Nasza czytelniczka pisze, że ktoś kopnął jej psa, ale bała się zareagować, bo pies nie miał kagańca i nie był na smyczy

Codzienne Gorące tematy Zbrodnia i kara dołącz do dyskusji (175) 04.07.2020
Nasza czytelniczka pisze, że ktoś kopnął jej psa, ale bała się zareagować, bo pies nie miał kagańca i nie był na smyczy

Paweł Mering

Czytelniczka zwróciła się do nas z wiadomością, w której opisała dosyć pospolitą sytuację. Puściła psa wolno, spuszczając go ze smyczy, ten podbiegł do przechodnia, który następnie zwierzę kopnął, a następnie zwyzywał właścicielkę. Całość zdarzenia pokazuje jednak wiele prawniczych zagadnień.

Czy można kopnąć psa?

Jedna z naszych czytelniczek napisała na redakcyjnego e-maila z prośbą o jakąś wskazówkę, co do zdarzenia, które dotknęło ją i jej psa relatywnie niedawno. Nie chcę tutaj oczywiście deprecjonować kobiety, natomiast kilkukrotnie zastanawiałem się, czy aby nie jest to jeden z akademickich kazusów, prezentowanych studentom prawa na początku ich edukacji. Treść wiadomości została przeredagowana tak, aby łatwiej się ją czytało

Byłam dziś na spacerze z moją sunią, pies mały, po schronisku, lgnie do ludzi. Rano z reguły puszczam ją na chwilę bez smyczy. Dziś pobiegła do faceta jakby go z kimś pomyliła, merdała ogonem, położyła się, żeby ją głaskał, a on uderzył ją czymś (była wysoka trawa i nie widziałam czym) tak, że pobiegła z 200 metrów z piskiem. Nie wezwałam Policji bo obawiałam się mandatu za to, że pies jest bez smyczy.

Czy można coś z tym zrobić po czasie? Dopiero teraz sprawdziłam, że pies nie może być bez smyczy. Ten człowiek wyzywał mnie w dodatku od k[ciach]ew, dzi[ciach]ek, etc. Ja pytałam, dlaczego to zrobił, a on tylko, że „kundel powinien być na smyczy”. Dodam, że moja Molly boi się od sylwestra wychodzenia na dwór, a teraz nie wiem, czy w ogóle wyjdzie.

Co się właściwie stało? Do mężczyzny pobiegł pies, następnie z piskiem od niego uciekł, a ów mężczyzna zwyzywał właścicielkę zwierzaka, używając słów oczywiście niecenzuralnych (z tych najbardziej). Kobieta domniemuje, bo nie widziała zdarzenia, że Molly została kopnięta, a powodem ataku na psa był fakt, że nie był on na smyczy.

Bardzo ciekawy stan faktyczny

Czytając przesłany opis zdarzenia nasuwa się kilka pytań, które zapewne stawia sobie – i nam – nasza czytelniczka.

  • Czy zwierzę musi być na smyczy, a jak nie jest, to czy można kopnąć psa?
  • Czy wyzwanie kogoś od k[ciach]y może być podstawą do wyciągnięcia konsekwencji prawnych?

A także, co chyba najciekawsze:

  • Czy nieznajomość prawa szkodzi?

Takich zagadnień można mnożyć wiele. Warto zacząć od pierwszego pytania, tj. czy wyprowadzanie psów bez smyczy jest w ogóle legalne. Tę kwestię szczegółowo opisał Tomek Laba i do jego tekstu odsyłam, ale – syntetyzując – art. 10a ustawy o ochronie zwierząt wprost stanowi, że

Zabrania się puszczania psów bez możliwości ich kontroli i bez oznakowania umożliwiającego identyfikację właściciela lub opiekuna

Za powyższe wykroczenie grozi grzywna do 5000 złotych. Jeżeli zwierzę przez fakt jego nietrzymania na smyczy powoduje zagrożenie, to kara może być surowsza. W wypadku, gdy zagrożenie się ziści i zwierzę spowoduje – na przykład – uszkodzenie ciała, to czyn może być nawet przestępstwem. Właścicielowi zwierzęcia może się co najwyżej wydawać, że je dobrze zna, więc fakt, że „piesek nie gryzie”, za wiele nie zmienia.

Czy można kopnąć psa?

Uderzenie zwierzęcia jest zasadniczo przestępstwem. Artykuł 6 ust. 1a ustawy o ochronie zwierząt wprost stanowi, że

zabrania się znęcania nad zwierzętami.

Ustęp 2 stanowi z kolei, że

przez znęcanie się nad zwierzętami należy rozumieć zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień […]

Ustawodawca wskazuje w dalszej części ustawy kilkanaście przykładów znęcania się nad zwierzętami. Jest to jednak katalog otwarty i nawet zachowania niewskazane w ustawie, jeżeli skutkują pojawieniem się bólu u zwierzęcia, stanowią znęcanie się. Samo takie zachowanie jest przestępstwem. Artykuł 35 ust. 1 i 1a rzeczonej ustawy stanowią, że:

1. Kto zabija, uśmierca zwierzę albo dokonuje uboju zwierzęcia z naruszeniem przepisów […]
podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

1a. Tej samej karze podlega ten, kto znęca się nad zwierzęciem.

Można zatem uznać, że kopnięcie psa, jak i każdego innego kręgowca, które skutkuje zadaniem bólu, jest przestępstwem.

Ale czy zawsze? Może jednak czasami można kopnąć psa?

Zarówno ustawa o ochronie zwierząt, jak i sam Kodeks karny stanowią, że w pewnych wypadkach można – na przykład w stanie wyższej konieczności – poświęcić dobro niższej wartości, by uratować dobro wyższej wartości. Jeżeli zwierzę zagraża człowiekowi, to prawo oczywiście pozwala na zastosowanie pewnych środków, by niebezpieczeństwu zapobiec.

Zagrożenie musi być jednak m.in. bezpośrednie. Sam fakt, że do przechodnia podbiega zwierzę i nie zachowuje się agresywnie, w żadnym wypadku nie jest podstawą, by używać siły fizycznej.

Z kolei oczywistym przestępstwem jest zwyzywanie kobiety od k[ciach]ew. Takie zachowanie wypełnia przesłanki znieważenia, które jednak ścigane jest z oskarżenia prywatnego.

Warto też odnieść się do kwestii nieznajomości prawa w zakresie obowiązku trzymania psa na smyczy przez naszą czytelniczkę. Nieznajomość prawa zasadniczo szkodzi, zgodnie ze słynną paremią ignorantia iuris nocet. Są oczywiście pewne okoliczności, gdy nieznajomość obowiązujących przepisów może spowodować złagodzenie odpowiedzialności, jak i nawet jej uchylenie. Jednakże odniesieniu do właściciela zwierząt znajomość podstawowych regulacji jest oczywiście wymagana.

Próbując spiąć klamrą wszystko powyższe – stan faktyczny jest tak nieostry, ze trudno dokonywać jakichkolwiek rozstrzygnięć. Zakładając, że zdarzenie wyglądało tak, jak ukazała to czytelniczka, można uznać, że bezzasadne uderzenie zwierzęcia mogłoby zostać zakwalifikowane jako przestępstwo, podobnie jak znieważenie jego właścicielki. Nieodpowiednie trzymanie zwierzęcia jest „tylko” wykroczeniem, które również prawdopodobnie miało miejsce.

175 odpowiedzi na “Nasza czytelniczka pisze, że ktoś kopnął jej psa, ale bała się zareagować, bo pies nie miał kagańca i nie był na smyczy”

  1. Obowiązek trzymania kilku-kilogramowego i zaszczepionego ratlerka na smyczy poza bliskim sąsiedztwem ulicy, to przerost formy nad treścią. Co niektórzy najchętniej popuściliby w pieluchy z tego nadęcia, że ich zwierzak piachem pobrudzi.

    • Dla mojego syna 2L takie g…o to spore stworzenie. Jak takie g obszczekalo mi syna też baba dostała opr konkretny. I już trzyma szczura na smyczy jak idzie obok mojego domu :).

      • Raczej gowno jak wskazales to wlasciciel ktory nie trzyma psa na smyczy. A dla psa tak samo twoj syn moze byc takim duzym g….m

        • Nie ale nie dopuszczam żeby mój syn do kogoś podbiegł i go ugryzł lub coś mu zniszczył. Kiedyś pies mnie ugryzł i gdyby to zdarzenie zostało nagrane to do 0.5 s przec ugryzieniem był to nieagresywny pies który po prostu znajdywał się w mojej okolicy. I ugryzienie nie było związane z moim zachowaniem wobec zwierzęcia, po prostu nagle mu odwaliło.
          Niestety właściciele psów często lubią myśleć że mamy identyczna z nimi pewność co do stanu ich zwierzaka. Dlatego gdy czyjś pies biegnie do mnie to mnie paraliżuje strach. Kiedyś czyjś pies na mnie skoczył obszczekal i ublocił mnie. Nic nie byłem w stanie zrobić – jak właściciel krzyczał na mnie że on tak szczęka bo się bawi, nie gryzie i że mam obowiązek się nie bać, to wyobraziłem sobie że samochodem rozpędzonym do 100 km/h hamuje z piaskiem opon na centymetry od przechodzącego przez pasy tego gościa z psem po czym uchylam okno i mówię on tak piszczy oponami ale nie rozjeżdża.

          • miałem tak samo dokładnie – opisałem wyżej w komentarzu – szedłem dość szybkim krokiem (nieosiągalnym dla wielu ludzi) na przystanek bo mi się bardzo śpieszyło (nie był to bieg ale bardzo szybki chód. Grzecznemu dotychczas psu odwaliło i rzucił mi się na nogę w ostatnim momencie gdy był już w zasięgu. Ani nie warczał ani nie szczekał szedł sobie normalnie na smyczy i nagle mnie zaatakował jak znalazłem sie w jego zasięgu. Po fakcie bo jak już mnie ugryzł dostał parę kopów i właściciel nie miał nic przeciw, a nawet zachęcał abym go kopnął.

          • Czyli właściciel wiedział, że pies jest agresywny i atakuje bez powodu i chciał mu dać nauczkę. Powinien w takim razie nałożyć kaganiec.

          • to był pies z tych małych piesków salonowych „z bródką” nie znam się na rasach ale wredna.

          • Natomiast ja się boję dzieci puszczonych luzem. Rozumiem, że jak w moim otoczeniu będzie wrzeszczał, skakał, czy ryczał to mogę go kopnąć?

          • Jak podejdzie do ciebie jakiś nastolatek i będzie cie chciał obić to możesz….. Tylko o pewnie będziesz się bał. A od dzieci to trzymaj się z daleka bo tatuś nie będzie wyrozumiały.

          • Po pierwsze dziecko ma prawo chodzić luzem. Po drugie skonsultuje się z psychologiem. Pob trzecie mąkę dzieci są mało sprawne ruchowo i jeżeli takie co zagraża może bez trudu mu uciec robiac przy tym odbitki dookoła niego.

            Z psami jest tak że jak zaczniesz się cofać na widok wielkiego psa puszczonego luzem, który bez trudu cię dogoni to właściciel jeszcze cię opierdzieli że go tym prowokujesz bo one czują strach i masz się nie bać.

          • widziałeś kiedyś kogoś pogryzonego przez obce dziecko?

            Mnie najbardziej wkurzają 2-3 latki puszczone luzem aby sobie szły. Mam chyba jakiś magnes w sobie bo zawsze jak próbuję minąć matkę idącą z dzieckiem puszczonym luzem to dziecko w ostatniej chwili wychodzi mi pod nogi. Podobnie z dziećmi na rowerze, mijasz matkę z dzieckiem idącym z prawej strony – gdy już się zrównujesz nagle dziecko schodzi na lewą stronę w najmniej spodziewanym momencie – wy też tak macie?

          • Jak słyszę od właściciela psa – ee mój pies nie gryzie i jest spokojny – to proszę o pokazanie mi zaświadczenia z ukończonego szkolenia…
            Moje dwa psy były szkolone, są po sesjach z psim terapeutą – oba są po „przejściach” – a za Chiny ludowe i ZSRR nie powiedziałabym że na pewno nie gryzą. Bo no… coś może sprawić że jednak to zrobią.

      • Jaro ma racje, z tym g*wnem trochę przesadziłeś.. Wina właścicielki nie psa. Ona słusznie dostała opr., ale pies to pies.

    • To nie jest przerost formy nad treścią. Pies powinien być trzymany na tej smyczy. Często chodzę czy przejeżdżam rowerem przez park jadąc do pracy czy na inne rzeczy i nie jest to komfortowe, gdy obcy pies do ciebie podbiega, często warcząc czy szczekając, a właściciel sobie stoi 100 metrów dalej i nic go to nie obchodzi.

      • Zaobserwowałem jeszcze jedną ciekawą zależnoścć. Jak biegam w moim śmiesznym mieście psy ujadają. Jak biegam np w Warszawie albo Wrocławiu pies bez smyczy idzie spokojnie obok właściciela i nie reaguje na mnie. Chyba w większych miastach ludzie mają więcej oleju w głowie. A od pogryzienia biegam zawsze z gazem i raz mi się już przydał. Polecam.

        • No to masz szczęście, że cię jakiś pieniacz nieumiejący pilnować własnego psa nie podał do sądu za ochronę własnego zdrowia i życia…

          • Zazwyczaj potem takie jełopy boją się podejść żeby nie dostać gazem tylko coś tam krzyczą z daleka więc nie ma tematu :). A w razie potrzeby obrony jest jeszcze baton.

    • Niekoniecznie.. I nie chodzi nawet tylko o ochronę innych ludzi. U mnie na osiedlu ludzie właśnie często te małe psiaki puszczają bez smyczy. Mimo, że nie ma na trasie po której robią spacery szczególnie ruchliwej ulicy efekt i tak jest taki, że częśc kończy pod kołami samochodów.

    • Przypomnę, że nawet mały pies:
      – ma ostre zęby i silne szczęki, więc jest w stanie boleśnie pogryźć człowieka
      – może uszkodzić przy tym odzież bądź obuwie
      – może mocno skrzywdzić kilkuletnie dzieci – może je przewrócić, pogryźć w twarz
      – może stanowić zagrożenie dla rowerzystów (i siebie)
      – może stanowić zagrożenie w ruchu drogowym – wystarczy by wbiegł na ulicę

      Zresztą, dlaczego mam się godzić, by obcy pies mnie pobrudził?

      • Zgadzam sie calkowicie. Kiedys moj piesek chodzil sobie na luzie. DOpoki nie wylapalismy mandatu, za brak smyczy.
        Od tamtej pory chodzimy na smyczy, i nie bede ukrywal. Juz kilka razy, oszczedzilo mi to wielu nerwow, np ostatnio, moj psiak postanowil ruszyc na ulice, w pogoni za motocyklista. Ale bedac na smyczy, pieknie sie obrocil i wrocil niczym bumerang.
        Pozostale, argumenty, tez jak najbardziej sensowne.
        Pies podbiegnie do jakiegos jegomoscia, zacznie szczekac, a jegomosc kopnie go z calej sily. I co ? Masz problem.

    • Głupiś. Małe psy zagrażają rowerzystom i innym psom, zaczepiając i powodując agresję. To właśnie te rasowe „maluszki” w połączeniu z współwłaścicielem-debilem są najbardziej wkurwiającymi osobnikami na jakie można się natknąć na ulicy. Kopałabym, właścicieli.

    • Ale zdajesz sobie sprawę że takie psy bywają bardzo napastliwe i lubią np. atakować większe od siebie psy. A taki większy pies może je zabić jednym machnięciem łapą czy kłapnięciem zębami…
      No chyba że ktoś lubi mieć co tydzień nowego psa… jak ci co puszczają swoje koty luzem a te potem są rozjeżdżane przez samochody…

    • Tylko wtedy musisz wyznaczyć granice od ilu kilo trzeba a do ilu nie. I co jeżeli okaże się że ten mały pies jednak jest w stanie zrobić krzywdę?

  2. Ad.1 Bzdura. Kontrola nie oznacza psa na smyczy. Jeśli pies ma byc na smyczy to jest to powiedziane wprost ( jak np. w zbiornikiem).
    Temat był wałkowany wielokrotnie przez prawników po zwiększeniu kwoty za brak kontroli.

    • No cóż. Jak pies podchodzi do osoby, która w wyraźny sposób nie chce, żeby podchodził do niej, a właściciel to widzi, to z pewnością można powiedzieć o braku kontroli. :)

    • O co chodzi ze zbiornikiem?
      „Ad.1 Bzdura. Kontrola nie oznacza psa na smyczy. Jeśli pies ma byc na smyczy to jest to powiedziane wprost ( jak np. w zbiornikiem).”

    • Oczywiście, możesz mu założyć sterowana radiowo obrożę rażącą prądem. To tez będzie kontrola.
      Za to kontroli nie będzie jeśli smycz będzie stanowiła połączenie miedzy 50 kg psem a 30 kg dzieckiem.

    • Jeżeli pies zaatakował cię np. Przykładając do ciebie brudna łapę lub nawet szczekając na ciebie przez co zmusił cię do przyjęcia postawy obronnej to kontrola nie została zachowana.

  3. Odpowiedż nieuka. Ustawa daje delegacje samorządom, aby regulowały sprawę w zapisach regulaminów porządkowych gmin. Popatrz na Warszawę, a szczególnie na Poznań. To nie jest Bezprawnik, to jest następny przykład pseudo prawniczej, internetowej wiedzy. Wstyd , bo robisz krzywdę ludziom, którzy oddają swój czas dla polepszenia bytu zwierząt.

  4. no i kurna bardzo dobrze!

    Jeśli pies (bez kontroli i zabezpieczeń smycz kaganiec) jest w moim zasięgu, to mogę poczuć się zagrożony i mogę go kopnąć, to na pewno narusza moją strefę bezpieczeństwa, nie znam się na psach i nie wiem czy jest przyjazny czy agresywny.
    Jeśli ja, bez zbliżania się czy prowokowania, mogłem zrobić mu krzywdę, to znaczy że on zbliżył się za bardo i może dostać kopa,gazem pałką albo kulkę.

    • Ja mam tak z ludźmi. Jak ktoś do mnie podchodzi to „może dostać kopa,gazem pałką albo kulkę”.

    • kwestią uzupełnienia, człowiek jest zbyt powolny, aby kopnąć psa:
      – który trzyma bezpieczny dystans;
      – który się boi i trzyma bezpieczny dystans.

      to może nastąpić tylko w wyniku ataku psa, lub jego naiwności, albo podstępu.
      tak są tez psy na tyle sprytne by udawać przyjazne, a otem nagle przejść do ataku.

  5. Najlepiej przestrzegać prawa i trzymać psa na smyczy,to nie będzie się miało takich dylematów.Jak pies biegnie warcząc w moją stronę i rzuca się na mnie,to nie zamierzam czekać, aż mi się wgryzie w łydkę, żeby móc się obronić.

  6. Artykuł ciekawy, ale sądzę, że bardziej należałoby patrzeć zdroworozsądkowo, a nie prawnie – właściciel powinien WE WŁASNYM INTERESIE trzymać psa na smyczy, a nie potem rozkminiać, kto w której sekundzie złamał któryś przepis. Na tej samej zasadzie, przy przechodzeniu przez jednię, należy się uważnie rozejrzeć, a nie dowodzić, że „miałem pierwszeństwo”, leżąc w szpitalu.
    Trzymanie psa na smyczy rozwiązuje wszystkie problemy.
    Człowiek, który kiedyś został pogryziony przez psa, może mieć traumę i reagować nieadekwatnie nawet wobec małego, obiektywnie niegroźnego psa. Dodajmy też kwestię kilkuletnich dzieci, dla których każdy wolno biegający pies jest zagrożeniem.
    Pozdrawiam.

  7. Czyli klasyk.

    Mamy kobietę z pieskiem. Z podejściem ‚mój piesek nie gryzie, mój piesek jest taki kochany, mojego pieska powinien każdy kochać, mój piesek musi się wybiegać’.

    Wypuszcza go bez smyczy bez żadnej kontroli.
    Pozwala psu podbiec do obcego człowieka.
    Ignoruje ten fakt i nie próbuje ani przywołać psa, ani uspokoić tego człowieka.
    Nie wie nawet, jakie ten pies ma wobec człowieka zamiary bo go nie widzi.
    Ma pretensje do całego świata, że człowiek ten próbował się przed psem obronić.

    Kowalski nie ma obowiązku znać się na psach i rozpoznawać poprawnie jego zamiarów. Jeśli pies biega i szczeka wokół niego to ma prawo się przestraszyć, czuć zaatakowany i się bronić. Nawet, jeśli ten jest mały bądź chciał się ‚tylko pobawić’.

    • Mnie kiedyś pies typu „on nie gryzie” ugryzł bez żadnych oznak, że ma plan zaatakować, do 0.5s przed ugryzieniem wydawał się normalnym nieagresywnym psem.
      Teraz skąd o jakimkolwiek psie mam wiedzieć że to nie jest ten typ?

      • miałem dokładnie tak samo – nie leciał 50 metrów sprintem szczekając i warcząc, tylko szedł sobie jak gdyby nigdy nic nie zdradzając żadnego zainteresowania i w ostatniej części sekundy rzucił się.

    • SZCZEGÓLNIE kiedy jest mały. stereotypowo najgorsze są psy duże – wyższe niż po pas – bo mogą powalić albo zagryźć jak im odbije oraz te małe – bo im najczęściej odbija,włącza się instynkt myśliwski czy coś…

  8. A ja z całym szacunkiem dla pani, raczej pani nie współczuję. Pieskowi już nieco bardziej…
    Sama pani mówi, że nie widziała czy obcy pan kopną psa, ale jednocześnie widziała pani że pies nie był agresywny.
    Ale pomijając ta nieścisłość.

    Pani nie rozumie, że na przykład ten pan mógł mieć fatalne doświadczenia z psami (np pogryzienie w dzieciństwie), przez co sytuacja wywołała w nim stres. Oczywiście zachowanie później (kopnięcie, wyzywanie) jest karygodne. C
    życie w społeczeństwie nie wymaga kompromisów?
    To, że pani zna swojego psa, nie znaczy że znam go ja i idąc ulicą nie denerwuję się gdy podbiega do mnie obcy pies.
    Biegając bardzo często takie sytuacje widzę, lub sam w nich uczestniczę. Gdy na przykład uciekam na drugą stronę ulicy bo pani idzie z pieskiem zajmując cały chodnik – więc, w ramach kompromisu zmieniam stronę (jeśli się da). I nie narzekam, aczkolwiek zdążyło mi się w skrajnych sytuacjach zwrócić uwagę. Gdy na przykład pies szarpnął mnie za nogawkę (bo pysia nie lubi jak ktoś obok niego biegnie).

    Podsumowując – zachowanie pana karygodne, ale to jednak pani je wywołała. Więcej rozwagi… I wyrozumiałości.

    • Zgadzam się całkowicie. Sam mam psa, spory – 30kg., mieszaniec wilczura z chartem lub wyżłem. Na ulicach zawsze obowiązkowo na smyczy, kiedy kogoś mijamy dodatkowo przy nodze. Podstawa.
      Dodatkowo ja sam na spacerze bez smartfona w ręku, tylko obecny – to jest mój czas dla psa. Luzem lata tam gdzie powinien, na wybiegu.

      Nigdy nikogo nie zaatakował, a i tak nie mogę powiedzieć na 100%, że nie ugryzie. Bo nie ważne jak dobrze go znam i jak dobrze się zachowuje, to jednak pies. Mimo, że przeszedł 2 lata szkolenia najpierw dla szczeniaków, później starszych psów, po 3 spotkania tygodniowo z takimi bajerami jak „odczulanie” na bawiące się jego zabawkami dzieci itp. zawsze coś może się wydarzyć, trzeba mieć kontrolę i dobrą więź ze swoim pupilem.

      Oczywiście można powiedzieć, że mój jest jednak większy, a pani ma jakąś mniejszą rasę. Ale ja się nie zgadzam. Pies to pies. Jedyna sytuacja ataku psa na człowieka jakiej byłem świadkiem dotyczyła właśnie psa, który sięgał może do połowy łydki i nogawka kobiety przechodzącej obok niego spokojnie na pasach (był na smyczy!) kompletnie podarta.

      Co do sytuacji z artykułu – już pomijając puszczenie po osiedlu bez smyczy. Pies podbiega do kogoś żeby nawet tylko się przywitać? Przywołanie na które reaguje musi być wyuczone. To jest absolutna podstawa. Boi się wychodzić na dwór od sylwestra? Nie jestem ekspertem – wątpię, jeśli się boi to raczej inna przyczyna. Ale nawet jeśli, nad tym też się pracuje z psem. Bo pies wystraszony też zachowuje się inaczej niż pewny siebie i spokojny.

      Nasze psy – nasza odpowiedzialność. Zarówno w kwestii bezpieczeństwa innych ludzi, jak i samych zwierzaków.

    • Co to wyzywania to chyba oczywiste jest jak suki potrafią zacząć kłapać paszczą gdy ktoś nie darzy ich pupilka bezgraniczną miłości i nie zachwyca się ich zoofilią. Skoro w pisanym na chłodno liście używa „facet” to raczej w trakcie wymiany zdań nie mówiła „jaśnie szanowny panie”.

      Zresztą tam powyżej są już przykłady takich odchyłów.

      • Człowieku.. „suki”, „kłapać paszczą”, „zoofilią”..?

        Nawet jak masz rację i babka sama zaczęła wyzywać, co możliwe.. Może sam też wyluzuj, bo aż ciężko się to czyta. Krytykujesz wulgarność… wulgarnie.

        • Nie wulgarność tylko spore odchylenie umysłowe.

          „Mam nadzieję, że gówniaka też trzymasz na smyczy.” Jakiś kulturalny komentarz na to?

    • Więcej rozwagi i wyrozumiałości?to chyba do posiadaczy psów i tej pani z artykułu?

      Gdy kiedyś jakiś dres zupełnie bez powodu na ulicy zaczął mnie wyzywać to wiedziałem że chce mnie sprowokować, że tylko czeka na powód do bójki ale szybko wycofałem się między ludzi i jakby żadne z jego wulgarnych się nie wywarło na mnie wrażenia. Całe zajście było nieprzyjemne ale przez obawę ataku a nie przez to co nieznający mnie oszołom pomyślał.

      Natomiast gdy biegnie do mnie pies to z faceta zamieniam się w przerażona 5 letnia dziewczynkę, teksty typu „pan się nie boi on nie gryzie” tylko potęgują ten stan upodlenia. Jestem odarty z wszelkiej godności, irracjonalny strach mnie paraliżuje bo kiedyś ugryzł mnie pies. Przypomina mi się to jedno z gorszych i bardziej bolesnych doznań w życiu i scena która się właśnie odbywa niewiele różni się od tej gdy zostałem ugryziony (tylko wtedy pies nawet nie wygladal agresywnie, nie biegł w moją stronę nie szczekał na mnie, po prostu nagle no z tego mi z owego mnie ugryzł).

  9. Co to znaczy „zachowuje się agresywnie”?
    Dla psiarzy to dopiero jak mocno (bo jak słabo to tylko zabawa/reakcja na stres) wbije zęby (a i tak oczywiście wina tego co go prowokował swoim byciem), gdy z punktu widzenia behawioryzmu samo naruszenie przestrzeni osobniczej jest agresją.

    PS: kagańca też oczywiście brakło jak można się spodziewać.

    • Już tak nie wrzucaj wszystkich psiarzy do jednego worka ;)

      Sam jestem jednych z nim i dla mnie agresja to nawet szczeknięcie w kierunku jakiejś osoby z odległości – psu korekta i odwrócenie uwagi się należy.

      • Więc twojego psa raczej nikt nie napadnie. Na mnie skoczył pies, nie gryzł ale przywalił w klatę ubloconymi łapami to mnie właściciel pouczał że mam się nie bać i że on tak lubi ludzi.

        • No to nieodpowiedzialny właściciel. I niestety sporo takich.

          Bardzo wiele psów potrafi bez problemu doskoczyć człowiekowi na wysokość twarzy. Nawet jeśli robi to z sympatii, bez dotykania czy ubłocenia – obca osoba ma wszelkie prawo się zdenerwować, a odpowiedzialność leży po stronie opiekuna psa.

          Nie mam pojęcia czemu tak wielu psiarzy tego nie rozumie.

          • No właśnie, zdecydowanie za wielu takich co nie rozumieją i co gorsza te zoofile zagłuszają resztę (WŁAŚCICIELI, OPIEKUNÓW, PRZEWODNIKÓW).

            Co do odpowiedzialności: sytuacja gdy pies chce się ścigać (nie agresja czy instynkt pogoni, zwykła zabawa) z rowerzystą. Nawet jak rowerzysta intencje pozna to nie jest ok. Pies nie krowa, uszami skrętu nie sygnalizuje, a kolizja może się dla przynajmniej jednego źle skończyć.

  10. Mam pytanie, co gdy pies tak jak w przypadku powyżej nie zachowywał się agresywnie (według właściciela), lecz przechodzien do którego pobiegł i który nie zna psa, poczuł się zagrożony (ponieważ np w przeszłości jakiś pies go pogryzl oczywiście nie był leczony z tego powodu więc nie ma na to dowodów) ale od tego momentu boi sie psow i zaskoczony odniósł się do psa tak jak w opisanym przypadku i zwyzywal osobe, tak jak w opisanym przypadku która prowokowala sytuacje w której mogło dojść do zagrożenia jego zdrowia. Co w takim wypadku? Jak patrzy na to prawo? Co na to osoba bezmyślnie puszczająca psa?

  11. po pierwsze właściciel jest odpowiedzialny za psa, po drugie jeżeli była naruszona nietykalność tego pana już się robi grubo bo delikwent może się bronić, po trzecie trzymanie psa bez smyczy i kagańca to wykroczenie, poza tym nad psem trzeba mieć kontrolę i musi słuchać właściciela, jeżeli tego nie robi wina właściciela że nie dopilnował psa, czyli podsumowując to właściciel pierwszy popełnia wykroczenie i musi liczyć się z konsekwencjami swoich działań

  12. Jak do mnie biegnie pies, to mam prawo się wystraszyć. Nie będę czekał, aż mnie ugryzie, zeby wtedy stwierdzić, czy chciał mnie zaatakować, czy się pobawić.
    Ogólnie artykuł mocno stronniczy. Mam wrażenie, że ta kobieta, to jakaś znajoma autora.

  13. Kopnął bo przeciw niemu była kobieta. To jasny dowód, że to polskoodłamowy katolik, odważny tylko wtedy, kiedy nie napotyka oporu.

    • Szczególnie że ta kobieta nawet dobrze nie widziała całego zajścia. W tamtym momencie gość pewnie nie wiedział kto jest właścicielem psa.

    • Tu to raczej ty się podpisujesz jako ujadający jak pies na katolików lewak.

      Kopnął bo pies gania bez kagańca i smyczy a może ugryźć.Nigdy nie wiesz,czy nie ugryzie,z psami tak niestety jest,że pewności 100% nie ma.

  14. Teza, że sąd uzna kopnięcie/uderzenie psa celem jego odgonienia za znęcanie się nad zwierzęciem jest mocno naciągana.
    Skoro właścicielka nie widziała czym pan uderzył psa, to zakładanie, że pies chciał się „zaprzyjaźnić” jest naciągane. Równie dobrze mógł np. próbować obsikać przechodnia lub poszarpać zębami nogawkę jego spodni. Nie rozpatrywałbym tego artu jako źródła wiedzy o prawie.

  15. No dobrze proszę Państwa, ale w chwili gdy zobaczę niezapiętego psa bez kagańca, który biegnie w kierunku mojego dziecka to jak mam się zachować aby nie złamać prawa?

    Nie życzę sobie aby moje dziecko zostało powalone, stratowane, przewrócone a nawet polizane. Nie wiem czy pies jest nastawiony przyjaźnie czy jest agresywny bo w takim wypadku w przeciągu 2-3 sekund nie jestem w stanie ocenić a za to mogę zareagować.

    Czy w tym konkretnym przypadku jeśli użyłbym siły fizycznej czyli np. kopnął to zwierzę (weźmy nawet skrajną ewentualność) i je zranił lub zabił to co następuje?

    Czy wg prawa muszę najpierw poczekać i przekonać się o tym, że zwierzę sprawia zagrożenie, albo co gorsza musi się wydarzyć coś typu ugryzienie, uszkodzenie ciała, uszkodzenie mienia itp żebym mógł siłą go odstraszyć?

    • A po co patrzeć na przepisy w tej kwestii – lepiej być ukaranym a dziecko mieć całe jak odwrotnie.

    • >bo w takim wypadku w przeciągu 2-3 sekund nie jestem w stanie ocenić

      Masz prawo jazdy? To je wyrzuć, skoro 3 sekundy nie wystarczą Ci do oceny całej sytuacji.

      • @Santo tak się zastanawiałem czy ty jesteś głupi czy twoja matka robi gale pod lasem i nie miała czasu nauczyć cię logiki?

        Masz prawo jazdy? To je wyrzuć, skoro 3 sekundy nie wystarczą Ci do oceny całej sytuacji.

        Masz kartę rowerową? To lepiej ją wyrzuć skoro nie potrafisz jeździć na wrotkach.

        Masz mistrzostwo świata w skokach na nartach? To lepiej je wyrzuć skoro nie jesteś w stanie zrobić 360 na desce snowboardowej.

        Masz medal olimijski w skoku o tyczce? To go wyrzuć skoro nie jesteś w stanie przeskoczyć człowieka.

        Masz zwierzaka? To lepiej go wyrzuć skoro nie jesteś w stanie odebrać porodu oposa.

        Na kursie na prawo jazdy już zaczynasz się szkolić w ocenianiu sytuacji. A i tak sytuacje są różne. Raz dostrzeżesz samochód, który wymusi na tobie pierwszeństwo i jesteś szkolony do uwagi na takie sytuacje więć hamujesz w ciągu sekundy. Ale zobacz co się dzieje w sytuacjach niestandardowych – np. zobacz sobie nagrania gdy samochód nagle zjeżdża na przeciwny pas i pruje nim. Połowa kierowców nawet nie reaguje na taki manewr nawet jeżeli do zderzenia miają te 3 sekundy. Część błędnie ocenia sytuacje i wali w rów. Jakieś 10% kierowców poprawnie ocenia sytuacje, ustala sobie gdzie ten samochód będzie jechał i skutecznie go omija. Więc te twoje 3 sekundy nawet w przypadku prawa jazdy nie do końca działa. Zresztą inna sytuacja od dobrej minuty słychać syreny, w lusterku przez 15 sekund widzę karetkę na sygnale, robię miejsce na przejazd a kierowcy przede mną i za mną nie ogarniają tego manweru mimo, że posiadali tak jak ja wszelką wiedzę i jest to ich obowiązek. (coś jak piesi z drogi rowerowej, nieświadomi kretyni, a w tym konkretnym wypadku mordercy).
        I teraz odmawiasz kierowcy umiejętności kierowania samochodem bo będąc na spacerze w miejscu względnie bezpiecznym spodziewa się (uczciwie), że w ciągu 3 sekund nie będzie w stanie zdecydować czy wyskakujący nagle nieznany pies biegnący w stronę tego dziecka jest groźny i trzeba szykować się do walki czy po prostu się bawi i można go zignorować? To może z drugiej beczki ,co właściciel tego psa robi w tym czasie? Czy on ma prawo jadzy, bo jeżeli tak to powinien być w stanie zareagować w ciągu tych 3 sekund i nie pozwolić psu dostać się na tyle blisko dziecka, że ono lub jego rodzic zdąży się poczuć zagrożone.

        Znowu próbujesz zrzucać obowiązki na innych ludzi. Masz psa to go pilnuj. Mam dziecko to ja je pilnuje żeby nic nikomu nie zrobiło i nawet przypadkiem nie weszło pod koła twojego roweru (choć jako rowerzysta masz obowiązek zachować szczególną ostrożność i wina i tak byłaby po twojej stronie gdybyś potrącił małe dziecko w parku).

      • Porownujesz 3 sekundy oceny sytuacji typu dojeżdżam do skrzyżowania z łamanym pierwszeństwem i z lewej jedzie samochód – muszę ocenić kto ma prawo przejechać pierwszy i przygotować się na to że drugi nie zastosuje się do przepisów. Czyli odnalezienie się w sytuacji na które jesteś przygotowywany od pierwszego dnia kiedy na prawo jazdy kontra ocena czy nieznane ci zwierzę zbliżając się do ciebie lub twojego dziecka na pokojowe zamiary czy nie? Czyli odnaleźć się w sytuacji na której się nie znasz i z którą w ogóle się nie zgadzasz.
        Zauważ ilu ludzi nie potrafi się odnaleźć gdy zostanie napadnięta.

        Idąc dalej twoja logika jutro może odwiedzić cię pracownik socjalny i powiedzieć: proszę tego oto psa, za dwie godzinu przyjdę i sprawdzę czy nauczyl pan go chodzić przy nodze i nie ruszać smakołyków na komendę. O ile znający się na rzeczy opiekun zwierząt w dwie godziny spokojnie to zrobi, o tyle przeciętny człowiek nie posiadający zwierzaka nawet nie będzie wiedział jak się za to zabrać (moja kuzynka wytresowana w 2 godziny psa moich rodziców jak byliśmy mali – więc nawet dziecko to by potrafi?). Jeżeli wpadniesz na to że są firmy które w godzinę nauczą twojego psa tego to masz szansę jeżeli nie, to przyjdzie pracownik znowu i powie:
        Masz dziecko? To by lepiej je wyrzuć jak 2 godziny nie wystarczą ci na podstawową tresurę psa.

        Sport logika – wyciągnąć rybę z wody i powiedzieć skoro ona nawet nie potrafi chodzić to jak ona ma pływać?

  16. Takie małe pierdołki właśnie są bardziej agresywne od psów dużych. Wracając do pytania czy można kopnąć psa – jeśli zbliży się zbyt blisko (naruszy strefę osobistą) ja bym kopnął – lepiej zapobiegać pogryzieniu. Miałem już kiedyś sytuację że mijałem psa prowadzonego na smyczy który był grzeczny i gdy go minąłem ten nagle po cichu podbiegł do mnie i rzucił się na moją nogę. Ja bym wprowadził obowiązek zakładania kagańca każdemu psu. Naprawdę nie interesuje mnie, że on łagodny, on chciał się tylko przywitać – może i wychowany ale to dalej zwierze i nigdy nie wiadomo co takiemu się w zwojach pomiesza… Ja wtedy akurat dość szybkim krokiem szedłem na przystanek autobusowy(spieszyło mi się) i może to było przyczyną ataku, no ale bez przesady nie będę zwalniał przed każdym psem żeby tylko jemu się coś we łbie nie przestawiło żeby mnie zaatakował.

  17. I zrobiła się wielka dyskusja. Jedni mają rację, jak nie chcą, żeby pies ich zaczepiał i drudzy mają rację, jak chcą wybiegać psa.

    Ale zobaczcie ile agresji jest w Waszych komentarzach. Pies, dziecko, właścicielka – wszyscy chcą żyć i nie chcą dostać kulką, kopniakiem czy zębami. A Wy warczycie na siebie już w internecie, zanim w ogóle wyjdziecie z domów. Popatrzcie na siebie i spuście z tonu. Tyle.
    Nauczcie się żyć razem, dorośli, dzieci i zwierzęta. Naprawdę można się dogadać. Mnie nie pogryzł jeszcze żaden pies chociaż na każdym spacerze głaszczę chociaż jednego. Da się. Nawet bez głaskania.

    • Większości ludzi nie pogryzł pies ba większości ludzi nie przejechał na pasach kretyn jadący 100 km/h który nawet nie zwolnił widząc że pieszych którzy w pośpiechu zaczęli uciekać.
      Idąc tym tonem więcej opanowania ty chcesz przejść przez pasy on chce co wyjeździć swój samochód po co ta złość i szkalowanie przepisami.

      Jadąc 5 km rowerem ścieżka rowerowa średnio dwa razy będę zmuszony do hamowania (nie ominięcia tylko hamwania) przez pieszych którzy sobie zajęli całą szerokość chodnika i ścieżki tak że nie da się ich ominąć. Są ludzie którzy nie osiągając samemu nic szkodzą innym dla potrzeby szkodzenia. Psa można wybiegać w parku z dala od ludzi. Jednak preferencja jest na spacer środkiem chodnika między ludźmi z psem.

      • Tak, są ludzie, którzy nie myślą, którzy patrzą tylko na siebie i tacy, którzy nie zwracają uwagi na innych. Są wszędzie i nic się z tym nie da zrobić. Tak samo jak Ty i każdy z nas zrobił kiedyś podobną rzecz. Wtedy hamujemy, trąbimy, zwracamy uwagę i jedziemy dalej, a nie obrzucamy błotem, kopiemy lub zabijamy.

        I tak, mnie to też irytowało, ale czas zrozumieć, że tak po prostu jest i możesz się irytować wyłącznie na siebie, że tego jeszcze nie rozumiesz. Szkoda własnego zdrowia i czasu. Jak za 20 razem spotkasz tę samą osobę, która blokuje ścieżkę to poproś z uśmiechem, żeby przeszła na swoją stronę, bo tutaj coś ją przejedzie i głupio będzie trafić do szpitala ze śladem opony na czole. Część zrozumie, a część nigdy.

        • I jak po 20 razie poprosisz takiego kogoś żeby zszedł to co jeszcze rzuci tekstem że jak wy jeździcie po chodnikach jak wariaci to jakoś jest dobrze (nie jeżdżę po chodniku jak wariat).
          Nie wierzę że osoba która idzie do po ściezce która kilka rowerowe minelo nie wie co robi. Tak samo właściciel psa wie co robi gdy pozwala mu biegać do obcych ludzi i krzyczy na nich gdy się cofają.

          Świetna masz wizję. Kiedyś w kolejkę w sklepie wepchał mi się dres i jak mu powiedziałem że ja tu stoję to powiedział WIEM, ZROBIE ZAKUPY TO TY TEŻ BĘDZIESZ MÓGŁ ZROBIĆ NIE MASZ CO SIĘ DENERWOWAĆ NIE ZAMKNĄ TEJ KASY. I tutaj słyszę jakby ciebie z twoim spokojnym podejściem – niby się umawiamy że są ścieżki rowerowe no chcemy co szybko i bezpiecznie podróżować po miastach – ale co kogo bezpieczeństwo obchodzi. I potem mamy widok w stylu dwie emerytki się żegnają już trzecia minutę jedna stoi prawie na przejściu, pół roweru na ulicy i tak się żegnają że ta z rowerem co 15 sekund niby wchodzi na ten rower żeby podjechać i tworzy się gigantyczny korek.

          Jasne chcesz to się nie denerwuj. Niech ludzie którym nie zależy zniszczą ci ścieżki v rowerowe, obsikaja dom itd. Ty będziesz im tłumaczył że przykro siusiać na domek. I że spokojem to sprzatal ciesząc się że oni w tym czasie spedzaja czas z pieskami ma ścieżce rowerowej.

        • Nie wiem co chcesz swoimi komentarzami udowodnić ale namawianie do pouczania po raz 20 jest co najmniej dziwne. Jeśli ktoś nie zrozumiał maksymalnie 3 razy zwracanej poprawnie uwagi to oznacza że jest amebą mózgową i powtarzanie więcej czy 20 czy 100 czy 1000 mu nie pomoże.

      • Ja nie mówię o łamaniu przepisów, tylko o ludzkim zachowaniu i agresji. Gdyby ludzie wiedzieli jak się zachować przepisy nie byłyby potrzebne. Ale to niemożliwe.

        • Ludzie wiedzą jak się zachować ale często podejmują decyzję w stylu a co mi zrobisz jak ułatwie sobie moje życie twoim kosztem.

          • A często nawet podejmują decyzję, które szkodzą i im i całemu społeczeństwu. Wystarczy popatrzyć jak się zachowują ludzie gdy w sklepie zrobi się giantyczna kolejka np. na pół godziny. Teoretycznie ludzie powinni ustawić się jeden z drugim wyjąć telefony/książki itd. i uznać, że mają pół godziny na obejrzenie odcinka wiadomości, przeczytanie interesującego artykułu albo nauczenie się czegoś, natomiast ostatenie 2 minuty przed podejściem warto by było wykorzystać na przygotowanie się do zakupów. Naszykowanie portfela, karty loajlnościowej jeżeli zamierzasz z niej korzystać itd. Tymczasem jak wygląda praktyka? Jeżeli próbujesz coś czytać to zaraz ktoś się będzie próbował wepchać przed ciebie bo może nie patrzysz. Połowa bab przez 20 minut głośno narzeka, że za mało kas jest zamkniętych, a potem jak taka dojdzie to jak wszystkie zakupy ma skasowane to sobie przypomina, że portwel trzeba wyjąć, że zapłacić, a jeszcze karta lojalnościowa, a jeszcze ta kaszanka miała być po 4 zł, a jest po 5 zł… a to ja dziękuję to szybko pójdę i wezmę kiełbase skoro tak. A jak już wszystko zrobi to jeszcez minutkę albo dwie zanim wpuści kolejną osobę na pogawędkę, że to nie może tak długo trwać i w sklepie gdzie się robi o 30% drożej takie same zakupy jakoś mogą nie mieć kolejek, a tu same nieroby pracują… I w efekcie zamist pół godziny wykorzystać pożytecznie to masz pół godziny stresu kto co kombinuje i denerwowanie się, że ta babka już 3 minutę się kasuje a tobie by to 30 sekund zajęło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *