Co się właściwie dzieje?
Od grudnia 2025 roku trwa spór zbiorowy między Międzyzakładową Organizacją OPZZ Konfederacja Pracy a zarządem Dino Polska. Związkowcy sformułowali trzy główne żądania: podwyżkę wynagrodzenia zasadniczego o 900 zł brutto, utworzenie Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych (ZFŚS) oraz zwiększenie zatrudnienia na stanowiskach niemenedżerskich o 30 proc. Lista zarzutów wobec spółki jest przy tym znacznie dłuższa – od pracy w temperaturach poniżej norm BHP, przez potencjalnie bezprawne potrącenia z wynagrodzeń, po brak ZFŚS, który firma zatrudniająca blisko 55 tysięcy osób miała ustawowy obowiązek utworzyć już dawno.
Reakcja zarządu? Początkowo – żadna. Na wyznaczone na styczeń rokowania nie pojawił się nikt z władz spółki, co związkowcy uznali za naruszenie ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych. Do pierwszego spotkania doszło dopiero 10 lutego w Katowicach – i trwało nieco ponad godzinę. Zamiast zarządu firmę reprezentował kierownik działu BHP i czterej prawnicy. Związkowcy wyszli rozczarowani. OPZZ przekazał spółce listę 28 postulatów i czeka na wyznaczenie mediatora przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Jeśli mediacje nie przyniosą efektu, na stole leży referendum strajkowe.
Dlaczego to boli giełdę?
Akcje Dino Polska jeszcze kilka miesięcy temu pobiły rekordy wycen. Dziś są najniżej od kilkunastu miesięcy – spadek przekracza 30 proc. w nieco ponad pół roku. I to w środowisku, w którym polska gospodarka wydaje się pozostawać w przyzwoitej kondycji.
– Głównym problemem Dino wydaje się rosnący konflikt z pracownikami spółki. Nie jest to sytuacja często występująca w Polsce poza sektorem wydobywczym – ocenia Kamil Szczepański, analityk XTB. – Stopień uzwiązkowienia polskich pracowników jest jednym z najniższych w Europie, a znikome prawa przysługujące polskim pracownikom są notorycznie łamane. Niewielu spodziewało się ciosów z tej strony, zwłaszcza w niszy, w jakiej operuje Dino, skupiając się na Polsce powiatowej i obszarach wiejskich.
Do tego dochodzi presja makroekonomiczna. Inflacja żywności spadała wyraźnie, a w skrajnych scenariuszach przewiduje się miejscową deflację – co utrudni spółce wykazywanie nominalnych wzrostów sprzedaży. W akcjonariacie Dino istotną rolę odgrywają krajowi inwestorzy detaliczni, którzy mogą reagować na negatywne informacje gwałtowniej niż kapitał instytucjonalny.
Matematyka jest bezlitosna
Tu dochodzimy do sedna problemu. Spełnienie żądań pracowniczych nie jest kwestią dobrej woli – jest kwestią marży. Jak wynika z szacunków opartych na danych finansowych spółki z trzeciego kwartału 2025 roku, sama podwyżka o 900 zł oznaczałaby ścięcie marży EBITDA o ok. 2 punkty procentowe. Zwiększenie zatrudnienia o 30 proc. na stanowiskach niemenedżerskich to kolejne 4 punkty procentowe. Łącznie – przy obecnej marży EBITDA na poziomie 7,8 proc. – spełnienie wszystkich żądań pochłonęłoby większość zysków firmy.
To nie znaczy, że podwyżki nie mają sensu. Wyższe płace pracowników sklepów w małych miejscowościach częściowo wracają do spółki – bo to ci sami ludzie robią potem zakupy w Dino. Zwiększenie zatrudnienia mogłoby też umożliwić bardziej efektywne procedury operacyjne. Ale realistycznie rzecz biorąc, kompromis – jeśli do niego dojdzie – będzie bolesny dla obu stron.
Firma z lat 90., która trafiła na Polskę lat 20.
W tle tego sporu kryje się głębszy problem, który dotyczy nie tylko Dino. Spółka powstała w 1999 roku i – jak zauważają analitycy – w jej filozofii zarządzania wciąż widać echa tamtej epoki. Polska jednak jest dziś innym krajem.
Siła robocza nie jest już „wsadem do produkcji" dostępnym w nieograniczonej ilości. Polska siła robocza kurczy się, a nigdzie nie kurczy się tak szybko jak na prowincji – czyli dokładnie tam, gdzie Dino ma swoje sklepy. Zarząd chce rozmawiać z pracownikami z pozycji, której już nie ma. Załogi są szkieletowe – w wielu sklepach na zmianie pracują trzy osoby – a nawet częściowy strajk mógłby doprowadzić do załamania procesów operacyjnych.
Jednocześnie płaca minimalna w 2026 roku wynosi 4806 zł brutto, a wynagrodzenia w Dino – jak twierdzą związkowcy – ledwo przekraczają ten poziom. Przy tym firma ma ponad 2600 sklepów, zatrudnia blisko 55 tysięcy osób i wygenerowała w 2024 roku przychody przekraczające 29 miliardów złotych. Jej założyciel, Tomasz Biernacki, kontroluje ponad 51 proc. akcji i jest jednym z najbogatszych Polaków. Kontrast między skalą sukcesu firmy a warunkami pracy jej pracowników jest trudny do zignorowania.
PIP w akcji – 140 kontroli i 206 decyzji
Spór zyskał dodatkowy wymiar, gdy w sprawę zaangażowała się Państwowa Inspekcja Pracy. Od początku 2026 roku inspektorzy przeprowadzili ponad 140 kontroli w sklepach Dino w całej Polsce. Wydano 206 decyzji administracyjnych, w tym 81 dotyczących konieczności zapewnienia odpowiednich warunków temperaturowych. W jednym ze sklepów w Skierniewicach na stanowisku kasowym zmierzono 3,2 stopnia Celsjusza.
Ministra pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk publicznie przypomniała, że pracownik ma prawo powstrzymać się od pracy, jeśli temperatura zagraża zdrowiu. Adrian Zandberg pojawił się w sklepie Dino w Sochaczewie z termometrem. Symbolika jest czytelna: firma, która rośnie jak na drożdżach, nie potrafi zapewnić pracownikom nawet minimalnych standardów, o których mówią przepisy.
Co dalej?
Najbliższe tygodnie pokażą, czy Dino zdecyduje się na realny dialog. Na horyzoncie są mediacje z udziałem mediatora wyznaczonego przez ministerstwo. Jeśli nie przyniosą efektu, związkowcy zapowiadają protesty i strajk – a biorąc pod uwagę, jak cienkie są kadry w sklepach, nawet ograniczona akcja strajkowa mogłaby mieć odczuwalne skutki.
Dla inwestorów sprawa nie jest prosta. CEO i główny akcjonariusz kontroluje ponad połowę głosów, więc nie grozi mu odwołanie. Ale problem jest realny i strukturalny – firma, by utrzymać marże i tempo ekspansji (345 nowych sklepów w samym 2025 roku), dokonywała optymalizacji, które coraz częściej zderzają się z rzeczywistością rynku pracy. 9 lutego z zarządu odszedł Piotr Ścigała, wieloletni menedżer odpowiedzialny m.in. za kontrolę funkcjonowania sklepów. Oficjalny powód: „względy osobiste". Czas pokaże, jak rynek to zinterpretuje.
Jedno jest pewne: spory zbiorowe to w polskim handlu zjawisko stosunkowo nowe, ale przybiera na sile – podobne konflikty toczą się równolegle w Kauflandzie i innych sieciach. Dino, jako lider wzrostu i ulubieniec giełdy, jest po prostu najbardziej widocznym przykładem szerszego trendu. Pytanie, czy na GPW wyceniono już wszystkie ryzyka, brzmi raczej retorycznie. Bo jeśli pracownicy naprawdę wyjdą na ulicę, okaże się, że dane w Excelu to jedno, a ludzie na kasach – to drugie.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj