Wyłączna wina partnera za rozpad małżeństwa uwalnia nas od groźby płacenia na niego alimentów
Po wielu latach skończył się koszmar Kazimierza Marcinkiewicza. Jak już informowaliśmy na łamach Bezprawnika, zapadł wreszcie prawomocny wyrok, dzięki któremu nie musi on już płacić alimentów na byłą żonę. Wcześniej przez ponad dekadę odprowadzał najpierw 4 000, a później 4 500 zł miesięcznie.
Niezależnie od tego, co sądzimy o byłym premierze i jego rodzinnych perypetiach, pewne kwestie pozostają bezsporne. W Polsce nawet zobowiązania podatkowe przedawniają się po 5 latach. Istnieje też coś takiego jak instytucja zatarcia skazania w prawie karnym. Obowiązek alimentacyjny na byłego małżonka potrafi jednak być wieczny. To znaczy: uwolnić nas od niego może ponowne zawarcie związku małżeńskiego przez osobę, której płacimy alimenty. Jeżeli nie zostaliśmy uznani za wyłącznie winnego rozkładu pożycia, to teoretycznie obowiązek alimentacyjny powinien wygasnąć po 5 latach. Przypadek Kazimierza Marcinkiewicza uczy jednak, że praktyka drastycznie odbiega od brzmienia przepisów.
Pytanie więc brzmi: jak właściwie uniknąć losu niegdysiejszego szefa rządu i zawczasu zabezpieczyć się przed nałożeniem na nas alimentów na byłego partnera? Odpowiedź nie napawa optymizmem. Tak naprawdę nie da się tego zrobić, a przynajmniej zagwarantować sobie, że w razie rozwodu nie skończymy z finansową kulą u szyi. Jest jednak jeden mały wyjątek, na który należy zwrócić uwagę. Znajdziemy go w art. 60 §1 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego:
§ 1. Małżonek rozwiedziony, który nie został uznany za wyłącznie winnego rozkładu pożycia i który znajduje się w niedostatku, może żądać od drugiego małżonka rozwiedzionego dostarczania środków utrzymania w zakresie odpowiadającym usprawiedliwionym potrzebom uprawnionego oraz możliwościom zarobkowym i majątkowym zobowiązanego.
Dobra wiadomość jest taka, że były małżonek może się od nas domagać alimentów tylko wtedy, gdy nie został uznany za wyłącznie winnego rozkładu pożycia. To podpowiada dość cyniczną strategię zabezpieczenia się. Jeżeli mamy możliwość domagania się orzekania o winie i jesteśmy przekonani, że to druga strona zostanie uznana za winowajcę rozpadu małżeństwa, to powinniśmy z niej bezwzględnie skorzystać. To nie koniec: powinniśmy wykorzystać każdy środek, jakim dysponujemy, by pogrążyć byłego partnera. Bez cienia litości, chwili zawahania czy cienia sentymentów. Nie muszę chyba dodawać, że spór o winę przy rozwodzie obarczony jest ryzykiem porażki. W tym przypadku interesuje nas jedynie absolutne zwycięstwo. Publiczne pranie brudów przed sądem zazwyczaj boli mniej niż niekończące się alimenty.
Istnieje też prostsze, bardziej radykalne i absolutnie pewne rozwiązanie: pod żadnym pozorem nie zawierać małżeństwa
Załóżmy jednak, że w naszym przypadku wina rozkłada się po mniej-więcej po równo i nie będziemy w stanie przekonać sądu, że jest inaczej. Co w takiej sytuacji? Wówczas możemy próbować udowodnić, że nasz były partner wcale nie znajduje się w niedostatku. Jeśli mamy możliwość udokumentowania dochodów drugiej strony – na przykład za pomocą wyciągów z drugiego konta – powinniśmy to zrobić. Nasz były partner może jednak umniejszać swoje zarobki, wyolbrzymiać swoje "usprawiedliwione" potrzeby, albo po prostu kłamać, że wcale nie pracuje. Niestety nie można wykluczyć, że przekona sąd do swoich racji. Wówczas może nas czekać sądowa epopeja podobna do tej, którą przeszedł Kazimierz Marcinkiewicz.
Jeśli to my jesteśmy uznani za wyłącznie winnego rozkładu pożycia małżeńskiego, to mamy – mówiąc kolokwialnie – przekichane. Art. 60 §2 zawiera przepis skonstruowany specjalnie na potrzeby zabezpieczenia w takich sytuacjach sytuacji materialnej małżonka niewinnego.
§ 2. Jeżeli jeden z małżonków został uznany za wyłącznie winnego rozkładu pożycia, a rozwód pociąga za sobą istotne pogorszenie sytuacji materialnej małżonka niewinnego, sąd na żądanie małżonka niewinnego może orzec, że małżonek wyłącznie winny obowiązany jest przyczyniać się w odpowiednim zakresie do zaspokajania usprawiedliwionych potrzeb małżonka niewinnego, chociażby ten nie znajdował się w niedostatku.
Tym razem nie mówimy o "niedostatku". Ustawodawca posługuje się terminem "istotnego pogorszenia sytuacji materialnej". Jeżeli więc rozwód z winowajcą powoduje obniżenie szeroko rozumianego poziomu życia, może on domagać się alimentów w celu wyrównania strat.
Nie ma też co liczyć na to, że alimenty same wygasną. Jak już wspomniałem, art. 60 §3 zawiera dwie sytuacje, w których może to nastąpić. Obowiązek bezwzględnie wygasa, jeśli nasz były małżonek ponownie weźmie ślub. Można się jednak spodziewać, że jeśli taka osoba żyje z naszych alimentów, to nie zrobi nam tej uprzejmości. Teoretycznie małżonek niebędący wyłącznym winowajcą rozkładu pożycia może się uwolnić od alimentów po upływie 5 lat. Problem w tym, że beneficjent może wnieść do sądu o przedłużenie tego terminu. Nie mamy też co liczyć na "awaryjny" przepis w postaci art. 1441:
Zobowiązany może uchylić się od wykonania obowiązku alimentacyjnego względem uprawnionego, jeżeli żądanie alimentów jest sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Nie dotyczy to obowiązku rodziców względem ich małoletniego dziecka.
Owszem, utrzymywanie w nieskończoność byłego małżonka, które rujnuje nasze finanse, jest czymś biegunowo odległym od zasad współżycia społecznego. Wie to chyba każdy Polak, który akurat nie czerpie z tego procederu osobistych korzyści. Cóż jednak z tego, skoro sądy rodzinne zazwyczaj nie dostrzegają zazwyczaj w tym nic zdrożnego? Po raz kolejny potwierdza to przypadek Kazimierza Marcinkiewicza.
Być może jest więc jeszcze jeden sposób, by uchronić się przed nałożeniem na nas alimentów na byłego małżonka. Jest wręcz trywialny: wystarczy nie zawierać małżeństwa. Alimentów na konkubenta, partnera, współlokatora, czy innego rodzaju osobę niespokrewnioną zasądzić się nie da. Prawdę mówiąc, jest to rozwiązanie pewniejsze nawet od walki o całkowite obciążenie partnera winą za rozpad małżeństwa. Nie ma się co oszukiwać: Polska to nie jest kraj dla osób, które chcą sformalizować swój związek.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj