Pomimo tego polskie ustawodawstwo i praktyka orzecznicza pozostają w tej kwestii ostrożne. Wydaje się jednak, że zmierzenie się z tytułowym zagadnieniem to tylko kwestia czasu.
Zwierzę w polskim prawie — między empatią a własnością
Zgodnie z art. 1 ust. 1 ustawy o ochronie zwierząt, zwierzę „nie jest rzeczą", a człowiek jest mu winien poszanowanie i opiekę. Jednocześnie ustawodawca wprost w art. 1 ust. 2 dodaje ważny wyjątek:
„W sprawach nieuregulowanych w ustawie do zwierząt stosuje się odpowiednio przepisy dotyczące rzeczy."
Oznacza to, że w kwestiach, których sama ustawa o ochronie zwierząt nie reguluje (np. prawo własności, dziedziczenie, sprzedaż, darowizna, zastaw czy egzekucja komornicza), stosuje się analogicznie przepisy Kodeksu cywilnego o rzeczach. W praktyce oznacza to, że w sprawach rozwodowych pies lub kot nadal bywa traktowany jako składnik majątku wspólnego podlegającego podziałowi.
Zwolennicy zmian podkreślają, że to rozwiązanie nie odpowiada współczesnym realiom społecznym. Krytycy odpowiadają jednak, że nie każda zmiana obyczajowa powinna automatycznie prowadzić do ingerencji w prawo rodzinne, ponieważ jeżeli zwierzę w obrocie prawnym ma nie być rzeczą, to jak je traktować? Na równej stopie z człowiekiem?
A co z parami, które nie brały ślubu?
Warto pamiętać, że problem własności zwierzęcia po rozstaniu dotyczy nie tylko rozwodów, ale także rozpadu nieformalnych związków. W przypadku par, które nie zawarły małżeństwa, sytuacja prawna pupila jest jeszcze bardziej skomplikowana — nie mamy tu do czynienia z majątkiem wspólnym, lecz z dwoma odrębnymi majątkami, co sprawia, że ustalenie „prawa własności" do psa wymaga udowodnienia okoliczności jego nabycia.
Jak Europa rozwiązuje spory o zwierzęta po rozwodzie
Tymczasem w Hiszpanii, po nowelizacji kodeksu cywilnego z 2021 r., sądy mogą orzekać o opiece naprzemiennej nad zwierzęciem oraz o podziale kosztów jego utrzymania, kierując się jego dobrem, a nie prawem własności.
Hiszpański precedens — 40 euro miesięcznie na psa
W kwietniu 2024 roku Sąd Prowincjonalny w Pontevedrze (potwierdzając wyrok sądu w Vigo) orzekł w sprawie rozwodowej:
- Pies zostaje pod opieką byłej żony (wraz z dwojgiem dzieci).
- Były mąż ma zapłacić 40 euro miesięcznie na zwykłe utrzymanie psa (karma, podstawowe wydatki).
- Dodatkowo obie strony dzielą się po połowie kosztami weterynaryjnymi i nadzwyczajnymi.
Na dzieci alimenty wyniosły po 75 euro na każde, więc pies dostał ponad połowę kwoty na jedno dziecko. Nie są to jednostkowe przypadki — podobne orzeczenia zapadały w innych hiszpańskich miastach, a takie same tendencje widoczne są we Francji, Niemczech czy Włoszech, gdzie orzecznictwo odchodzi od czysto majątkowego postrzegania zwierząt.
Gdzie są granice jurydyzacji życia prywatnego?
Najczęściej podnoszony zarzut dotyczy nadmiernej jurydyzacji relacji prywatnych. Krytycy pytają, czy sądy rodzinne, już dziś przeciążone sprawami dotyczącymi dzieci, powinny dodatkowo rozstrzygać o harmonogramach opieki nad psem czy o podziale kosztów karmy i leczenia. Czy rzeczywiście prawo i sędziowie muszą wchodzić w obszary życia dotychczas regulowane przez normy społeczne, obyczajowe lub etykę?
Argument precedensu — pies dziś, chomik jutro?
Pojawia się też argument precedensu: jeśli uznamy możliwość alimentów na psa, dlaczego nie także na kota, chomika, papugę czy dużo droższego w utrzymaniu konia? Gdzie przebiega granica między istotą czującą a zwierzęciem gospodarskim lub egzotycznym? Zdaniem przeciwników brak jasnych kryteriów może prowadzić do chaosu orzeczniczego.
Antropomorfizacja zwierząt — czy to droga donikąd?
Nie bez znaczenia jest również obawa przed antropomorfizacją zwierząt. Część prawników i etyków, a nawet językoznawców podkreśla, że choć zwierzęta odczuwają stres i przywiązanie, nie są podmiotami prawa rodzinnego, a zrównywanie ich sytuacji z dziećmi — nawet symboliczne — może prowadzić do rozmycia kluczowych pojęć prawnych.
Natomiast zwolennicy zmian odpowiadają, że nie chodzi o nadanie zwierzętom statusu dzieci, lecz o konsekwentne stosowanie humanitarnej ochrony zwierząt. Alimenty na psa nie byłyby „świadczeniem dla zwierzęcia", lecz obowiązkiem finansowym byłych opiekunów, wynikającym z podjętej wcześniej odpowiedzialności.
Czy polskie sądy są gotowe na alimenty na psa?
W Polsce bezpośrednie alimenty na psa czy inne zwierzę nie są na razie możliwe. Ustawa o ochronie zwierząt stanowi wyraźnie, że pies nie jest rzeczą, ale też nie jest podmiotem prawa — nie posiada zdolności prawnej. Kodeks rodzinny i opiekuńczy przewiduje alimenty tylko na osoby (dzieci, małżonka, rodziców itp.).
Koszty utrzymania pupila w alimentach na dziecko — to już się dzieje
Jednak zapadają już wyroki, w których koszty utrzymania psa czy kota były brane pod uwagę przy ustalaniu usprawiedliwionych potrzeb osoby uprawnionej do alimentów (najczęściej dziecka). Sądy nie traktują tego jako odrębnych „alimentów na zwierzę", ale jako element zwiększający ogólne koszty utrzymania uprawnionego.
Co ciekawe, coraz więcej młodych par już przed ślubem zawiera umowy regulujące, kto weźmie psa po ewentualnym rozwodzie. To pokazuje, że świadomość problemu rośnie szybciej niż zmiany legislacyjne.
Absurd czy postęp — dokąd zmierza prawo rodzinne?
Dla jednych to absurd i „szaleństwo lewackie", dla innych krok w stronę uznania, że zwierzęta to coś więcej niż mebel. W Europie Zachodniej (Hiszpania, Francja, Włochy) trend jest wyraźny — zwierzęta coraz częściej otrzymują alimenty na równi z dziećmi czy byłymi małżonkami. Wydaje się, że w Polsce na razie linia orzecznictwa pozostaje dosyć umiarkowana, aczkolwiek widać lekką tendencję do wliczania kosztów utrzymania pupila — ale nigdy jako odrębnych alimentów.
Pytaniem otwartym jest, czy zwycięży zdrowy rozsądek, w którym empatia wobec zwierząt nie powinna przesłaniać priorytetu człowieka i rodziny, czy też pójdziemy drogą „rewolucyjną".
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj