Projekt Nowej Lewicy i związków zawodowych zakłada, że to pracodawca będzie musiał udowodnić, że ma prawo zwolnić działacza związkowego
Nowa Lewica w kwietniu złożyła razem z szeregiem organizacji związkowych projekt ustawy gwarantującej bezpieczeństwo działaczy związkowych. Wśród popierających projekt związków zawodowych można wskazać między innymi "Solidarność", OPZZ i Inicjatywę Pracowniczą. Teraz, jak podaje portal pulsHR.pl, zajmie się nią Sejmowa Komisja Rodziny i Polityki Społecznej. Przytoczył przy tym posłankę Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk, będącą niejako "twarzą" całego projektu.
Najważniejszym założeniem projektu jest to, by bezpodstawne zwolnienie związkowca z pracy stało się niemalże niemożliwe. Rozwiązanie problemu jest bardzo proste. Projekt wprowadza niejako domniemanie niezgodności z prawem rozwiązania umowy o pracę z działaczem związkowym. Pracodawca, by pozbyć się takiego pracownika, będzie musiał udowodnić przed sądem, że rzeczywiście ma prawo go zwolnić.
Na pierwszy rzut oka takie rozwiązanie wydaje się dość problematyczne z czysto logistycznego punktu widzenia. Nie od dziś wiadomo, że sprawy sądowe potrafią trwać naprawdę długo. Na szczęście projekt Nowej Lewicy zakłada specjalną przyspieszoną procedurę rozpatrywania takich spraw.
Miałyby być rozpoznawane w nieprzekraczalnym terminie 4 tygodni. Równocześnie sąd, na wniosek działacza związkowego, miałby zabezpieczyć możliwość kontynuowania przez niego pracy. Co istotne: sprawa byłaby rozpoznawana na posiedzeniu jawnym.
Bezzasadne zwolnienie związkowca to patologia, z którą państwo powinno walczyć z całą surowością
Trzeba przyznać, że projekt Nowej Lewicy ma mocne uzasadnienie. Bezzasadne zwolnienie związkowca tylko po to, by pozbyć się związku zawodowego z zakładu pracy, trudno byłoby nazwać "hipotetycznym". Obowiązujące przepisy teoretycznie chronią działaczy związkowcy przed bezzasadnym zwolnieniem. W praktyce jednak niektórzy pracodawcy decydują się na krok. Jak już wspomniano, sprawy przed sądem ciągną się niekiedy latami. Równocześnie taką nieuczciwą firmę stać na ewentualną wypłatę odszkodowań. To i tak niższy koszt, niż konieczność rezygnacji z modelu biznesowego opartego o wyzyskiwanie pracowników.
Takiego zdania jest chociażby OPZZ. Związek ten w kwietniu opisywał problem w następujący sposób:
Jako przykład pomysłodawcy projektu najczęściej podają przykład Mariusza Ławnika, lidera Niezależnego Związku Zawodowego Pracowników mBanku. Zwolniono go dyscyplinarnie za sam fakt poinformowania pracowników banku o założeniu w nim związku zawodowego. Jak sam przekonuje:
Nie da się ukryć, że każde bezzasadne zwolnienie związkowca objętego ochroną prawa to bardzo poważna sprawa. Z patologiami rynku pracy państwo powinno walczyć z całą surowością. Pytanie jednak, czy projekt Nowej Lewicy i związkowców ma w ogóle szansę na przegłosowanie? Zjednoczona Prawica prawdopodobnie może chcieć przypodobać się związkom zawodowym przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi. Być może jest szansa na wypracowanie w tej sprawie ponadpartyjnego konsensusu.