1. Home -
  2. Praca -
  3. Inżynier prowadzi stoisko na bazarze. „Zarabiałem na straganie więcej, niż ktokolwiek mógłby mi zapłacić”

Inżynier prowadzi stoisko na bazarze. „Zarabiałem na straganie więcej, niż ktokolwiek mógłby mi zapłacić”

Sprzedawca na targu bywa stereotypowo odbierany jako nieudacznik. Mało kto postrzega handel w takim miejscu jako dochodową działalność pozwalającą na ponadprzeciętne zarobki.

Aleksandra Smusz13.01.2026 9:21
Praca

Rzucił etat w przemyśle i otworzył stragan na targowisku

Zdzisław (imię zmienione) w ubiegłym roku ukończył 65 lat. Jest więc świeżo upieczonym emerytem. Wciąż ma jednak sporo sił do pracy. Prowadzi stoisko z żywnością na targowisku w jednym z miast wojewódzkich.

Jest człowiekiem wykształconym. W latach 80. ukończył studia na politechnice, po czym podjął pracę w przemyśle. Był w nim jednak zatrudniony zaledwie kilka lat. W 1989 roku otworzył punkt na bazarze – i prowadzi go do tej pory. Zdzisław postanowił mi opowiedzieć, co stało za jego decyzją.

Handlując na bazarze, można było wybudować dom w dwa lata

Gdy mój rozmówca podjął pracę jako inżynier, jeszcze w PRL-u, poziom życia ludzi był mniej więcej wyrównany. Specjalista od budowy maszyn zarabiał tyle, co nauczycielka, i niewiele mniej niż lekarz.

Później, na początku lat 90., niskie zarobki wciąż były normą – przynajmniej wśród etatowców. Zdzisław, podobnie jak wielu jego rówieśników, uznał, że uwolnienie gospodarki stanowi dla niego wielką szansę.

Doszedł do wniosku, że choć jest po studiach i pracuje w renomowanym zakładzie, jego możliwości finansowe są bardzo ograniczone. Zwłaszcza w dobie galopującej inflacji. A miał konkretne plany na przyszłość: założenie rodziny i budowę domu.

Aby było go stać na ich realizację, najprostszą opcję stanowiło wówczas otwarcie stoiska na targu. U progu transformacji nie istniały jeszcze wielkie hurtownie, w których teraz zaopatrują się handlarze. Zdzisław, podobnie jak inni na początku lat 90., brał towar u lokalnych rolników.

W pierwszych latach III RP sprzedawało się niemal wszystko – to, co akurat udało się przywieźć ze wsi. Później trzeba się było specjalizować. Zdzisław postawił więc na handel towarami o długiej dacie przydatności do spożycia, takimi jak mąka, bakalie, przetwory, suszone owoce itp.

Praca na bazarze po prostu bardziej się opłacała

Po wybudowaniu domu w ciągu dwóch lat prowadzenia własnej, jednoosobowej działalności bohater rozmowy teoretycznie mógł wrócić do etatowego zatrudnienia w przemyśle.

Nigdy tego jednak nie zrobił, bo jako handlarz na targu zarabiał więcej, niż ktokolwiek mógłby mu zapłacić, a i teraz dorabia do emerytury pokaźną sumę.

Zdzisław polubił zresztą swoje zajęcie, bo, jak mówi, bazar to życie. Mój rozmówca niewątpliwie wyróżnia się na tle innych sprzedawców wykształceniem. Ale takich jak on jest więcej – zwłaszcza wśród osób w jego wieku.

Dziś często są emerytami. Nierzadko wciąż prowadzą swoje stragany, nieraz znacznie skromniejsze. Nie robią tego jednak z braku pieniędzy, tylko dlatego, że nie potrafią żyć bez handlu. Warto o tym pomyśleć, jeśli uznamy ich za godnych współczucia.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi