- Bezprawnik -
- Społeczeństwo -
- Ukraina zderusyfikowała internet. Polscy i ukraińscy "turbopatrioci" zamilkli
Ukraina zderusyfikowała internet. Polscy i ukraińscy "turbopatrioci" zamilkli
Okazuje się, że media społecznościowe nie muszą być ściekiem pełnym dezinformacji. Tej sztuki nie dokonało restrykcyjne unijne prawo. Zrobiła to Ukraina w mój ulubiony sposób – za pomocą dronów, które wysadziły rosyjskie centra danych Yandexu.
Dawno nie było tak spokojnego weekendu w social mediach
Wielokrotnie zdarza mi się narzekać na Bezprawniku na stan najpopularniejszych mediów społecznościowych. Nie dość, że boty internetowe rozpanoszyły się tam na dobre, to jeszcze aktywnie wykorzystują je polityczni krzykacze oraz wrogie nam państwa. Dezinformacja polityczna to problem znany od dawna. Czy można go jakoś rozwiązać? Okazuje się, że tak.
Unijne i polskie prawo wciąż nie nadąża za dezinformacją w sieci
Myliłby się jednak ten, kto sądzi, że wysiłki Unii Europejskiej i poszczególnych państw członkowskich przyniosły wreszcie jakieś rezultaty. Słynny EU KIDS Act nie wszedł jeszcze w życie. Polskie rozwiązania zmierzające w tym samym kierunku, zawarte w tak zwanej ustawie o blokowaniu treści w internecie, zdążył już raz zawetować prezydent Karol Nawrocki. Śmiem wątpić, czy niedawna próba przeforsowania tej samej ustawy skończy się czymkolwiek innym.
Pomimo braku postępów europejskich legislatorów, przez weekend internet – nie tylko w Europie, ale i w całym szeroko rozumianym świecie zachodnim – zrobił się nagle dużo spokojniejszym miejscem. Konta nakręcające wzajemną nienawiść i spory pomiędzy narodami oraz różnymi frakcjami politycznymi zamilkły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Dokonała tego Ukraina.
Wszystkie trzy główne superkomputery Yandexu poszły z dymem
W nocy z 7 na 8 października ukraińskie drony uderzyły w centrum danych w Sasowie należące do rosyjskiej firmy IT Yandex. Następnie centrum w Kałudze oberwało 9 października. Wreszcie w nocy z 10 na 11 października przeprowadzono udany atak na trzeci obiekt, który znajduje się we Włodzimierzu.
Tak się składa, że w Sasowie i Włodzimierzu znajdowały się trzy superkomputery należące do Yandexu, które nazwano Lapunow, Czerwononkis i Gałuszkin. Każdy z nich cechowała wydajność rzędu 20–30 petaflopów. Jeden petaflop to kwadrylion (10¹⁵) operacji zmiennoprzecinkowych na sekundę, czyli wartości niewyobrażalne z punktu widzenia użytkowników zwykłych komputerów osobistych.
Zniszczenie tych urządzeń to niezwykle bolesny cios. Ich odtworzenie stanowi karkołomne wyzwanie ze względu na ograniczoną dostępność podzespołów. Nie chodzi mi wyłącznie o sankcje wymierzone w Rosję, ale także o ogromną konkurencję ze strony innych gigantów technologicznych w warunkach bardzo ograniczonej podaży.
Po atakach na centra danych zamilkli polscy turbopatrioci
Co ma wspólnego ukraiński atak na rosyjską infrastrukturę informatyczną ze ściekiem w social mediach? Po atakach nagle zamarła aktywność pewnych bardzo specyficznych kont w mediach społecznościowych w całym zachodnim świecie.
Nagle ucichli polscy turbopatrioci. Ci sami, którzy na wszystkie możliwe sposoby szczują na Ukraińców i deklarują, że „Rosja nie jest moim wrogiem”, a których świat kręci się wokół Wołynia i Stepana Bandery. To nie koniec, bo zniknęły także konta ukraińskojęzyczne szkalujące Polaków.
Utarcie trollom Kremla nosa wyszło trochę przez przypadek
Nie tylko trolle Kremla w polskim internecie spuściły z tonu – poza naszym lokalnym piekiełkiem również zrobiło się spokojniej. Według niektórych danych internetowych harcowników działających na rzecz prorosyjskiej AfD ubyło o 56 proc. Inne źródła sugerują, że w tym samym czasie ubyło kont aktywnie wspierających amerykański ruch MAGA, a więc zwolenników prezydenta Donalda Trumpa.
