1. Home -
  2. Państwo -
  3. Karol Nawrocki ma być prezydentem neoliberalnej rewolucji w portfelu przeciętnego Polaka

Karol Nawrocki ma być prezydentem neoliberalnej rewolucji w portfelu przeciętnego Polaka

6 sierpnia Polska wchodzi w polityczną nową erę. Karol Nawrocki, świeżo wybrany prezydent, od pierwszego dnia obiecuje rewolucję - nie w gmachach urzędów, lecz w portfelach obywateli i na biurkach przedsiębiorców.

Na stole leży cały pakiet ustaw: od obniżki VAT, przez zerowy PIT dla rodzin z dwojgiem dzieci, po likwidację podatku Belki do 140 tys. zł rocznie. Do tego wizja prostego systemu – jeden przelew, który ogarnie ZUS, składkę zdrowotną i PIT.

Na papierze wygląda to jak wymarzona ulga fiskalna

Niższe podatki mają zwiększyć dochody rozporządzalne, pobudzić konsumpcję i dać oddech firmom. Tyle że historia uczy, że prosty system w teorii często kończy się w starciu z urzędniczą rzeczywistością. A w wypadku Karola Nawrockiego także przede wszystkim z rządem. Jak na ironię - z rządem, który pozycjonuje się jako o wiele bardziej liberalny gospodarczo, a jednak z dużą dozą prawdopodobieństwa będzie blokował liberalne reformy prezydenta.

Cezary Maciołek z Grupy Progres studzi entuzjazm: owszem, przewidywalność i przejrzystość to złoto w czasach globalnej niepewności, ale to jeszcze nie gwarantuje wzrostu wynagrodzeń czy masowego zatrudniania.

Równolegle prezydent stawia na inwestycje: od Centralnego Portu Komunikacyjnego, przez energetykę jądrową, po lokalne remonty dróg, szkół i sieci kanalizacyjnych. Tzw. Wielka Czwórka Rozwoju ma rozruszać gospodarkę i dać pracę w każdej gminie. Problem? Braki kadrowe w budowlance i energetyce już dziś hamują część projektów, a wahania cen materiałów mogą pogrzebać harmonogramy i budżety.

Na rynku pracy widać też inny, bardziej cichy front - migrację

Nawrocki chce twardo walczyć z nielegalnym napływem, jednocześnie wypowiadając unijny Pakt Migracyjny. Tymczasem badanie Grupy Progres pokazuje, że 55% polskich firm planuje zwiększenie zatrudnienia cudzoziemców, a 70% z nich widzi pilną potrzebę wsparcia ze strony państwa. Przedsiębiorcy chcą szybszych procedur, prostszych przepisów i programów integracyjnych. Bez tego może się okazać, że ambitne plany inwestycyjne rozbiją się o zwykły brak rąk do pracy.

W tle są emeryci – 6,366 mln osób, średnia emerytura już ponad 4189 zł brutto. Prezydent obiecuje coroczną waloryzację co najmniej 150 zł. To polityczny gest bezpieczeństwa dla seniorów, ale i sygnał dla budżetu – każda taka podwyżka to miliardy złotych rocznie.

Nowa kadencja to więc miks nadziei i ryzyk. Podatkowy kontrakt może dać oddech, ale jego skutki będą zależały od realnej egzekucji i kondycji finansów państwa. Inwestycje lokalne mogą stworzyć tysiące miejsc pracy, o ile nie zabraknie pracowników i materiałów. Migracja – zamiast politycznego hasła – stanie się kluczem do realnej konkurencyjności gospodarki.

Jeśli rząd i prezydent pogodzą uproszczone podatki, sensowną politykę migracyjną i sprawną realizację inwestycji, Polska może faktycznie wskoczyć na szybszy tor rozwoju. Jeśli nie – obietnice skończą się kolejnym folderem wyborczym.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi