Czy Messi może rozwiązać kontrakt z Barceloną? Tego nie wie nikt, ale pogdybajmy

Biznes dołącz do dyskusji (11) 26.08.2020
Czy Messi może rozwiązać kontrakt z Barceloną? Tego nie wie nikt, ale pogdybajmy

Jakub Kralka

Od wczoraj co najmniej 5 osób zapytało mnie o to czy Messi naprawdę może odejść za darmo z FC Barcelony. Moja odpowiedź brzmiała zawsze: nie wiem i mam wrażenie, że prawnicy Messiego oraz Barcelony też do końca tego nie wiedzą.

Żeby powiedzieć cokolwiek sensownego w temacie kontraktu argentyńskiej gwiazdy z klubem, trzeba by było poddać go wnikliwej analizie. Rzecz w tym, że nawet sama analiza dokumentu może nam nie przynieść właściwych odpowiedzi, skoro już teraz wiemy, że ewentualne rozwiązanie kontraktu stało się osią sporu prawnego.

Leo Messi vs Barcelona – co wiemy na pewno lub prawie na pewno?

Kontrakt Leo Messiego z klubem wygasa w czerwcu 2021 roku. Argentyńczyk posiada też klauzulę w wysokości 700 milionów euro, co oznacza, że jeżeli jakiś klub zaoferuje Barcelonie takie pieniądze, ta nie będzie miała nic do powiedzenia i będzie musiała zezwolić na rozmowy napastnika z nową drużyną. Na pewno wiemy też, że nikt nie zaoferuje za Leo Messiego 700 milionów euro, ani nawet połowy tej kwoty. Klauzule w hiszpańskich kontraktach wpisywane być muszą, więc po prostu wpisuje się absurdalne kwoty. Faktem jest też, że do Barcelony wpłynął faks od Leo Messiego rozwiązujący kontrakt z klubem, a akurat Hiszpanie faksem załatwiają urzędowe sprawy, więc nie ujmuje to w ogóle powagi sytuacji. Wiemy też wreszcie, że Leo Messi posiadał w swoim kontrakcie opcję  jednostronnego wypowiedzenia umowy klubowi, choć w ograniczonym zakresie.

Czy Messi mógł za darmo odejść z Barcelony? Tak

Nie wiemy natomiast dokładnie jak ta możliwość była skonstruowana. Z przekazów medialnych możemy wnioskować, że treść kontraktu wskazywała, iż Leo Messi może jednostronnie wypowiedzieć kontrakt przed 10.06.2020 r. Jeśli tego nie zrobi – traci taką możliwość. Skąd taka opcja w umowie? Bo to Leo Messi, jeden z najwybitniejszych piłkarzy w historii. Żaden normalny klub by się na takie postanowienie ze zwykłym piłkarzem nie zgodził. No, chyba że byłby naprawdę pod ścianą (jak np. Wisła Kraków w przypadku Aleksandra Buksy) Wszak potencjalnie rezygnuje się tu ze 100-200 milionów euro uzyskanych z transferu. A dlaczego tylko do 10.06.2020 r.? Tutaj z kolei FC Barcelona zabezpieczyła swoje interesy, by nagle Leo Messi nie oświadczył pod koniec sierpnia, że on jednak odchodzi. Drużyna zostałaby bez napastnika, swojej największej gwiazdy i trudno byłoby im znaleźć oraz wkomponować w zespół następcę.

I nagle nadszedł koronawirus. I nic nie wiemy

I mamy koniec sierpnia, a tak naprawdę sezon dopiero kilka dni temu skończył się – szczęśliwym dla Polaków w osobie Roberta Lewandowskiego – finałem (czytaj też: Dlaczego Polacy powinni kibicować Robertowi Lewandowskiemu?). Dobry prawnik przewidzi wiele sytuacji w trakcie pisania umowy, ale czy piłkarz lub klub mieli aż tak dobrych prawników, by przewidzieć – nawet nie pandemię – możliwe przedłużenie sezonu?

Tego nie wiemy. Jest to możliwe, ale nie wiemy czy kontrakt przewiduje takie rozwiązanie.

Nie wiemy też dokładnie czy kontrakt jasno wskazywał datę możliwego wypowiedzenia kontraktu przez Messiego jako 10.06.2020 r. Może tak naprawdę wskazywał termin iluś dni po ostatniej kolejce Primera Division? Albo iluś dni po finale Champions League (pierwotnie 30.05.2020 r.)? A może Leo Messi miał prawo się dookreślić maksymalnie 2 tygodnie przed swoimi 33. urodzinami (24.06.2020 r.)? Możliwości ukształtowania tego uprawnienia było wiele więcej, trudno też oceniać jakimi zmiennymi było one obwarowane – tych przecież mogło być również kilkadziesiąt.

Messi sięga po rebus sic stantibus?

Dlatego też wszystkie próby analizy tego złożonego problemu są ciekawe, natomiast należy podchodzić do nich z ograniczonym zaufaniem, ponieważ hipotetyczny punkt 18, podpunkt c kontraktu może całkowicie zmieniać obraz internetowej dyskusji.

Gdyby jednak bazować na przekazach medialnych, które są najbardziej pewne rozwiązania z nieprzekraczalną i twardo zapisaną datą „10.06.2020 r.”, to należy przyjąć, że prawnicy Messiego prawdopodobnie zdecydowali się powołać na hiszpański odpowiednik zasady rebus sic stantibus. W polskim prawie wygląda ona w ten sposób.

Jeżeli z powodu nadzwyczajnej zmiany stosunków spełnienie świadczenia byłoby połączone z nadmiernymi trudnościami albo groziłoby jednej ze stron rażącą stratą, czego strony nie przewidywały przy zawarciu umowy, sąd może po rozważeniu interesów stron, zgodnie z zasadami współżycia społecznego, oznaczyć sposób wykonania zobowiązania, wysokość świadczenia lub nawet orzec o rozwiązaniu umowy. Rozwiązując umowę sąd może w miarę potrzeby orzec o rozliczeniach stron, kierując się zasadami określonymi w zdaniu poprzedzającym.

Można śmiało założyć, że w chwili podpisywania kontraktu obie strony przyjęły założenie, że 10.06.2020 r. będzie już po sezonie, a Leo Messi podejmie decyzję dotyczącą swojej przyszłości w sposób komfortowy dla siebie i dla klubu. Tak jednak z racji bardzo nadzwyczajnych okoliczności się nie stało. Gdyby literalnie traktować postanowienia kontraktu według wersji, którą przedstawiają nam media, Leo Messi w tym roku odszedłby jednostronną decyzją z Barcelony w połowie sezonu ligi hiszpańskiej oraz Ligi Mistrzów. Dopiero by było (choć oczywiście pewnie w czerwcu Argentyńczyk nie był aż tak zdeterminowany do odejścia)! Zakładam, że prawnicy piłkarza chcą wykorzystać tę nadzwyczajną zmianę stosunków do przywrócenia jego możliwości zerwania kontraktu. Czy to się uda – trudno powiedzieć, z reguły sprawy dotyczące klauzul rebus sic stantibus są bardzo trudnymi sprawami o sporym marginesie ocennym.

Będzie ugoda i niższa klauzula Messiego?

Z tego też względu mam pewne przekonanie, że Leo Messi odejdzie z Barcelony po cenie „rynkowej”. Kiedy w mojej ocenie najlepszy piłkarz w historii – Cristiano Ronaldo – odchodził do Juventusu, był w wieku Messiego. Włosi zapłacili za niego 117 milionów euro. Konflikt Messiego z Barceloną może zostać rozwiązany w podobny sposób, czyli ktoś (prawdopodobnie Manchester City) zapłaci za niego kwotę w okolicy 100 milionów euro, rozwiązując problem sporu z klubem, względnie satysfakcjonując wszystkie strony. Ta kwota może być nawet trochę wyższa, bo otoczenie Messiego prawdopodobnie będzie chciało zamanifestować  domniemaną wyższość nad Cristiano Ronaldo – np. sięgając 120 milionów euro, co oczywiście jest wielkim osiągnięciem, ponieważ postpandemiczny rynek znacząco obniżył wyceny piłkarzy.

Oczywiście nie twierdzę, że „tak będzie”, natomiast ten scenariusz wydaje mi się przykładem ugody, która szybko może usatysfakcjonować Leo Messiego, FC Barcelonę i Manchester City – przy założeniu, że całej historii z odejściem nie da się już odwrócić, a według przecieków medialnych Argentyńczyk nie ma już czasu, by czekać na budowę nowej wielkiej Barcelony.

W tym miejscu artykuł się w zasadzie kończy. Reszta już tylko dla wybitnie zainteresowanych.

Czy chciałbym Leo Messiego w Interze Mediolan?

Ponieważ Bezprawnik to blog, a niektórzy czytelnicy czasami wypominają mi nawet poczynania mojej ulubionej drużyny (zabawne, że zwykle przypomina im się o tej sympatii, kiedy Inter przegrywa), pozwolę sobie też na kilka akapitów „prywaty”. O Serie A poza Eleven Sports się wiele w Polsce nie mówi, jak popularnym stacjom przychodzi komentować poczynania Interu to goście w studiu zastanawiają się czemu w bramce nie stoi Julio Cesar, może więc warto nakreślić kilka słów tytułem kontekstu.

Interowi kibicuję od 1998 roku, od nieocenionej redakcji Bezprawnika dostałem nawet ostatnio taki oto piękny prezent urodzinowy w postaci dedykowanej meczówki:

I mimo to jestem bardzo nieprzekonany do transferu Leo Messiego do Interu

Zdaniem bukmacherów faworytem do pozyskania Argentyńczyka jest Manchester City. Na drugim miejscu – w ich szacunkach – znajduje się Inter Mediolan, który faktycznie wyraża subtelne zainteresowanie. Jak to możliwe, że po drugiego najlepszego piłkarza w historii zgłasza się klub, który jeszcze do niedawna miał problemy z zakwalifikowaniem się do gry w Lidze Mistrzów?

Nad Interem z 2010 zawisła kumulacja wszystkich możliwych tragedii – odejście Mourinho, szatnia pełna wypalonych graczy na sutych kontraktach, kryzys gospodarczy we Włoszech czy wreszcie finansowe fair play mocno ograniczające archaiczny sposób funkcjonowania włoskiego futbolu. Wiele osób nie docenia roli indonezyjskiego biznesmena Erica Thohira, który kupił klub będący w rozsypce, nieco uporządkował, a następnie odsprzedał z zyskiem chińskiej grupie Suning. Sprzedaż drużyny Chińczykom przyszła nieoczekiwanie, ale spośród wszystkich egzotycznych inwestorów, z którymi boryka się europejska piłka, Inter trafił naprawdę świetnie. Ambitni, poważni ludzie znad Excela, którzy chcą w Mediolanie stworzyć rentowną i – w odróżnieniu od paru angielskich potęg – wygrywającą korporację.

W konsekwencji po latach posuchy narodził się w Interze rokujący projekt sportowy, którym administrują wybitni w swoich dziedzinach eksperci od marketingu (ściągani np. z Coca-Coli i MTV), zarządzania klubem (Marotta) czy wreszcie treningu (Pintus, Conte). Giuseppe Marotta to zresztą chyba największy obecnie zasób Nerazzurrich, twórca potęgi Juventusu, znany z przeprowadzania niezwykle opłacalnych transferów w promocyjnych cenach. Sprowadzenie z wolnego transferu Leo Messiego byłoby tylko kropką nad „i” dla ostatniej jego dekady pełnej sukcesów menedżerskich w obu włoskich drużynach.

Leo Messi w Interze jest możliwy, ale czy potrzebny?

Dlaczego Leo Messi w Interze jest możliwy? To nie będzie łatwe, ja tylko wskazuję, że jest fizycznie możliwe. Klub uzyskał stabilizację finansową, a do tego ma bardzo duży potencjał do rozwoju. Każda drużyna ma swoje cykle. Ten FC Barcelony się kończy, natomiast nowy cykl Interu niewątpliwie dopiero zaczyna. To z kolei przyciągnie wielu ciekawych sponsorów.

Akurat kończą się umowy Interu zawierane w czasach, gdy klub miał problem z kwalifikacją nawet do Ligi Europy, zaś motorem napędowym drużyny był Rodrigo Palacio, a nie Romelu Lukaku, Nicolo Barella, Christian Eriksen, Achraf Hakimi czy Stefan de Vrij. Na tapecie jest więc wymiana charakterystycznego Pirelli na np. będącego w orbicie zainteresowań i znacznie hojniejszego Samsunga czy potencjalna renegocjacja kontraktu z Nike, który zapewne chciałby zatrzymać w swojej stajni Leo Messiego (Manchester City ubiera Puma), a którym i tak musi dzielić się z Adidasem. Wreszcie, za Interem stoją miliony możliwości płynących z Chin, gdzie Suning Group prowadzi swoje liczne lukratywne biznesy.

Serie A przyciąga gwiazdy europejskiej piłki dzięki nowym przepisom podatkowym, które w bardzo preferencyjny dla zagranicznych milionerów sposób ściągają zagraniczny kapitał do kraju. To wbrew krytyce świetny pomysł, bo 10% ze 100 milionów to nadal znacznie więcej od zera. Dzięki temu kluby są w stanie konkurować wysokością kontraktów z Hiszpanią czy Anglią, co jeszcze kilka lat temu nie było możliwe. Więc tak – uważam, że Inter teoretycznie stać na Leo Messiego.

Natomiast teoretycznie było stać na Cristiano Ronaldo również Juventus, a jednocześnie klub ewidentnie zaczął teraz oszczędzać pieniądze, nie szaleje na rynku transferowym, a Andrea Pirlo jest ponoć trenerem z wariantu „ekonomicznego”. No więc niby stać, a jednak kosztuje.

Piłka nożna to Grecja i Leicester

Kochamy piłkę nożną za to, że nawet pomimo astronomicznych pieniędzy, nie gwarantują one sukcesu. Pomagają, ale nie gwarantują. Massimo Moratti czy Roman Abramowicz wygrali Ligę Mistrzów akurat w sezonach, gdy – jak na siebie – byli względnie spokojni na rynkach transferowych (przynajmniej pod względem bilansu). Trofeum dalej jest nieosiągalne dla Manchesteru City i PSG. A jednocześnie pamiętamy przecież, gdy w innych rozgrywkach zwyciężały drużyny będące outsiderami, chyba wszyscy mamy w głowie kompletnie nieoczekiwane sukcesy Grecji czy Leicester. To jest potęga piłki, nie trzy tytuły z rzędu Realu Madryt.

Leo Messi może pomóc w zdobywaniu trofeów, ale wcale nie musi. Barcelona już od kilku lat nie wygrała Ligi Mistrzów pomimo drużyny zbudowanej wokół Leo Messiego. Argentyńczyk niby odchodzi z Hiszpanii, ale czy hiszpański klub aż tak wiele pod względem sportowym ma do stracenia? Bez wątpienia mocna reprezentacja Argentyny od lat notuje upokorzenia pomimo obecności Leo Messiego w składzie.

A czasem obserwując poczynania Barcelony czy Argentyny, zastanawiam się czy Argentyńczyk bardziej swoimi umiejętnościami tym drużynom pomaga, czy jednak przeszkadza utrudniając współpracę z trenerami (wszyscy pamiętamy pucz wobec selekcjonera w trakcie mundialu 2018) lub wskazując preferencje co do kolegów z szatni. Weźmy jeszcze do tego kapryśnego Antonio Conte, który sprawia wrażenie człowieka gotowego pokłócić się samemu ze sobą czy liczne wątpliwości gdzie tak naprawdę wkomponować Messiego w taktykę 3-5-2, gdzie dość mocno obsadzona jest pozycja napastnika i ofensywnych pomocników (to by oznaczało konieczność posadzenia na ławce kogoś naprawdę drogiego lub zdolnego).

Messi dla Pepchesteru City

Zupełnie poważnie obawiam się czy Messi, pomimo niezaprzeczalnej klasy sportowej, mediolańskiego projektu nie przywróciłby do punktu wyjścia sprzed kilku lat – pod względem organizacyjnym i finansowym. Jednocześnie Manchester City to sprawdzony Pep Guardiola oraz styl taktyczny odpowiadający Argentyńczykowi. W mojej ocenie to byłoby o wiele lepsze rozwiązanie dla wszystkich zainteresowanych. No i na szczęście – na tę chwilę ten kierunek jest bardzo prawdopodobny.

Przypomina mi to zresztą jak kilka lat temu pewien chiński producent telefonów szaleńczo zabiegał o to, by porównywać ich z Samsungiem i LG. Wszyscy pukali się w czoło, bo w tamtym czasie wyraźnie przegrywali na prawie każdej płaszczyźnie. „Ale przynajmniej jesteśmy porównywani z najlepszymi”. Niewykluczone więc, że Beppe Marotta dopinający w chwili pisania tego tekstu transfer włoskiego supertalentu Sandro Tonallego, rozkoszuje się marketingowo bezcennymi pogłoskami o „Messim w Interze”, ani przez moment poważnie nie myśląc o sprowadzeniu argentyńskiego napastnika.