Niebezpiecznik.pl: zniknęły boty-crawlery, a nie konta w mediach społecznościowych
Perspektywa zniszczenia rosyjskich farm trolli za pomocą kilku dronów brzmi zbyt pięknie, by mogła być prawdziwa. Niestety, taka właśnie jest. Techniczne niuanse skutków ukraińskich ataków wyjaśnia portal Niebezpiecznik.pl:
Tak, ruch rosyjskich rosyjskich botów spadł dramatycznie po 3 zbombardowaniu serwerowni Yandex. Ale to nie są boty-konta-na-twitterze, takie jak @Mariusz092727 piszący głupoty.
Ten spadek ruchu to boty-crawlery albo jak pisze sam cloudflare: znane automaty do spamu / bruteforce po http.
Niewykluczone, że w DC Yandex hostowane były jakieś konta do prowadzenia operacji wpływu w SM, ale musimy Was rozczarować, na rosyjskie „działania hybrydowe” te bombardowania będą miały niewielki jeśli nie zerowy wpływ.
Równocześnie portal przyznaje, że rakiety uderzające w DC są skuteczniejsze niż systemy antyspamowe. Ruch botów spamowych rzeczywiście drastycznie spadł.
Rosjanie najwyraźniej za bardzo polegają na sztucznym budowaniu zasięgów za pomocą botów spamowych
„Rzeczpospolita” w swoich rozważaniach na temat rzeczywistej skuteczności ataku na centra Yandexu powołała się przy tym na Davida Colona – członka grupy badawczej zajmującej się internetem we francuskim CNRS:
Napisał on, że dowodem wpływu zniszczenia serwerów Yandex na rosyjskie boty jest ostatni „fałszywy scenariusz” rosyjskiej grupy Storm1516, skierowany przeciwko francuskiej kampanii prezydenckiej. Ten, opublikowany w piątek 9 października, zdobył zaledwie kilkadziesiąt tysięcy wyświetleń, gdy poprzedni, opublikowany 24 września, zebrał ich miliony w tym samym przedziale czasowym. „Bez swoich botów dezinformatorzy Kremla wypadają blado!” – wskazał Colon.
To ciekawy wątek w sytuacji, gdy eksperci zajmujący się monitorowaniem internetu rzeczywiście nie odnotowali spadku aktywności rosyjskich botów-dezinformatorów. Dlaczego więc nagle przestały nam się rzucać w oczy? Prawdopodobnie rzeczywiście prymitywny spam stanowił narzędzie do sztucznego budowania zasięgów bardziej wyspecjalizowanym botom.
Źródła ukraińskie – do których mimo wszystko warto podchodzić sceptycznie – wskazują przy tym, że Rosjanie od czasu ataków na centra Yandexu borykają się z ogromnymi problemami z internetem. Zapewne to właśnie był główny cel przeprowadzonej przez Ukrainę operacji.
Całe zamieszanie przede wszystkim przypomina o tym, że świat zachodni jest stałym celem rosyjskiej dezinformacji
Wniosek nasuwa się sam: być może ataki na rosyjskie centra danych nie rozwiązują bezpośrednio problemu dezinformacji, ale i tak okazały się skuteczniejsze od dotychczasowych wysiłków zachodnich legislatorów.
Problem ten występuje od lat. Wkrótce po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę zauważyliśmy na Bezprawniku bardzo interesujący fenomen. Konta dotychczas skupione na rozsiewaniu antyszczepionkowej propagandy nagle przerzuciły się na usprawiedliwianie albo wręcz wychwalanie reżimu Putina. Jak wówczas pisał nasz redaktor naczelny:
Jako społeczeństwo zachodnie, jako zachodnie media, w ostatnich latach dawaliśmy zbyt dużo przyzwolenia na głupotę i swobodę eksponowania tej głupoty w imię wolności słowa. Nawet nie spostrzegliśmy, gdy pod płaszczykiem głupoty zakradła się do nas obca agentura, która teraz chce nas zniszczyć od środka.
Ataki na wrogą infrastrukturę cyfrową zamiast kolejnych przepisów
Teraz Ukraińcy podsunęli nam wskazówkę, jak można by pozbyć się tej agentury wpływu. Kluczem okazują się działania ofensywne wymierzone we wrogą infrastrukturę cyfrową. Ataki na Yandex nie naruszyły samych farm trolli? Pełna zgoda. Tyle tylko, że one też gdzieś tam są i aż się proszą o odwiedziny ukraińskiego drona. My zaś możemy w Europie zrobić dużo więcej, by odciąć Rosjan od naszej części internetu.










