Blokada pornografii to potencjalnie tylko wstęp do ścisłej kontroli internetu przez władze

Państwo Społeczeństwo dołącz do dyskusji (148) 15.01.2020
Blokada pornografii to potencjalnie tylko wstęp do ścisłej kontroli internetu przez władze

Rafał Chabasiński

Minister cyfryzacji przekonuje, że przygotowywana przez rząd blokada pornografii oparta o uwierzytelnianie specjalnie generowanym ma być mechanizmem zupełnie anonimowym i niestygmatyzującym. Tylko czy można mu wierzyć, kiedy jednocześnie sugeruje objęcie nim także innego rodzaju stron dla dorosłych?

Udostępnianie małoletnim dostępu do treści pornograficznej to przestępstwo

Już w połowie grudnia premier Mateusz Morawiecki przekonywał o konieczności ograniczenia dostępu dzieci i młodzieży do treści pornograficznych w internecie. W wywiadzie dla radia RMF minister cyfryzacji Marek Zagórski uchylił rąbka rządowych planów zablokowania osobom niepełnoletnim dostępu do tego typu treści do nich nieprzeznaczonych.

Na temat samego zjawiska można mieć różne zdanie.  Nie ulega jednak żadnej wątpliwości, że w świetle art. 202 §2 kodeksu karnego, samo udostępnienie małoletnim treści pornograficznych stanowi przestępstwo zagrożone karą nawet dwóch lat pozbawienia wolności. To samo w sobie stanowi dla organów państwa mocną podstawę do podejmowania prób wprowadzenia ograniczeń  w jakiejś formie.

Blokada pornografii oparta o dostawców przeglądarek internetowych po prostu nie będzie skuteczna

Wiadomo również, że obecnie stosowane rozwiązania są fikcją. Z całą pewnością młodzieży ostrzeżenie, które można „przeklikać”, w najmniejszym stopniu nie powstrzymuje przed uzyskaniem dostępu do tego czego akurat potrzebują. Co gorsza, dla prawodawców, najmłodsi są dzisiaj świetnie zorientowani w sprawach informatycznych. To oznacza, że blokada pornografii musiałaby przyjąć bardziej drastyczny charakter.

I tak minister cyfryzacji przekonuje, że jego zdaniem najlepszym rozwiązaniem byłaby domyślna blokada takich treści. To dostawcy przeglądarek odpowiadaliby za wprowadzenie stosownego mechanizmu. Dopiero skorzystanie ze specjalnie wygenerowanego klucza miałaby uchylić blokadę dla konkretnego użytkownika.

Czy to ma szansę zadziałać? Nie. Na pewno nie w tej formie. Blokada pornografii będzie wówczas możliwa do obejścia albo po prostu dzięki korzystaniu z jednej z wielu niekomercyjnych przeglądarek. Chociażby takich przeznaczonych właśnie do korzystania z internetu bez ryzyka namierzenia, czy innej rządowej ingerencji.

Rządzący muszą równoważyć ochronę małoletnich z prawami osób dorosłych do dostępu do legalnych treści na jakie mają ochotę

Warto jednak także pamiętać, że pornografia sama w sobie jest w zasadzie legalna. Organy państwa z kolei powinny działać w sposób proporcjonalny. To oznacza, że teoretycznie blokada pornografii nie powinna być nazbyt uciążliwa dla pełnoletnich użytkowników internetu. Można mieć wątpliwości, czy posługiwanie się generowanym kluczem takiej nadmiernej dolegliwości nie będzie stanowić.

Co więcej, sugestia, że klucz może generować szeroko rozumiana „strona rządowa” powinna stanowić pewien sygnał ostrzegawczy. Oczywiście, minister Zagórski przekonuje, że celem prac jest stworzenie mechanizmu anonimowego i niestygmatyzującego. Problem w tym, że żeby uzyskać taki klucz – żeby w ogóle jakakolwiek blokada pornografii miała sens – trzeba będzie się w jakiejś formie wylegitymować.

Danie rządowi gotowego narzędzia do blokowania określonego rodzaju treści w internecie brzmi jak bardzo zły pomysł

To oznacza, że dane o samej woli korzystania z pornografii trafiłyby do jakiejś rządowej bazy danych. Można się śmiało spodziewać mechanizmu prawnego nakazującego usuwanie takowych nawet zaraz po wygenerowaniu klucza. Co jednak, jeśli tak się nie stanie? Albo, co gorsza, dane trafią w niepowołane ręce i zostaną potem wykorzystane przeciwko użytkownikowi? Nie jest to scenariusz niemożliwy.

Kolejną wątpliwość budzi sugestia Marka Zagórskiego, by blokada pornografii objęła także inne internetowe aktywności nieprzeznaczone dla niepełnoletnich. Ściślej mówiąc: internetowe sklepy z alkoholem, czy hazard. O ile sama intencja może być nawet szczytna, o tyle pozostaje pytanie: co jeśli rządzący, ci konkretni czy jacykolwiek inni, na tym nie poprzestaną?

Żyjemy w czasach, w których rządy coraz śmielej starają się inwigilować swoich obywateli. Internet zaś stał się jedną z ważniejszych aren walki o prawa obywatelskie. Doskonale rozumieją to reżimy autorytarne. I tak na przykład w trakcie poprzedniej fali antyrządowych protestów, Iran po prostu wyłączył swoim obywatelom dostęp do sieci.

Nawet demokratyczne państwa coraz śmielej starają się kontrolować swoich obywateli za pomocą nowoczesnych metod

Niektóre państwa, takie jak Rosja, pracują nad stworzeniem własnego, zamkniętego internetu. Inne, jak Chiny czy Korea Północna, od dawna takie rozwiązania w jakiejś formie stosują. Państwo Środka zresztą przoduje w elektronicznej kontroli i ocenie własnych obywateli.

Ktoś mógłby pomyśleć, że w krajach zachodnich nic takiego nam nie grozi. Tymczasem Francja w jakimś stopniu stara się przeszczepiać chińskie rozwiązania w zakresie identyfikacji konkretnych osób na podstawie rozpoznawania twarzy. Także nasze służby dysponują zaawansowanym środkiem do inwigilacji obywateli – systemem Pegasus.

Dlatego każda forma manipulacji internetem przez rządy, służby czy inne siły jest potencjalnie niebezpieczna dla wolności obywatelskie. Dzisiaj planowana jest blokada pornografii. Co rząd postanowi zablokować jutro, skoro już będzie miał w ręku gotowe narzędzia?