Jedna naklejka z imieniem wystarczyła, by rozpętać globalną dyskusję o stereotypach w gastronomii.
Czy płeć decyduje o tym, ile dostaniesz jedzenia?
Akcję z jedzeniową dyskryminacją płciową rozkręciła kilka miesięcy temu tiktokerka Emily Joy Lemus. Postanowiła sprawdzić, czy różnica w porcjach, którą zauważyła przypadkiem, była jedynie jednorazową wtopą. Zamówiła dokładnie to samo danie z sieci Chipotle, różniąc zamówienia wyłącznie imieniem. Jedno było kobiece, drugie – męskie. Porcja przypisana do męskiego imienia okazała się większa. Gdy Emily powtórzyła eksperyment w innym lokalu, różnice pokazały się ponownie. Chociaż wizualnie mogły wydawać się subtelne i część osób uznała je za nieistotne, machina ruszyła.
Zaczęto podejrzewać, że porcje w Chipotle są podyktowane stereotypami, zgodnie z którymi mężczyzna zawsze kojarzy się z większym apetytem i potrzebą zjedzenia solidniejszego posiłku, kobieta natomiast bywa łączona z dietą. Czy właśnie w wyniku uprzedzeń jedzenie w restauracji nie zawsze jest dla wszystkich jednakowe?
Do baru najlepiej pójść z kamerą
Równolegle do dyskusji o płci mówi się o faworyzowaniu influencerów. Mechanizm jest prosty: tam, gdzie pojawia się kamera, porcje nagle stają się większe, dodatków przybywa, a dania po prostu wyglądają lepiej niż posiłki serwowane innym.
Porównywanie zamówienia gościa z internetu z daniami kupowanymi anonimowo przez inną osobę pokazują różnice w gramaturze sięgające nawet ponad 100 gramów. Co więcej, część klientów zaczyna wykorzystywać ten schemat. Podszywa się pod znaną osobę w uwagach do zamówienia w nadziei na lepsze traktowanie.
Może dziwić, że niektóre bary decydują się na faworyzowanie wybranych osób, mimo że zazwyczaj zdają sobie sprawę z przykrych konsekwencji. Przecież film, na którym tę faworyzację widać, na pewno wygeneruje falę komentarzy potępiających nieuczciwego biznesmena i zniechęci do odwiedzin. Mimo to pokusa zareklamowania się tłumi rozsądek.
Małe różnice pokazują duży problem z nieuczciwością w biznesie
Kilkadziesiąt gramów mniej przy indywidualnym zamówieniu to w sumie drobiazg, ale w skali masowej już takim detalem nie jest. Wszystko rozgrywa się o uczciwość wobec klienta. Jeśli płacimy tyle samo, powinniśmy dostawać to samo – bez względu na imię, płeć czy liczbę obserwujących na Instagramie.
Właściciele barów często bronią się, mówiąc, że mogą podawać porcje według własnego uznania, bo to ich towar, i gdy mają ochotę, to nawet nakarmią pana A czy panią B za darmo. Nie jest to jednak takie proste; nie można bowiem faworyzować klientów w sposób dyskryminujący innych. Poza tym takie tłumaczenie to zwykle zasłona dymna. Rzeczywista motywacja do dawania większych porcji raczej nie wynika z czystej sympatii i potrzeby potraktowania kogoś jak gościa w domu, lecz jedynie z chęci uzyskania dobrej opinii. To bardziej strategia biznesowa niż bezinteresowne uprzywilejowanie.
Ustawa z dnia 23 sierpnia 2007 r. o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym za nieuczciwą praktykę rynkową stosowaną przez przedsiębiorców wobec konsumentów uznaje działalność sprzeczną z dobrymi obyczajami i w istotny sposób zniekształcającą lub mogącą zniekształcić zachowanie rynkowe
przeciętnego konsumenta przed zawarciem umowy dotyczącej produktu, w trakcie jej zawierania lub po jej zawarciu.
Oznacza to, że opis dania w menu musi odpowiadać rzeczywistości – klient powinien otrzymać to, za co zapłacił. Nie można mówić, że porcja mięsa w każdym zestawie waży 300 gramów, a gdy przyjdzie ktoś z kamerą to akurat jemu dać o 100 gramów więcej. Podobnie nie można zapewniać, że do kanapki zawsze wkładamy po jednym plasterku sera, a później wybrańcom podrzucać dwa kawałki.
Dobrymi chęciami przypodobania się influencerowi piekło jest wybrukowane
Nawet najmniejsza bonusowa porcja dla gwiazdy internetu może skończyć się kłopotami dla restauracji, ponieważ prawo nie patrzy na sympatię, tylko na uczciwość.
Na mocy art. 134 § 1 Kodeksu wykroczeń:
Kto przy sprzedaży towaru lub świadczeniu usług oszukuje nabywcę co do ilości, wagi, miary, gatunku, rodzaju lub ceny, jeżeli nabywca poniósł lub mógł ponieść szkodę nieprzekraczającą 100 złotych, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.
Ponadto dawanie influencerom większych porcji można potencjalnie uznać za formę nieuczciwej reklamy. Art. 16. Ustawy z dnia 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji za nieuczciwą reklamę uważa m.in. reklamę wprowadzającą klienta w błąd i mogącą przez to wpłynąć na jego decyzję co do nabycia towaru lub usługi, a nawet wypowiedź, która zachęca do nabywania towarów lub usług, a przy tym sprawia wrażenie neutralnej informacji. Przy ocenie reklamy wprowadzającej w błąd należy uwzględnić wszystkie jej elementy, zwłaszcza dotyczące ilości, jakości, składników, sposobu wykonania, przydatności, możliwości zastosowania, naprawy lub konserwacji reklamowanych towarów lub usług, a także zachowania się klienta.
Ewentualne roszczenia w związku z tym ogniskują się wokół naprawienia wyrządzonej szkody; szczegółowo reguluje je art. 18 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj