Cudowne garnki Andrzeja Dudy – miały być darmowe badania w Wągrowcu i Rogozinie, był wiec poparcia dla prezydenta

Gorące tematy Państwo dołącz do dyskusji (131) 20.06.2020
Cudowne garnki Andrzeja Dudy – miały być darmowe badania w Wągrowcu i Rogozinie, był wiec poparcia dla prezydenta

Rafał Chabasiński

Wiece wyborcze niekoniecznie cieszą się zbytnim zainteresowaniem Polaków. W końcu najczęściej głosujemy „przeciw”, niż z przekonania. Najwyraźniej ktoś przeszedł samego siebie, jeśli chodzi o metody zwiększania frekwencji. Mieszkańców zapraszano na darmowe badania w Wągrowcu i Rogozinie – tych nie było, w przeciwieństwie do wiecu Andrzeja Dudy.

Tegoroczna kampania wyborcza obfituje w bezprecedensową liczbę wykorzystanych chwytów poniżej pasa

Jak to dobrze, że wybory prezydenckie 28 czerwca już niedługo. Trzeba przyznać, że kampania wyborcza tym razem obfitowała wręcz we wszelkiego rodzaju chwyty poniżej pasa. Najlepszym przykładem może być chociażby niesławna już debata w TVP. Same wybory korespondencyjne, bon turystyczny, czy kolejne tarcze antykryzysowe to również bardzo specyficzna płaszczyzna walki przedwyborczej. I to taka, której nie sposób wytykać wyłącznie stronnikom urzędującego prezydenta.

Wykorzystanie botów w mediach społecznościowych i marketing szeptany to obecnie smutna codzienność funkcjonowania partii politycznych w Polsce. Kampania wyborcza przed wyborami prezydenckimi nie stanowi tu w żadnym wypadku jakiegoś wyjątku.

Nie powinno nikogo dziwić, że także w mniejszej, lokalnej skali możemy się spotkać z zagrywkami co najmniej wątpliwymi. Jednak w Wielkopolsce najwyraźniej przekroczono pewną granicę. Jak inaczej nazwać ściąganie mieszkańców na rzekome darmowe badania w Wągrowcu i Rogozinie, tylko po to by podbić urzędującemu prezydentowi frekwencję na wiecu?

Ktoś mógłby powiedzieć: w trakcie epidemii koronawirusa darmowe badania dla mieszkańców to przecież coś dobrego. Skoro przy okazji wiecu przeprowadzono takowe, to chyba nie ma żadnego problemu. Właśnie w tym rzecz – żadnych badań nie było. Taka metoda postępowania jako żywo przypomina naciągaczy oferujących emerytom „cudowne garnki”, czy inny szmelc, pod płaszczykiem badań, występów artystycznych, czy „darmowych” prezentów.

Darmowe badania w Wągrowcu okazały się wabikiem na wiec prezydenta Andrzeja Dudy

Jak podaje Radio Zet, mieszkańcy wielkopolskiego Wągrowca zaczęli otrzymywać telefoniczne zaproszenia na darmowe badania pod kątem obecności koronawirusa. Do tego dochodziły konsultacje zdrowotne związane z epidemią. Trzeba przyznać, że tych trudnych  takie zaproszenie mogło zwrócić uwagę.

Uważny obserwator mógłby doszukać się podobieństw względem sposobu działania wspomnianych wyżej naciągaczy. Ci wykonują telefony do osób spełniających kryteria wiekowe, proponując udział w rozmaitych prelekcjach, występach, czy właśnie badaniach.

Często oferują przy tym jakiś gratis. Na miejscu, zupełnym przypadkiem, prowadzona jest sprzedaż garnków, pościeli, sprzętu kuchennego, mat z Janem Pawłem II, czy wyrobów pseudomedycznych. Oczywiście po zdecydowanie zawyżonych kosztach. Warto wspomnieć, że na odmowę najczęściej prowadzący rozmowę reagują wręcz agresywnie. I to nawet jak na standardy polskiego telemarketingu.

Darmowe badania w Wągrowcu miały się odbyć na wągrowieckim rynku, należącym do Miejskiego Domu Kultury. Jakież musiało być zdziwienie mieszkańców, że nie tylko żadnych badań nie było, ale również szykowano wiec poparcia dla Andrzeja Dudy – z udziałem lokalnych polityków partii rządzącej. Co bardziej zaskakujące: nikt nikomu nie próbował niczego sprzedać, z wyjątkiem może osoby urzędującego prezydenta.

Miejski  Dom Kultury, będący administratorem rynku, poinformował na swoim profilu na Facebooku, że o organizacji tego typu wydarzenia nikt z nim nie konsultował. Ani nawet nie raczył o nim poinformować. Szybko okazało się również, że takie same działania przeprowadzono w pobliskim Rogozinie.

Czy działacze PiS poprosili o pomoc jakiegoś specjalistę od wciskania emerytom „cudownych garnków”?

Fałszywe darmowe badania w Wągrowcu budzą wiele pytań. Ktoś musiał te telefony do mieszkańców wykonać. Żeby to zrobić, musiał skądś dysponować bazą ich numerów telefonów. Nie wydaje się, żeby taki numer miało bezpośrednio odpowiadać Prawo i Sprawiedliwość jako takie, czy sztab wyborczy Andrzeja Dudy.  Jednocześnie niewątpliwie istnieją powody, by to właśnie tam kierować pytania o cały incydent.

Jak już wspomniano, sposób działania jest na tyle charakterystyczny, że od razu sugeruje podmioty prowadzące bardzo specyficzną działalność handlową. Ewidentnie nieuczciwą, często balansującą na granicy prawa – ale niestety wciąż zasadniczo legalną. Partie polityczne w dzisiejszych czasach ochoczo korzystają z pomocy mniej lub bardziej profesjonalnych podmiotów zajmujących się rozmaitymi odcieniami marketingu. W tym także tego mocno szemranego.

Obrót wypadków może sugerować, że ktoś organizujący wiec mógł poprosić o pomoc w zwiększeniu frekwencji kogoś zajmującego się na co dzień sprzedażą, na przykład, cudownych garnków. Taki podmiot może dysponować nie tylko bazą „klientów”, ale także personelem zaznajomionym z takim a nie innym sposobem ściągania ofiar na wskazane miejsce. Dlatego też teraz trudno zidentyfikować firmę odpowiadającą za całe zdarzenie.

Darmowe badania w Wągrowcu stanowią przy tym właściwie wierzchołek góry lodowej. Nie da się ukryć, że w naszym kraju społeczeństwo głosuje przede wszystkim „przeciw”. W takich realiach mobilizacja mieszkańców na wiecach wyborczych jest dość trudna. Trudno się pochwalić tłumami na wiecu wyborczym, jeśli Polacy zasadniczo mają takiego czy innego polityka głęboko gdzieś. Stąd właśnie może się brać pokusa by zastosować środki znane z handlu także w polityce. To niestety nie pierwszy tego przypadek, przynajmniej w szerszym kontekście sprawy.

Wykorzystanie nieetycznych form marketingu powinno być nie tylko zabronione, ale i karane  – zwłaszcza gdy robią to partie polityczne

Partie polityczne korzystają z dobrodziejstw szemranego marketingu z prostego powodu – bo mogą a te wątpliwe etycznie praktyki dają spodziewane rezultaty. Nie istnieje, a szkoda, żaden przepis zabraniający wykorzystywania botów do działalności reklamowej, czy politycznej. Tymczasem marketing szeptany, w trosce o dobro wspólne, powinien stanowić po prostu przestępstwo.

I tak na przykład działalność gospodarcza polegająca na podszywaniu się pod innych ludzi w celach reklamowych powinna być karana nawet więzieniem. Podobnie powinna się kształtować sprawa wykorzystywania botów przez partie polityczne, podnajęte przez nie firmy, czy ich stronników – zwłaszcza za pieniądze. Warto przy tym zauważyć, że do tej pory ustawodawcy nie potrafią sobie poradzić nawet z podmiotami naciągającymi emerytów na kupno „cudownych garnków”.

Problem tego typu ma właściwie cały świat zachodni. Dopóki istnieje prawne przyzwolenie na marketing szeptany w najgorszej postaci, dopóty ktoś będzie z niego korzystał. W tym także ktoś, kto absolutnie nie powinien mieć możliwości wykorzystywania tego typu środków przeciwko obywatelom – partie polityczne.

Jeżeli nasze państwo będzie pozwalać firmom i partiom na oszukiwanie obywateli, to ci będą to robić w najlepsze. Nie zdziwmy się więc, jeśli w którychś następnych wyborach faktycznie jakiś wiec wyborczy jakiś sprytny działacz czy przedsiębiorca połączy z prezentacją garnków, materaców i cudownej pościeli.

 

131 odpowiedzi na “Cudowne garnki Andrzeja Dudy – miały być darmowe badania w Wągrowcu i Rogozinie, był wiec poparcia dla prezydenta”

  1. Otrzymanie bazy telefonicznej dla danego obszaru chyba nei stanowi problemu.
    Do mnie wydzwaniali (bo teraz przez pandemię na chwilę ucichli) wciskacze rożnych okazji i zapraszali na spotkanie do miasta w którym wg nich powinienem przebywać. Odpowiedzi skąd wiedzą ze numer komórkowy (czyli nie geograficzny) jest związany z danym miastem nie uzyskałem, ale za to zdziwienie że się o to pytam i standardowo pytanie gdzie jestem.

    Ale i tak najlepsze było, gdy miałem zwirtualizowany numer ze strefy warszawskiej (22) i ze akwizytorzy nie mogli pojąć, że nie dodzwonili się do Warszawy.

    Więc ja by się nie dziwił skąd kupiono bazę. Ale zawszę polecam w takich sytuacjach pytanie się o NIP firmy dzwoniącej i jej pełną nazwę i proszenie o chwilę w celu zweryfikowania czy takiej firmie udzielało się pozwolenia RODO. Zawsze akwizytor się rozłączy.

    • >czy takiej firmie udzielało się pozwolenia RODO. Zawsze akwizytor się rozłączy.

      Już nie zawsze. Mi powiedziano, że pani nie zna NIP, a żeby dzwonić nie potrzebuje zgody, bo mam telefon więc każdy może zadzwonić.

    • Dokładnie w Pyrlandii (wielkopolska) Wągrowiec i Rogoźno, a akurat Rogozino jest w woj mazowieckim, no przynajmniej wg wujka Googla i cioci Wikipedii

  2. Wątpię by to zrobili ludzie Dudy. Są głupi ale nie aż tak. Oczywistą
    jest rzeczą, że emeryt, który przyjechał na darmowe badania a żadnych
    badań nie było za to był wiec Dudy raczej z tego powodu nie zagłosuje na
    Dudę. Oczywiste też jest, że wieści o takim numerze rozniosą się w
    mediach informacyjnych i nie przysporzą poparcia Dudzie. Zatem zrobił to
    zapewne jakiś przeciwnik Dudy i to też raczej nie ze sztabu któregoś z
    kontrkandydatów tylko ktoś z pobudek osobistych i z całkowicie własnej
    inicjatywy. Ewentualnie mogły to być służby specjalne, które zauważyły w
    końcu, że rządy PiS to katastrofa i jak potrwają dłużej to zabiją ich
    żywiciela.

    • Myślę, że nie doceniasz ich możliwości. Nawet jeżeli założyć, że w sztabie wyborczym Dudy pracują jakieś bardziej ogarnięte egzemplarze, to powiatowe komórki partyjne składają się w dużej mierze z kompletnych idiotów, przekonanych, że im większą głupotę odwalą, tym większa szansa, że Kaczyński ich dostrzeże, pokocha i wyniesie ponad kurz prowincji.

  3. Skąd mieli numery? Dzwonili na każdy możliwy numer stacjonarny z danej strefy. Biorąc pod uwagę, że obecnie przy telefonie stacjonarnym zostały raczej starsze osoby tylko ułatwiło zadanie. Koleżanka dopóki miała telefon stacjonarny, to nie było tygodnia, żeby nie odpędzała się od różnych fundacji i innych naciągaczy. Nigdy nie podawała nigdzie tego numeru, nawet nie trafił do książki telefonicznej TP. Służył jedynie do komunikacji z babcią w Niemcach. Komórkę oczywiście też ma i rozmawia bardzo dużo z różnymi osobami, a jeszcze więcej do niej dzwoni i jedynie operator dzwonił z propozycją abonamentu.

  4. A nie powinno być: ” … w Wągrowcu i Rogoźnie?” 15 km od Wągrowca w Wielkopolsce jest Rogoźno, chyba
    ze chodziło o inną miejscowość?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *