Freeganizm. Prawne aspekty grzebania w śmietniku

Codzienne Gorące tematy Społeczeństwo dołącz do dyskusji (146) 17.01.2021
Freeganizm. Prawne aspekty grzebania w śmietniku

Justyna Bieniek

Czy freeganizm jest legalny? Jak polskie prawo patrzy na de facto grzebanie w śmietniku w poszukiwaniu jedzenia? I w końcu, ile jest we freeganizmie mody, a ile odpowiedzi na współczesne czasy i trendy?

Co to jest freeganizm?

Trochę wstyd się przyznać, ale do tej pory pojęcie freeganizmu było dla mnie obce. Oczywiście słyszałam o marnowaniu jedzenia, wyrzucaniu przez sklepy spożywcze ogromnych ilości produktów, ale grzebanie w sklepowych śmietnikach, było dla mnie po prostu grzebaniem w sklepowych śmietnikach i, gdyby nie ten artykuł, pewnie dalej by tak było.

Tymczasem freeganizm rozrasta się jako ruch społeczny, a dla pewnej grupy osób jest życiową filozofią. W skrócie i dużym uogólnieniu, polega on na minimalizowaniu konsumpcji, ograniczeniu wytwarzania odpadów, racjonalnym kupowaniu, naprawianiu przedmiotów, pożyczaniu i wymienianiu się nimi z innymi. Dla jego przedstawicieli jest to wyraz sprzeciwu wobec konsumpcjonizmu i związanego z nim marnowaniu zasobów, w szczególności żywności.

Istotą freeganizmu jest jeden, dość kontrowersyjny szczegół — wyciąganie jedzenia ze sklepowych śmietników. To właśnie ta działalność budzi największy sprzeciw i niestety przez to w wielu państwach freeganizm może być przestępstwem. Jak jest u nas, czy zabieranie wyrzuconego jedzenia jest bezprawne?

Czy freeganizm jest legalny?

Jakiś czas temu w Polsce rozgorzała dyskusja na temat marnowania jedzenia. Na jej fali powstała ustawa o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności. Ustawa z założenia bardzo słuszna, niestety będąca jednym z licznych przykładów bubli prawnych. Na przeszkodzie sukcesu stała logistyka i brak konkretnych rozwiązań. Po latach okazało się, że dobroczynność musi być oddolna, nie odgórna. Co ma do tego freeganizm? Przede wszystkim w pewnym sensie łączy się z oddolnym ruchem walki z marnowaniem jedzenia.

Freeganie poszukują jedzenia w śmietnikach. Najczęściej korzystają ze śmietników sieci sklepów, restauracji i targowisk. Zostawiane tam jedzenie zabierają do domu i wykorzystują. Z punktu widzenia przepisów jest to działanie w szarej strefie. Freeganie wykorzystują po części lukę w prawie oraz niejednoznaczną interpretację i kwalifikację przepisów. Czy można traktować taką działalność jako przestępstwo? To zależy. Z jednej strony tego typu żywność i rzeczy można uznać za “porzuconą własność ruchomą”, jej przywłaszczenie nie może więc stanowić przestępstwa. Z drugiej, nawet jeżeli rzeczy te w dalszym ciągu będziemy traktować jako własność sklepu, tego typu działalność mimo że stanowi przestępstwo, można uznać za czyn o znikomej szkodliwość społecznej.

Nie jest to jednak koniec. W kwestii rozgraniczenia i zakwalifikowania danego czynu jako przestępstwa, ważne są również okoliczności zabrania jedzenia. Część sklepów ustawia swoje kontenery w ogrodzonej strefie albo zamyka je na kłódkę. Przeskoczenie płotu albo sforsowanie zabezpieczenia jest już niestety kradzieżą z włamaniem. Inaczej sytuacja przedstawia się, gdy do sklepowych śmietników jest swobodny dostęp. Tu zdefiniowanie tego czynu nie jest już tak proste. Z jednej strony czyn ma dość niską szkodliwość, z drugiej powstaje pytanie, jak traktować zabranie czegoś, czego posiadacz się pozbył. W opinii części prawników czyn ten więc nie będzie przestępstwem.

Freeganizm a prawo

Taki kierunek interpretacji czynów tego typu pokrywa się po części z tymi dokonywanymi np. w USA. Tamtejszy Sąd Najwyższy uznał, że freeganizm nie jest łamaniem prawa, o ile nie narusza „miru domowego”, czy nie niszczy mienia. Inaczej w tej kwestii wypowiedział się niemiecki sąd, dla którego tego typu działalność jest bezprawna. Trudno określić, jak do tej kwestii podszedłby polski sąd. Do tej pory na wokandzie nie znalazła się sprawa o podobnym charakterze.

146 odpowiedzi na “Freeganizm. Prawne aspekty grzebania w śmietniku”

    • Jakimś wytłumaczeniem może być fakt, że łatwo dostępne śmietniki przyciągają żuli i inne nieciekawe typy, a ich obecność źle wpływa na wizerunek sklepu czy restauracji. No ale wystarczy właśnie jedzenia nie marnować, a przekazywać do fundacji, jadłodajni dla bezdomnych czy tym podobnych instytucji.

      • Ha, obowiązkiem społeczeństwa było żula ocalić albo dokądś wyekspediować. Obowiązkiem społeczeństwa było też utrzymać gospodarkę na poziomie, który nie dopuszcza korpodominacji ze stawkami pracy, które uniemożliwiają ludziom utrzymanie siebie, mieszkania i, powiedzmy, psa. Pieniędzy jest za mało, 40% jedzenia się marnuje. Pieniędzy jest ‚za mało’, a pustostany stoją i czekają na lepszą koniunkturę. Chwała dobrym modom, niech ludzie ratują, co jeszcze się da.

        • Nie zgadzam się. Nie mam takiego obowiązku. Akurat miałem możliwość obserwowania jak człowiek którego znałem stawał się żulem. Poszło o to że rzuciła go dziewczyna z którą miał brać ślub. Najpierw było piwko z kolegami żulami, rzucenie pracy, i tak kawałek po kawałku aż do spania na ławce. Bliscy próbowali przemówić mu do rozsądku ale bezskutecznie.
          Koniec końców to jego decyzja i na niektórych nie wpłyniesz.

          • Nie zgadzaj się.

            Ale gadanie w takiej sytuacji niczego nie da. To jak gadanie do wygłodzonego psa, który stoi przed pełną miską, żeby jednak tego nie jadł tak szybko.

          • Ha, skoro nie mamy obowiązku ratować, to chociaż przestańmy utrudniać, stawiając na półce po litrze wódki za 30 zeta.

    • Nie do końca Chodzi o praktyczną stronę Zawsze coś się rozleje albo rozsypie poza tym z naturą ludzi – klientów- się nie wygra Pierwszy odruch jak ktoś grzebie w śmieciach to obrzydzenie. Musieliby stworzyć warunki do „przetwarzania śmieci” Da się ale wie Pan to nie są tanie rzeczy ;-)

  1. Art. 180 kc jest jasny, włożenie rzeczy do śmietnika to „wyzbycie się z zamiarem porzucenia”. W tym momencie rzecz staje się niczyja i nie może dojść do wypełnienia się znamion z art. 278 kk, ponieważ użyto tam słowa „cudza”, a nie można ukraść rzeczy, która nie ma właściciela. Nawet jeśli śmietnik znajdował się za ogrodzeniem, nie można mówić o kradzieży z włamaniem, a jedynie o wejściu na teren bez pozwolenia (art. 193 kk).

    Pomijając aspekty prawne, grzebanie w kuble w poszukiwaniu jedzenia jest po prostu obrzydliwe – nie ważyłbym się wziąć wyciągniętego stamtąd produktu do ręki, chociażby był w oryginalnym opakowaniu. Rozumiem bezdomnych czy nawet ludzi żyjących w skrajnej biedzie, ale akurat freeganizm to moda, a nie konieczność, i najczęściej wynika z cwaniactwa ludzi przyzwyczajonych, że mogą wszystko mieć za darmo.

    • Wyrzucić –
      to nie jest takie proste,
      bo zależy od umowy z odbiorcą odpadków, w momencie wrzucenia ich do kubła mogą stać się jego własnością, a jaką wartość przedstawiają to już inna sprawa.

      Inna rzecz to wola wyrzucającego, bo są np. kosze na dokumenty „do zniszczenia, czyli raczej wyrzucający chce aby na pewno nie pozostawiono ich w formie czytelnej, i nie dopusczono do nich osób trzecich.

      Podobnie opakowania firmowe ze znakami towarowymi, plandeki reklamowe, czy choćby kupony konkursowe dołaczane do produktów, jeśli nie zostały sprzedane, nie powinne działać w obrocie „ze śmietnika”, szanujemy swoją firmę, partnerów i wolimy coś zniszczyć niż, aby np bezdomni mieli namioty z banerem cocacola prze kilka lat- jaki to wizerunek…

      Może być też odpad sortowany, który przeznaczamy do przeróbki, na nawóz czy kocią karmę czy papier toaletowy.
      Tutaj też nie życzymy sobie aby ktoś nam go podbierał, albo zanieczyszczał. sortowane szkło czy plastik.

      Ostatecznie jeszcze czynnik negatywny, jeśli wyrzucamy dodatkowo coś niebezpiecznego, choćby rozlaną chemię domową, albo tłuczone naczynia szkło (nierecyklingowalne),
      to chcemy mieć pewność że nikt się tym już nie skaleczy, zatruje, zakazi (modne dziś maseczki-rękawiczki, że już odpadów medycznych nie wspomnę).
      Wolą wyrzucającego jest wówczas, żeby przekazać te odpadki profesjonalistom od śmieci, tak aby nie zaszkodziły osobom trzecim.

      a nawet jakby się tak stało, że to z winy własnej i na własną odpowiedzialność nurkowie śmietnikowi zrobili sobie krzywdę, co faktycznie zdejmuje odpowiedzialność karną i cywilną z wyrzucającego jak i odbiorców odpadów.
      Pozostaje , u wrażliwszych wina moralna, że jednak się do tego przyczynili, wystawiając taką kuszącą zasadzkę, lub nie dość ją zabezpieczyli.

      • > szanujemy swoją firmę, partnerów i wolimy coś zniszczyć niż, aby np
        bezdomni mieli namioty z banerem cocacola prze kilka lat- jaki to
        wizerunek…

        taki, że dbacie o biednych. Jeśli wolicie coś zniszczyć niż żeby biedni się ogrzali, bo wam to pasuje „wizerunek” – przykre to jest. Jak się role odwrócą to może wtedy zrozumiecie.

        >zanieczyszczał. sortowane szkło
        Ludzie rzadko kiedy jedzą szkło. A wystarczy wystawić osobny pojemnik na niezepsutą żywność. Problem rozwiązany.

        • co innego jest przekazać oficjalnie datki czy produkty Braciom od Alberta, i zostać wymienionym jako ficjalny darczyńca na plakatach.
          a inną wizją jest to, że nasze logo, jest wygrzebane ze śmieci.

          wiesz że bezdomni wyciągają butelki kaucyjne z recyklingu, a jednocześnie często pozostawiają tam swój sprzęt, lub wydaliny?
          lub po przyczyniają się do szybszego zużycia pojemników recyklingowych.

          a wiesz jaka masakra odbędzie się pod śmietnikiem jelsi wystawić przeterminowane piwo…

    • Jest równie szkodliwy co czyny mrocznego Janusz podziemia który zakrada się do śmietników i widząc np. plastik wrzucony do pojemnika na bioodpady dokonuje posortowania śmieci które ich właściciel chciał mieć nieposortowane bo nie lubi Zbyszka z sortowni i chce żeby Zbyszek miał jak najwięcej pracy.

    • z punktu widzenia sieci handlowej, klient który coś znajdzie, nie kupi porcji która aktualnie jest w sklepie na półce.
      I tutaj wchodzi prawo wielkich liczb, ilu takich niedoszłych klientów będzie, i jakie straty w sprzedaży spowodują. Jeszcze gorzej gdy wpędzą sklepów model „na przeczekanie” daty ważności i kolejną partię towaru doprowadzą do wywalenia na śmietnik.

      Oczywiście sieć może się bronić, zmniejszając kolejne dostawy, ale można łatwo taki system rozchwiać powodując większe wyrzucaniee na śmieci.

      a że niby biedny klient i tak nie kupi…
      a to podobnie jak z piractwem komputerowym.
      kupi, kupi mniaj, wyżebra i ktoś mu kupi, czy w końcu jakaś organizacja charytatywna kupi, i lepiej wówczas aby kupiła po cenie normalnej ,a nie promocyjnej, ani cenie uśrednionej z ceną zerową śmietnika.

      • Jeśli żywność się marnuje to oznacza, że produkujemy jej więcej niż trzeba. Jeśli część trafi do śmietnika, a reszta do sprzedaży to zakłady będą produkować więcej. Więc więcej trafi do śmietnika i w końcu dla kogoś zabraknie. Warto myśleć w skali planety, a nie czy jeden sklep/sieć zarobi czy nie.

        • teoretycznie to masz racje,
          i poniekąd system też do tego zmierza, bo mimo iż maksymalizując swój zysk, każda sieć i każdy menadżer zamawia tyle ile trzeba i żeby „nie więcej” bo się zepsuje.
          Jednak, nagłe dodatkowe źródło jakim jest wtórny smietnik, (a on nie ponosi kosztów dodatowego transpotru, magazynowania zakupu – jak sklepy konkurencyjne)
          ma wbrew pozorom dużo większy wpływ na możliwość rozchwiania rynku i szacowania potrzeb.

    • Niska szkodliwość to pojęcie kodeksowe, decyduje o karalności danego czynu. W świetle kk nie ma zerowej szkodliwości.

  2. Trochę nie na temat ale napiszę. Od pewnego czasu zostałem rolnikiem na własne potrzeby nie tyle z pasji co konieczności. To dlatego że to co sprzedaje się w sklepach (a nazywa moim zdaniem bezprawnie jedzeniem) jest albo niesmaczne albo niezdrowe. (Dla przykładu – jeśli ktoś korzysta z produktów sklepowych może być nieświadomy – idziesz do sklepu kupujesz ziemniaki sadzisz je u siebie na polu a to co urośnie jest kilka razy smaczniejsze – o zdrowotności nie wspomnę – trudno w to uwierzyć jeśli się nie spróbuje). Wracając do tematu. Chętnie widziałbym u siebie na kompoście takie produkty ze śmietnika albo odpadki z miejscowych restauracji czy przetwórni. Ale to jedzenie jest skażone i pozostałości tego przejdą mi do kompostu a potem do jedzenia. Oczywiście pewnie w mniejszej ilości bo część ulegnie rozpadowi ale jednak. Jednym zdaniem. Chcesz żyć dłużej i zdrowo hoduj jedzenie samemu. Tak wiem to co jesz na co dzień według mnie nie kwalifikuje się nawet na kompost. Smutna rzeczywistość kapitalizmu gdzie zdrowe jedzenie zamieniliśmy na technikę.

    • a tak z ciekawości to jakich związków chemicznych się obawiasz?

      większość tego co mamy w tabeli dodatków typu E-xxx jest biodegradowalna,
      albo ostatecznie ucieknie do wód gruntowych wypłukana przez deszczówkę.

      można jeszcze kupić/dobrać odpowiednie bakterie do kompostownika i rozłożą wszystko na proste związki chemiczne.

  3. Każdy niech je co chce albo jak chce ale błagam, nie przypisujcie ciągle jakichś ideologii do jedzenia.

    Weganizm, freeganiz, wegetarianizm, jpd.
    Odnośnie śmieci przepisy są jednoznaczne i tu nie ma miejsca na zależy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *