1. Home -
  2. Nieruchomości -
  3. Analitycy PKO BP: to będzie rok kupującego. Deweloperzy tracą siłę, inwestorzy uciekli z rynku

Analitycy PKO BP: to będzie rok kupującego. Deweloperzy tracą siłę, inwestorzy uciekli z rynku

Wszystko wskazuje na to, że rynek mieszkaniowy wchodzi w fazę, na którą wielu czekało. Najnowsze analizy PKO BP wskazują, że rok 2026 upłynie pod znakiem przewagi kupujących. Duża oferta lokali w połączeniu z wycofaniem się inwestorów sprawia, że deweloperzy tracą dawną pewność siebie. Klienci z gotówką lub zdolnością kredytową zyskują pole do negocjacji, jakiego nie mieli od dawna.

To będzie rok kupującego? Analitycy PKO BP mają dobre wiadomości

Jak można przeczytać w najnowszej analizie ekspertów PKO BP, seria sześciu obniżek stóp procentowych w minionym roku, wsparta prognozami kolejnych dwóch lub trzech cięć w 2026 r., znacząco podniosła zdolność kredytową Polaków. W efekcie rata kredytu w wielu miastach jest już niższa od czynszu.

Analitycy zauważają też, że popyt na zakup nieruchomości wraca, ale zmienił się jego charakter. Na rynek wracają osoby szukające dachu nad głową na własne potrzeby, a nie spekulanci. To "zdrowy", ruch, który nie powoduje już panicznego wykupywania dziur w ziemi. Kupujący mają czas na decyzję, a szeroka oferta rynkowa pozwala im przebierać w lokalizacjach i metrażach. Nadal można zatem mówić o względnej stabilizacji na rynku.

Zdaniem analityków ogromny wpływ na obecną sytuację ma wycofanie się kapitału inwestycyjnego. "Drugi silnik" popytu (bo tak właśnie nazywano często kapitał inwestycyjny), który przez lata napędzał sprzedaż, praktycznie zgasł. Rentowność najmu przestała być atrakcyjna, a rynek paraliżuje niepewność regulacyjna. Co więcej, w przestrzeni publicznej coraz głośniej dyskutuje się o nowych obciążeniach, takich jak podatek katastralny i opłaty od pustostanów czy restrykcje w najmie krótkoterminowym.

W efekcie inwestorzy instytucjonalni i indywidualni wstrzymują się z zakupami. To sprawia, że na rynku pozostaje więcej mieszkań dla klienta indywidualnego, a presja na wzrost cen maleje. W niektórych miastach, takich jak Katowice czy Łódź, czas wyprzedaży oferty wydłużył się drastycznie, osiągając odpowiednio 16 i 8 kwartałów, co świadczy o lokalnej nadpodaży.

Deweloperzy tną podaż, by ratować marże. Z drugiej strony kupujący muszą pamiętać o jednej kwestii

Branża deweloperska nie zamierza jednak bezczynnie patrzeć na spadające słupki sprzedaży. Reakcją firm na mniejszy popyt jest wyraźne ograniczenie nowych inwestycji. Szacuje się, że liczba rozpoczynanych budów spadnie w najbliższym czasie o 15-20 proc., co ma na celu dostosowanie podaży do nowych realiów i wyznaczenie niższego punktu równowagi rynkowej.

Deweloperzy starają się w ten sposób bronić rentowności, zwłaszcza że mierzą się z rosnącą presją kosztową. Wdrażanie nowych warunków technicznych, tzw. ustawy schronowej czy unijnej dyrektywy budynkowej wymuszającej wyższą efektywność energetyczną, nieuchronnie podnosi koszt wytworzenia metra kwadratowego.

Analitycy PKO BP zwracają jednak również uwagę na zmiany demograficzne, które powinny być ostrzeżeniem dla kupujących. Inwestowanie w nieruchomości w mniejszych ośrodkach wiąże się z rosnącym ryzykiem. Wyludniające się miasta powiatowe i płytkie rynki lokalne mogą w przyszłości oznaczać trudności ze zbyciem aktywów. Eksperci prognozują, że za kilkanaście lat domy na prowincji będzie można kupić za złotówkę.

Bezpieczną przystanią pozostają największe aglomeracje i ich obrzeża. Dzięki migracji wewnętrznej i napływowi cudzoziemców wciąż generują one stabilny popyt. Rok 2026 to zatem czas okazji, ale wymagający od kupujących selektywnego podejścia i chłodnej kalkulacji ryzyka lokalizacyjnego.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi