Zachęta finansowa wynagradza inicjatywę klienta i sprawia, że kasom samoobsługowym warto się przyjrzeć, nawet mimo początkowej niechęci.
Szybko, wygodnie i taniej... dla sklepu
Kiedyś zakupy wyglądały inaczej niż te, do których jesteśmy przyzwyczajeni od lat. Podawało się listę produktów sprzedawcy, który następnie kompletował zamówienie. Klient płacił i wychodził. Ta tradycja utrzymała się jeszcze głównie w osiedlowych sklepikach. Pomysł umożliwienia ludziom swobodnego chodzenia po sklepie i wybierania artykułów spożywczych, odzieżowych bądź innych z początku wydawał się absurdalny.
A jednak przyjął się – tak jak później reklamówki jednorazowe, mimo że kiedyś nie wyobrażano sobie zakupów bez własnej torby wielokrotnego użytku lub koszyczka. Ta historia handlu doskonale pokazuje, że „innowacja” początkowo budzi opór, ale z czasem staje się normą. Kasy samoobsługowe są kolejnym etapem tej ewolucji: można ich użyć szybko, wygodnie i w perspektywie są tańsze... dla sklepu.
Klient to idealny „pracownik”, bo pracuje za darmo. I jeszcze się z tego cieszy
Kasy samoobsługowe początkowo pojawiały się nieśmiało w większych sieciach, dziś znajdują się niemal w każdym markecie – od Biedronki po Lidla. Na pierwszy rzut oka to bardzo wygodne rozwiązanie: wszystko można zrobić samodzielnie, swoim tempem, bez kolejki. Nie trzeba czekać 10 minut, zanim ktoś nas obsłuży.
Tyle że z perspektywy sklepu to nie tylko wygoda, ale przede wszystkim czysty zysk. Mniej kasjerów, mniejsze koszty, szybszy obrót – a klient? Klient robi za darmo to, co jest czyimś obowiązkiem i za co ktoś dostaje pensję. I cieszy się, że uniknął tłumów.
Za pracę przy kasie powinniśmy dostać nagrodę w postaci rabatu
Skoro samodzielnie skanujemy produkty i pakujemy je, to czy nie powinniśmy dostać rabatu w wysokości np. 5 czy 10 proc. za samodzielną obsługę? W końcu wykonujemy bardzo ważną część pracy sklepu, więc niech ktoś doceni za to klienta, który cyklicznie zostawia tutaj duże sumy. Oczywiście chodzi o rabaty poza zniżkami z tytułu posiadania karty lojalnościowej itp.
Wydawałoby się, że symboliczna premia będzie uczciwa, jednak nie miejmy złudzeń – sieci handlowe nie mają żadnego interesu w tym, by dzielić się zyskiem. Już teraz klienci chętnie wybierają kasy samoobsługowe, więc nie trzeba ich do tego dodatkowo zachęcać.
Marketingowe cwaniactwo pod płaszczykiem postępu
To, co przedstawiane jest jako udogodnienie, tak naprawdę wydaje się formą marketingowego cwaniactwa. Sieci handlowe doskonale wiedzą, że nikt nie lubi kolejek, więc podsuwają nam rozwiązanie, które pozwala poczuć się obsłużonymi szybciej – mimo że w rzeczywistości to my obsługujemy siebie.
Owszem, nikt nas nie zmusza do korzystania z kas samoobsługowych, ale presja społeczna i chęć „bycia sprytnym klientem” robią swoje. W efekcie zyskują tylko sklepy, które tną koszty pracy. A my? Zostajemy z poczuciem, że wybraliśmy nowoczesność – choć to raczej ona wybrała nas.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj