1. Home -
  2. Na wesoło -
  3. Duolingo nie promowało podglądania ludzi w toalecie. Nie zdaniem poważnych ludzi

Duolingo nie promowało podglądania ludzi w toalecie. Nie zdaniem poważnych ludzi

Bywają w Komisji Etyki Reklamy sprawy poważne - takie, które poruszają ważne kwestie społeczne, dyskryminację, naciąganie faktów medycznych czy agresywny marketing wobec dzieci. No i są takie, które lubimy najbardziej.

Do tej drugiej kategorii można spokojnie zaliczyć sprawę przeciwko Duolingo, w której obywatel uznał, że animowany bohater aplikacji podgląda ludzi w toalecie, a sama reklama propaguje „blokowanie dostępu do sedesu”.

Zarzut brzmiał poważnie: Junior - znana z kampanii postać - miał „zaglądać przez szparę” do kabiny obok, proponując użytkownikowi Super Duolingo. Dla skarżącego była to scena niecenzuralna, wręcz karalna, bo przecież toaleta to przestrzeń intymna. Dodatkowo bohater korzystający z aplikacji miał – teoretycznie – blokować miejsce, z którego ktoś „naprawdę musi skorzystać”.

Wiecie co, to naprawdę trudno opisać słowami. Po prostu sobie zobaczcie:

Komisja Etyki Reklamy podeszła do sprawy bez emocji. Analizując reklamę, Zespół Orzekający ustalił jedno: to humorystyczna animacja, bez nagości, bez seksualizacji, bez wulgarności. Scena jest przerysowana, a to, co skarżący nazwał „podglądaniem”, w praktyce sprowadza się do postaci zaglądającej pod przegrodę – tak jak w wielu popularnych kreskówkach.

Trudno też uznać, że przeciętny konsument potraktuje reklamę jako zachętę do okupowania toalety w imię nauki języka. Argument o blokowaniu sedesu Zespół Orzekający skwitował dość sucho: jest sprzeczny z doświadczeniem życiowym. Innymi słowy: ludzie potrafią odróżnić realne instrukcje od żartobliwej kreacji.

Duolingo od lat opiera swoje kampanie na pastiszach, memach i przesadzie

To globalna marka, która nigdy nie korzysta z postaci realistycznych - zawsze są to animacje, groteskowe sytuacje i celowe przełamanie codziennych konwenansów. Tym razem nie było inaczej. Reklama miała zachęcić do nauki „gdziekolwiek i kiedykolwiek”, co akurat w świecie aplikacji edukacyjnych jest całkiem sensownym insightem.

W efekcie KER nie dopatrzyła się naruszenia art. 2 Kodeksu Etyki Reklamy. Nie było złamania dobrych obyczajów, nie było braku odpowiedzialności społecznej. Ot, reklama, która jednego widza rozbawiła, drugiego zszokowała, a pozostałych 99% – najpewniej – zostawiła obojętnymi.

Ale oczywiście, w imieniu opinii publicznej dziękujemy Skarżącemu za czujność naszej moralności i wolnych kabin sedesowych.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi