Właściciel z psem na smyczy ma średnio po 3 nogi
Problem średniej arytmetycznej tkwi w tym, że nie oddaje ona realnych zarobków Polaków. Weźmy pod uwagę np. sporą firmę, w której większość osób pracuje za minimalną krajową lub nieco więcej, ale w zarządzie znajduje się prezes i kilku dyrektorów zarabiających po kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie. Uśredniając zarobki wszystkich zatrudnionych w takiej korporacji, otrzymamy całkiem niezłą sumkę.
Jest ona jednak zawyżona przez kilka osób na wysokich stanowiskach, a zwyczajny „Kowalski" może tylko pomarzyć o takich zarobkach. Tak jak średnia płac w pojedynczej firmie będzie zawyżona przez szefa albo wręcz całe grono menedżerów, tak też średnia krajowa będzie odpowiednio przeszacowana.
Dlatego o wiele lepiej realną skalę wynagrodzeń oddaje dominanta lub mediana. Pierwsza z nich to liczba, która najczęściej występuje (a więc dominuje) w danym zbiorze. Druga z kolei to środkowa wartość ze zbioru. Innymi słowy, mediana wynagrodzeń dzieli Polaków na dwie równe części: jedna połowa zarabia mniej, druga więcej niż wynosi mediana. Jak wynika z danych GUS, dla większości Polaków średnia krajowa jest wciąż tylko marzeniem – mediana jest niższa od przeciętnego wynagrodzenia o blisko 20 proc.
Średnia sztucznie zawyża nasze wypłaty
Najlepiej widać to na danych liczbowych. Załóżmy, że nasza hipotetyczna firma składa się z 11 pracowników, w tym:
- 9 pracujących za 4000 zł netto miesięcznie,
- 1 pracujący za 8000 zł netto miesięcznie,
- 1 pracujący za 18 000 zł netto miesięcznie.
Od razu widać, kto w naszej „piłkarskiej" firmie składającej się z 11 osób jest szefem, kto kierownikiem, a kto pracownikami niższego szczebla. Łączna suma zarobków to 62 000 złotych netto na miesiąc. Ile to w przeliczeniu na każdego pracownika z osobna?
- średnia – 5636 zł netto,
- dominanta – 4000 zł netto,
- mediana – 4000 zł netto.
Niestety im większa firma (a więc i więcej dobrze zarabiających menedżerów, dyrektorów i prezesów), tym średnia arytmetyczna bardziej zawyża przeciętne zarobki. Wartości dominanty i mediany mogą się od siebie różnić, ale akurat w naszym hipotetycznym przypadku są takie same. Największe różnice widać między nimi a średnią – jak np. w danych GUS za sierpień 2025 roku.
Przeciętne wynagrodzenie wygląda fajniej „na papierze" niż mediana
Cykliczne (miesięczne) raporty na temat mediany wynagrodzenia w Polsce są publikowane przez GUS dopiero od 2024 roku. Wcześniej Główny Urząd Statystyczny był krytykowany za przedstawianie danych dotyczących płac za pomocą średniej arytmetycznej. A ile wynosi średnia arytmetyczna i mediana wynagrodzeń w Polsce?
Jak donosi portal podatki.biz na podstawie danych GUS za sierpień 2025 r., przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej wynosiło 8827,87 zł brutto (czyli przed opodatkowaniem i składkami), a mediana 7280,00 zł brutto. To niemal 1550 złotych różnicy na korzyść średniej arytmetycznej, która jednak znacznie gorzej oddaje realia od mediany.
Czy zatem statystyczny Polak zarabiał w sierpniu zeszłego roku 7280 złotych brutto? Nie do końca, gdyż połowa rodaków zarabia mniej, a druga połowa więcej niż wynosi mediana. Nawiasem mówiąc, mediana w sektorze prywatnym za sierpień 2025 r. wyniosła 6672,87 zł.
A i tak powyżej zaprezentowane kwoty są zapewne jeszcze zawyżone. Dlaczego?
Małe firmy psułyby statystyki, więc się nie liczą
Nie dość, że Główny Urząd Statystyczny liczy (obok mediany) cały czas przeciętne wynagrodzenie w oparciu o średnią arytmetyczną, to jeszcze nie robi tego dla nas wszystkich. Małe, kilkuosobowe firmy – w których nie ma „grubych ryb" w postaci dyrektorów czy całego zarządu – nie są brane pod uwagę.
Sektor przedsiębiorstw stanowi część gospodarki narodowej i obejmuje podmioty o liczbie pracujących 10 i więcej osób.
Co więcej, GUS najczęściej w swoich raportach nie uwzględnia np. umów zleceń, a zwykle opiera się na samych umowach o pracę. Tymczasem minimalna stawka godzinowa na zleceniu dotyczy ogromnej liczby pracujących Polaków, których zarobki po prostu nie trafiają do oficjalnych statystyk. Skoro mamy liczyć „średnie wynagrodzenie w Polsce", to powinniśmy brać pod uwagę zarobki wszystkich – także w tych najmniejszych firmach i nie tylko w oparciu o umowę o pracę. Warto też pamiętać, że różnice w zarobkach między miastami są ogromne – w Katowicach czy Krakowie średnie płace znacząco przewyższają te z mniejszych ośrodków, co dodatkowo zaburza ogólnokrajowy obraz.
Założę się, że gdyby tak się stało, średnia i mediana zarobków mocno by się obniżyły, ale dopiero wówczas uzyskalibyśmy rzeczywiste zarobki Polaków.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj