Chętnie byśmy spalili telemarketerów na stosie, ale nie mamy problemów z podawaniem swoich danych przez telefon w autobusie pełnym ludzi

Prywatność i bezpieczeństwo Społeczeństwo dołącz do dyskusji (16) 05.10.2018
Chętnie byśmy spalili telemarketerów na stosie, ale nie mamy problemów z podawaniem swoich danych przez telefon w autobusie pełnym ludzi

Udostępnij

Tomasz Laba

Bardzo mylili się wszyscy ci, którzy twierdzili, że dzięki RODO ktokolwiek zwróci większą uwagę na ochronę swoich danych osobowych. Oczywiście chętnie byśmy spalili telemarketerów na stosie, ale jednocześnie nie mamy problemów z podawaniem swoich danych przez telefon. W autobusie pełnym ludzi.

O tym, że RODO nic nie zmieni przebąkiwano od samego początku. Oczywiście za regulacją stoją jak najbardziej słuszne racje, żeby każdy z nas miał świadomość tego, kto i w jakim celu przetwarza nasze dane. Niemniej jednak szybko się okazało, że telemarketerzy RODO mają w głębokim poważaniu, a absurdy RODO były opisywane niemal przez wszystkie media w naszym kraju. Rozporządzeniu szybko przypięto łatkę dziwnego i w gruncie rzeczy upierdliwego prawa, które niczego nie ułatwi, a jedynie skomplikuje codzienne życie. RODO oczywiście niczego nie komplikuje – robią to szukający sensacji „eksperci” i powtarzane przez ludzi mity, zaczytane na internetowym forum.

Eksperci przekonywali, że cała ta groteskowa otoczka towarzysząca końcówce maja i RODO zrobiła dobrą robotę. Dzięki temu przynajmniej każdy z nas miał dowiedzieć się o tym, że dane osobowe są ważne i w gruncie rzeczy trzeba je chronić.  Niestety poszło to w zupełnie złą stronę. O ile nasze narodowe pieniactwo i przekonanie o prawdziwości prawnych mitów sprawia, że katalog „Nie bo RODO” pęka w szwach, tak naszymi danymi szastamy na prawo i lewo.

Hehe siędze sobie w kolejce, jakaś babka gada przed telefon i słyszę : „podam dane męża „xD
I leci pesel data urodzenia nr dowodu, adres, imię nazwisko, itp xD  I cyyk kredycik xd

RODO nic nie zmieniło w naszym podejściu do ochrony danych osobowych

Internauta był świadkiem właśnie takiej sytuacji. Oczywiście nie on jeden. Sam wielokrotnie słyszałem, zwłaszcza podróżując komunikacją miejską, ile ludzie są w stanie powiedzieć o sobie i swoich bliskich przez telefon. Począwszy od problemów w małżeństwie poprzez opis dolegliwości zdrowotnych całej rodziny, na danych osobowych czytanych wprost z dowodu kończąc. Nie trzeba długo czekać, aby wyłudzenie kredytu stało się faktem.

Szkoda, że potencjał dyskusji na temat RODO został sprowadzony do absurdów i interpretacji sprzecznych nie tylko z brzmieniem rozporządzenia, ale i zdrowego rozsądku. Właśnie dlatego nasze dane osobowe w dalszym ciągu są traktowane po macoszemu. Tymczasem namolni telemarketerzy nie są sensem RODO. Tym jest nasze własne bezpieczeństwo. Jak można mówić o bezpieczeństwie, kiedy jesteśmy w stanie recytować nasze dane w miejscu publicznym tak, aby każdy je słyszał?