Rząd potrzebuje pieniędzy na swoje socjalistyczne pomysły. Skąd je weźmie?

Gorące tematy Podatki 09.11.2016
Rząd potrzebuje pieniędzy na swoje socjalistyczne pomysły. Skąd je weźmie?

Udostępnij

Marek Krześnicki

Rząd swoich pieniędzy nie ma – zawsze wydaje cudze. Cudze, czyli nasze – podatników. Zapowiedź Jarosława Kaczyńskiego, że PiS wstrzyma się nieco z kolejnymi, kosztownymi obietnicami, oczywiście cieszy. Pytanie tylko, czy wdrażane obecnie postulaty nie zrujnują budżetu – i tego na 2017 rok, i następnych.

Projekt ustawy budżetowej na 2017 rok trafił już do Sejmu. Rząd przewiduje, że dochody wzrosną 11 miliardów złotych, a wydatki o 16 miliardów złotych. Deficyt budżetowy ma wynieść nieco ponad 59 miliardów złotych, co oznacza wzrost o 8% w stosunku do obecnego roku.

I to jest niepokojące, zwłaszcza, jeśli uwzględnimy korelację deficytu budżetu państwa do PKB. Odnotujemy wówczas niewielki, ale widoczny wzrost.

Wzrost wydatków nie powinien dziwić. Program 500 plus będzie działał przez cały rok, a nie przez większą jego część. Wejść ma w życie reforma edukacji, a przecież zniesienie gimnazjów ma kosztować blisko miliard złotych. Nie zapominajmy też o darmowych lekach dla seniorów i obniżeniu wieku emerytalnego.

Skąd rząd weźmie pieniądze na

budżet 2017?

Podwyżki podatków nie będzie – przynajmniej taki komunikat dostajemy od przedstawicieli rządu na konferencjach prasowych. Co jest oczywistym kłamstwem, bo rząd Beaty Szydło przedłużył „tymczasowe” podwyższenie stawki VAT z 22 do 23%.

Swoją drogą, za wyższą stawkę podatku od towarów i usług Donald Tusk powinien otrzymać jakiś prezent od Jarosława Kaczyńskiego. To byłby piękny przykład solidarności rządzących ponad podziałami, połączonych wspólną troską o polski budżet.

Wciąż nie wiemy, czy ministrowi Morawieckiemu uda się wypracować taką formułę podatku handlowego, która zadowoli unijnych urzędników. Ale wiemy, że sen z powiek byłego prezesa banku BZ WBK spędza co innego:

niska ściągalność podatków

w szczególności podatku VAT. Wprowadzane uszczelnianie systemu podatkowego, skuteczniejsze kontrole skarbowe, wprowadzenie Jednolitego Pliku Kontrolnego – te wszystkie zmiany powodują już w tym roku zwiększenie dochodów z podatków, w szczególności podatku VAT. Dość powiedzieć, że wyeliminowanie patologii na rynku paliwowym zwiększyło dochody do budżetu o ok. 200 mln złotych miesięcznie. Ale to

wciąż mało

zwłaszcza w kontekście przedwyborczych zapowiedzi, z których wynikało, że PiS ma zamiar zwiększyć ściągalność podatków o 20 miliardów złotych. Czy budżet na 2017 r. będzie zasilony taką kwotą?

Pytania w kontekście projektu budżetu na przyszły rok dotyczą też założonego wzrostu gospodarczego – w ustawie budżetowej przyjęto, że tempo wzrostu gospodarki wyniesie 3,6%. Tymczasem, w drugim kwartale 2016 r. wynosi on, wg danych Głównego Urzędu Statystycznego, 3,1%. Wzrost PKB ma o tyle istotne znaczenie, że od niego – pośrednio – zależą wpływy do budżetu z tytułu podatków. To, czy optymistyczne założenia rządu okażą się słuszne, przekonamy się dopiero w praktyce. A perspektywy wzrostu PKB nie są optymistyczne.

Wartość inwestycji polskich firm, mierzona rok do roku, spadła w drugim kwartale tego roku o 4,9%. Słabe nastroje inwestycyjne przedsiębiorców nie powinny dziwić. Niepewność co do pomysłów rządu na podatki (co świetnie pokazuje zamieszanie z podatkiem handlowym) czy – szerzej rozumiana – częsta zmienność prawa nie tworzą dobrego klimatu do wydawania pieniędzy.

Wiecie, jak często nowelizowana była w tym roku ustawa o podatku VAT? 9 razy, a na wejście w życie oczekują 4 kolejne (w 2017 i 2018 r., a pewnie po drodze posłowie coś jeszcze dodadzą):

zrzut-ekranu-2016-11-08-o-20-56-43

A przecież jest jeszcze

ustawa o podatku dochodowym od osób fizycznych, która w tym roku była nowelizowana razy trzydzieści

Bardzo bym chciał, aby Jarosław Kaczyński zapowiedział, że posłowie przystopują z kolejnymi, legislacyjnymi propozycjami. Ja – i mam nadzieję, że Maja Werner również – bardzo chętnie zwiększyłbym im wynagrodzenie, byleby tylko dali nam, Polakom, na jakiś czas spokój.

Fot. tytułowa: Budżet 2017 // Shutterstock