusz Krakowski09.12.2025 10:44
Prawo

Afera w firmie Cambpell's zatacza coraz szersze kręgi i pokazuje, w jaki sposób producenci podchodzą do swoich klientów

Wszystko zaczęło się od nagrania, na którym słychać osobę, która - mówiąc eufemistycznie - wyraża się nieprzychylnie o klientach firmy:

Mamy g**no dla cholernych biedaków. Kto kupuje nasze g**no? Ja już prawie nie kupuję produktów Campbella. To niezdrowe, skoro wiem, co do cholery w tym jest.

Na ponad godzinnym nagraniu Martin Bally, wiceprezes i dyrektor ds. bezpieczeństwa informacji w firmie Campbell wyraża się także nieprzychylnie o hinduskich pracownikach, którzy według niego "nie potrafią myśleć". Dodaje też, że „nie chcę jeść kawałka kurczaka, który wyszedł z drukarki 3D”.

Firma oczywiście dystansuje się od tego typu twierdzeń. W końcu produkuje produkty raczej dla mniej zamożnych klientów

Firma Campbell's postanowiła wydać oświadczenie, w którym podkreśla, że tego typu wypowiedzi nie idą w parze z wartością i kulturą firmy. Dodatkowo przedstawiciele firmy podkreślili, że są dumni z tego, jakie jedzenie produkują i jakich składników używają do wytwarzania swoich zup w puszkach.

Sprawa jest jednak poważna, gdyż sąd będzie rozpatrywał, czy osoba, która nagrała przedstawiciela firmy Campbell's, została zwolniona w odwecie za zgłoszenie przypadków dyskryminacji i czy nagranie potwierdza twierdzenia o wrogim środowisku pracy. Postępowanie prawne jest w toku w Sądzie Okręgowym hrabstwa Wayne.

Jakie wnioski możemy wyciągnąć z tej sprawy?

Pomimo tego, że na pierwszy rzut oka wydaje się ona błaha, tego typu sprawa pokazuje jak na dłoni obraz kultury korporacyjnej nie tylko w USA, ale także w Europie, Australii i innych krajach szeroko pojętego Zachodu. Panuje w niej zasada – „co innego mówimy, a co innego robimy”. Do czasu, aż sprawa nie wyjdzie na jaw, wtedy stosujemy tzw. damage control i nie przyznajemy się, że wyrażaliśmy się źle np. o naszych klientach, lub powiedzieliśmy prawdę o tym, co znajduje się w naszych produktach spożywczych.

Destrukcyjność tego mechanizmu pokazuje także przypadek osoby, która chce dobra firmy i zostaje zwolniona, ponieważ naruszyła wewnętrzną zmowę milczenia i wywleka sprawy przedsiębiorstwa na światło dzienne.

Nie mówiąc już o tym, jak część elit postrzega biednych konsumentów, często odnosząc się do nich z pogardą, podcinając tym samym gałąź, na której sami siedzą. Kultura korporacyjna jest zatem nadal przesiąknięta nie tylko rasizmem, ale także klasizmem, który często nawet nie jest ukrywany i uderza już jawnie w klientów danych firm.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi