Na pieniądzach wykrywa się bakterie jelitowe, gronkowce, pleśnie oraz wirusy odpowiadające za infekcje dróg oddechowych. Nigdy nie wiadomo, który ze średnio 25 tys. różnych mikroorganizmów (bo o tylu mieszkańcach banknotów się mówi) akurat da nam popalić.
Gotówka oprócz swojej nominalnej wartości jest bogata w zarazki
Polskie banknoty pozostają w obiegu średnio około 1–2 lat, zanim na dobre się zniszczą, podczas gdy monety są w stanie krążyć nawet ponad pół wieku. Nie sposób policzyć, ilu ludzi zetknie się z nimi przez ten czas.
Generalnie monety są dla drobnoustrojów mniej przyjazne niż banknoty wykonane z mieszanek bawełny i lnu, niemniej nie każdy kontakt z gotówką kończy się chorobą. Ale ryzyko rośnie, gdy bezpośrednio po transakcji sięgamy po jedzenie lub dotykamy twarzy. Patogenom wszystko jedno, czy trafią do organizmu przez klamkę, dłoń czy zadrukowany papierek.
Mimo że naukowcy uspokajają, mówiąc o strukturze banknotów raczej niesprzyjającej przenoszeniu się bakterii czy wirusów na człowieka i pieniądzach nietworzących warunków przyjaznych namnażaniu się ich niechcianych gości, lepiej dmuchać na zimne.
Brak dbania o czystość w sklepie narusza umowę z klientem
W pewnym sensie po wejściu do sklepu klient zawiera z właścicielem umowę. Klient zobowiązuje się do zapłacenia za rzeczy, a przedsiębiorca do zapewnienia klientowi odpowiednich warunków sanitarnych umożliwiających dokonanie zakupu i do wydania towaru w zamian za zapłatę.
Bezpieczeństwo higieniczne należy traktować jako immanentny element kontraktu. Dotykanie przez sprzedawcę brudnymi rękoma żywności gotowej do spożycia jest oczywistym naruszeniem tych warunków.
Podobnie należy traktować sytuację, w której nawet mimo że ręce ekspedienta są czyste, to np. kroi on coś na desce, na której chwilę wcześniej rozsypał garść monet potrzebnych mu do wyliczenia reszty. Jeżeli dotyczy to mięsa, które przed zjedzeniem poddamy obróbce termicznej, to problem w sumie nie istnieje. Ale będzie to niedogodnością, gdy pokroi tam ser albo położy szynkę wyjętą z lady chłodniczej, a my w porę nie zwrócimy mu uwagi.
W ferworze pracy napędzanym sznureczkiem ludzi w kolejce niektórzy pracownicy kompletnie pomijają czystość, a nie powinni, ponieważ gdy w następstwie kontaktu jedzenia z gotówką ktoś nabawiłby się problemów, zaktualizowałoby się równolegle kilka reżimów odpowiedzialności.
Podstawą arsenału przepisów, który można wytoczyć przeciwko sklepowi, jest art. 415 Kodeksu cywilnego, zgodnie z którym: „kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, obowiązany jest do jej naprawienia”. Da się śmiało rozciągnąć tę treść na potrzebę odpokutowania zachowań polegających na niezachowaniu elementarnych zasad ostrożności w obrocie gotówką w sklepie.
Z art. 120 § 1 Kodeksu pracy wynika, że w razie wyrządzenia przez pracownika przy wykonywaniu przez niego obowiązków pracowniczych szkody osobie trzeciej zobowiązany do naprawienia szkody jest wyłącznie pracodawca. Doprecyzowujący art. 444 § 1 k.c. mówi o naprawieniu szkody obejmującym wszelkie wynikłe z uszkodzenia ciała lub wywołania rozstroju zdrowia koszty. Co więcej, na żądanie poszkodowanego zobowiązany do naprawienia szkody powinien wyłożyć z góry sumę potrzebną na pokrycie kosztów leczenia.
Żeby odpowiadać, nie trzeba zarazić. Wystarczy kogoś narazić na niebezpieczeństwo
W określonych okolicznościach do gry wkracza również odpowiedzialność karna. Art. 160 § 1 Kodeksu karnego penalizuje narażenie człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo doznania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Istotny jest także art. 161 § 1 k.k. odnoszący się do sytuacji, w których sprawca, wiedząc, że jest dotknięty m.in. chorobą zakaźną, naraża bezpośrednio inną osobę na zarażenie. Art. 361 § 1 k.c. zaś ogranicza odpowiedzialność do „normalnych następstw działania lub zaniechania”, z którego szkoda wynikła.
Reżimem odpowiedzialności jest również Ustawa z dnia 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Według art. 49:
kto, nie będąc uprawnionym, przywozi, przewozi, przekazuje, namnaża, wywozi, przechowuje, rozprzestrzenia, nabywa, pomaga w zbyciu biologicznych czynników chorobotwórczych, lub wykorzystując te czynniki w inny sposób, stwarza zagrożenie dla zdrowia publicznego, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
Za niewdrażanie lub niestosowanie procedur zapewniających ochronę przed zakażeniami oraz chorobami zakaźnymi i nieprzestrzeganie wymagań higieniczno-sanitarnych grozi grzywna.
Czystość należy utrzymywać w różnych często dotykanych miejscach, będących powszechnymi wektorami przenoszenia drobnoustrojów, jak: klamki, terminale płatnicze, koszyki i wózki zakupowe czy powierzchnie robocze, z którymi klient lub sprzedawca mają kontakt.
Mimo że artykuł skupia się na sklepach, to temat potrzeby zachowania czystości do sklepów się nie ogranicza. Bo równie dobrze można ucierpieć u kosmetyczki lub fryzjerki używającej niezdezynfekowanych narzędzi i przeterminowanych produktów, lub nabawić się wysypki po przymierzeniu koszulki w second-handzie bądź po nocce w niewypranej pościeli w hotelu. I w każdym z tych przypadków mamy prawo walczyć o swoje.
Wysoki stopień prawdopodobieństwa wystarczy do ustalenia odpowiedzialności
Przyjmuje się, że gdy chodzi o ustalenie przyczyny utraty lub pogorszenia zdrowia ludzkiego istnienie związku przyczynowego z reguły nie może być absolutnie pewne. W związku z tym dopuszcza się ustalenie tego związku na podstawie wysokiego stopnia prawdopodobieństwa, doświadczenia życiowego oraz wiedzy medycznej (przykład: wyrok Sądu Okręgowego w Gliwicach, 26 listopada 2014 roku, sygn. akt: XII C 3/12). Wystarczające jest wykazanie, że kontakt np. z gotówką czy przeterminowanym kosmetykiem u makijażystki w danych okolicznościach był najbardziej prawdopodobnym źródłem incydentu, zwłaszcza gdy brakuje racjonalnych alternatyw.
Na papierze wygląda to nieźle, jednak w realiach obrotu społecznego realizowanego poprzez anonimowy łańcuch kontaktów międzyludzkich odtworzenie sytuacji aż do ustalenia pierwszego ogniwa jest nierealne. Do tego dochodzi fakt, że sam kontakt jedzenia z pieniędzmi w konkretnym momencie nie musiał być bezpośrednią przyczyną problemu. Do zakażenia mogło dojść równie dobrze w drugim czy trzecim sklepie odwiedzonym tego samego dnia albo w zupełnie innym miejscu. Trudno więc w jakikolwiek sposób oszacować stopień swojego przekonania, aby nie zrzucać słów na wiatr i nie posądzać kogoś wyłącznie wedle własnego widzimisię.
Mimo że sklep powinien zapłacić za swoje zaniedbanie, kłopot z przypisaniem winy świetnie go chroni, a furtka prawna jest bardziej przymknięta niż otwarta na oścież. To kolejny raz, gdy państwo podaje obywatelowi oręż… a zaraz potem stara się mu go wyrwać. Niemniej nie warto od razu się poddawać, bo nasz przeciwnik nie zawsze łatwo się wywinie. Ze wspomnianego wyroku gliwickiego sądu wynika:
jeżeli strona powodowa udowodniła fakty przemawiające za zasadnością powództwa, to na stronie pozwanej spoczywa ciężar udowodnienia ekscerpcji i faktów uzasadniających jej zdaniem oddalenie powództwa (SN w wyroku z dnia 20 kwietnia 1982 roku, I CR 79/82, por. też wyrok Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu, z dnia 28 kwietnia 1998 roku, I ACa 308/98).
Gdyby udało się obarczyć sklep odpowiedzialnością, miałaby ona najpewniej charakter tzw. winy bezimiennej znanej z prawa medycznego, gdy szkoda jest oczywista, lecz nie da się wskazać, kto dokładnie narozrabiał.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj