- Bezprawnik -
- Biznes -
- Bursztynowy skarb pod Lublinem. Polska ma własne „złoto”, ale przez lata wolała je importować
Bursztynowy skarb pod Lublinem. Polska ma własne „złoto”, ale przez lata wolała je importować
Odkrycie złóż bursztynu na Lubelszczyźnie ponownie rozbudziło wyobraźnię geologów, przedsiębiorców i samorządowców. W mediach pojawiły się informacje o nowych zasobach, które mogą trafić do eksploatacji. Dla wielu osób bursztyn pozostaje przede wszystkim wakacyjną pamiątką znad Bałtyku. Tymczasem za tym niepozornym kawałkiem skamieniałej żywicy stoi wielomiliardowy rynek, globalny handel i jedna z najbardziej rozpoznawalnych polskich specjalizacji eksportowych.
Paradoks polega jednak na tym, że choć Polska od lat uchodzi za światową stolicę bursztynu, przez dekady zarabialiśmy głównie na jego obróbce, a nie na wydobyciu. Co więcej, znaczną część surowca sprowadzaliśmy z zagranicy. Odkrycia na Lubelszczyźnie mogą to zmienić.
Światowa potęga jubilerska z Gdańska
Polska od wielu lat jest jednym z najważniejszych graczy na światowym rynku bursztynu. Według szacunków branżowych nawet 70–75 proc. światowej biżuterii z bursztynem bałtyckim powstaje właśnie w naszym kraju. Centrum branży pozostaje Gdańsk, który przez ekspertów często nazywany jest światową stolicą bursztynu. Tutaj odbywają się prestiżowe targi Amberif, a polskie firmy jubilerskie eksportują swoje wyroby do Europy, Ameryki Północnej, krajów arabskich i Azji.
Jak podkreślał wieloletni prezes Międzynarodowego Stowarzyszenia Bursztynników Michał Kosior, sukces polskiej branży wynika przede wszystkim z doświadczenia, wzornictwa oraz wysokiej jakości obróbki. To właśnie gotowy produkt, a nie sam surowiec, generuje największą wartość. W praktyce oznacza to, że Polska zarabiała na bursztynie podobnie jak Włochy zarabiają na modzie dzięki marce, projektowaniu i rzemiosłu. Nie dziwi więc, że w każdym rankingu towarów eksportowych bursztyn od lat zajmuje wysoką pozycję.
Lubelszczyzna zamiast Bałtyku
Dla wielu osób może być zaskoczeniem, że jedne z najbardziej perspektywicznych złóż bursztynu znajdują się nie na Pomorzu, lecz na Lubelszczyźnie. Co ciekawe, odkryto je w dużej mierze przypadkowo. Geolodzy natrafili na bursztyn podczas prowadzonych przed laty poszukiwań gazu łupkowego. W czasie, gdy Polska liczyła na powtórzenie amerykańskiej rewolucji łupkowej, wykonywane odwierty ujawniły obecność znacznych pokładów bursztynu. Paradoksalnie więc projekt, który miał przynieść Polsce nowe źródło energii, doprowadził do odkrycia jednego z najcenniejszych krajowych surowców jubilerskich.
Dziś nie są to już wyłącznie teoretyczne szacunki. Spółka White Amber uzyskała koncesję na wydobycie bursztynu w gminie Niedźwiada, a na rynku działa również Stellarium, które rozwija projekty związane z przemysłową eksploatacją złóż.
Zasoby, które biją wybrzeże na głowę
Skala zasobów robi wrażenie. Według danych geologicznych spośród około 3,5 tys. ton udokumentowanych krajowych zasobów bursztynu zdecydowana większość znajduje się właśnie na Lubelszczyźnie. Największe złoże – Niedźwiada II – zawiera ponad 2 tys. ton bursztynu, a kolejne, Górka Lubartowska, blisko tysiąc ton.
Dla porównania najbardziej znane udokumentowane złoża na polskim wybrzeżu liczone są w dziesiątkach ton. Oznacza to, że zasoby Lubelszczyzny są wielokrotnie większe od tych rozpoznanych nad Bałtykiem. To właśnie dlatego coraz częściej mówi się o powstaniu nowego bursztynowego zagłębia Polski. Jeżeli wydobycie będzie rozwijane na większą skalę, region może zyskać nie tylko nowe miejsca pracy, ale także szansę na przyciągnięcie inwestorów związanych z przetwórstwem i handlem bursztynem.
Dlaczego nie wydobywaliśmy własnego bursztynu?
Skoro Polska posiada tak duże zasoby, dlaczego przez lata sprowadzała bursztyn z zagranicy? Najprostsza odpowiedź brzmi: przez względy ekonomiczne. Wydobycie bursztynu jest znacznie bardziej skomplikowane, niż mogłoby się wydawać. Konieczne są kosztowne odwierty, dokumentacja geologiczna, decyzje środowiskowe oraz uzyskanie koncesji na podstawie przepisów Prawa geologicznego i górniczego.
Sytuacji nie ułatwiały też zapowiadane wcześniej zmiany fiskalne — swego czasu głośno było o planach, w wyniku których podatek wzrośnie o 8000 procent, co mogłoby podkopać opłacalność legalnego wydobycia. Dodatkowo inwestor nigdy nie ma stuprocentowej pewności, ile surowca faktycznie znajduje się pod ziemią. W efekcie przez lata znacznie łatwiej było kupować bursztyn za granicą niż ryzykować wielomilionowe inwestycje w Polsce.
Rosja rozdawała karty
Przez dekady najważniejszym źródłem bursztynu dla europejskiej branży pozostawał obwód kaliningradzki. To właśnie tam znajduje się największa na świecie kopalnia bursztynu, odpowiadająca za znaczną część globalnej produkcji. Rosyjski surowiec trafiał również do polskich przedsiębiorców.
Sytuacja zmieniła się po wybuchu wojny w Ukrainie i nałożeniu sankcji gospodarczych. Dostęp do rosyjskiego bursztynu stał się znacznie trudniejszy, a przedsiębiorcy zaczęli poszukiwać alternatywnych źródeł dostaw. Właśnie dlatego krajowe złoża zaczęły być postrzegane nie tylko jako szansa biznesowa, ale również element bezpieczeństwa surowcowego całej branży.
Chiny pokochały polski bursztyn
Jeszcze dwie dekady temu głównymi odbiorcami polskiej biżuterii bursztynowej byli przede wszystkim Europejczycy i Amerykanie. Dziś coraz większe znaczenie ma Azja. Szczególną rolę odgrywają Chiny, gdzie bursztyn bałtycki jest postrzegany jako symbol luksusu, prestiżu i dobrobytu. Duże, naturalne bryły osiągają tam ceny wielokrotnie wyższe niż w Europie. W szczytowym okresie chińskiego boomu ceny niektórych odmian bursztynu wzrosły nawet kilkukrotnie.
Eksporterzy przyznawali, że popyt z Państwa Środka stał się jednym z głównych motorów napędzających całą branżę. Właśnie dzięki eksportowi do Azji wiele polskich firm mogło rozwijać działalność mimo rosnących kosztów i problemów z dostępem do surowca. Aby dotrzeć do klientów na drugim końcu świata, kluczowe okazały się przy tym szybkie usługi kurierskie, dzięki którym niszowy towar znajduje nabywców niemal wszędzie.
Czy bursztyn może stać się drugim KGHM?
Choć odkrycia na Lubelszczyźnie są ważne, bursztyn nigdy nie stanie się dla Polski tym, czym miedź dla KGHM czy ropa dla Norwegii. Skala rynku jest po prostu zbyt mała. Nie oznacza to jednak, że mówimy o niszowym biznesie. Wartość polskiej branży bursztynniczej liczona jest w setkach milionów euro rocznie, a sektor daje zatrudnienie tysiącom osób – od geologów i jubilerów po projektantów i eksporterów.
Największe pieniądze nadal nie będą pochodziły z samego wydobycia. Tak jak w przypadku diamentów czy złota, kluczowe znaczenie ma przetworzenie surowca i stworzenie produktu o wysokiej wartości dodanej. Zresztą sam surowiec bywa dodatkiem podnoszącym prestiż innych wyrobów — bursztynu używa się choćby przy zdobieniu monet kolekcjonerskich.
Prawdziwy skarb nie leży pod ziemią
Odkrycie pod Lublinem przypomina o czymś, o czym często zapominamy. Surowce naturalne same w sobie nie tworzą bogactwa. Historia gospodarcza świata pokazuje, że najwięcej zarabiają nie ci, którzy wydobywają, lecz ci, którzy potrafią przekształcić surowiec w markę rozpoznawalną na całym świecie.
Polska już dziś jest takim przykładem. To nie kopalnie, lecz jubilerzy, projektanci i eksporterzy sprawili, że bursztyn stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich produktów. Warto jednak pamiętać, że polityka surowcowa państwa potrafi zaważyć na losie całych branż — pokazuje to choćby przypadek opłaty miedziowej, która przez lata zniechęcała inwestorów do wydobycia miedzi w Polsce.
Co znamienne, największe odkrycie bursztynu w Polsce było efektem poszukiwań zupełnie innego surowca. Projekt gazu łupkowego nie przyniósł oczekiwanej rewolucji energetycznej, ale pozostawił po sobie wiedzę geologiczną, która dziś może pomóc stworzyć nową specjalizację gospodarczą Lubelszczyzny.
Jeżeli wydobycie będzie się rozwijać, Polska może nie tylko utrzymać pozycję światowego lidera w obróbce bursztynu, ale również stopniowo uniezależniać się od zagranicznych dostaw surowca. A to może okazać się znacznie cenniejsze niż sam bursztyn.

